Ferrari, które w środę wieczorem uderzyło w filar wiaduktu na warszawskim Mokotowie, prowadził znany dziennikarz motoryzacyjny Maciej Zientarski. W stanie ciężkim trafił do szpitala. Dziś zaczęło się zdejmowanie bilboardów, na których Zientarscy reklamowali firmę ubezpieczeniową.
Jak mówią policjanci z Komendy Stołecznej Policji w Warszawie, do wypadku doszło w środę, o godz. 21.40. Ferrari z dużą szybkością jechało ulicą Puławską, od strony ul. Wałbrzyskiej w stronę ul. Poleczki. (O dużej szybkości świadczą ślady na miejscu wypadku i stan rozbitego auta.) Na wysokości ul. Rzymowskiego uderzyło w podporę estakady prowadzącej na Ursynów. Samochód zaczął się palić. Jak mówią świadkowie, na których powołuje się TVN24, 39-letni Maciej Zientarski i dziennikarz Super Expressu, Jarosław Zabiega, zostali wyrzuceni z auta przez przednią szybę. Ekipy ratunkowe miały ich odnaleźć kilkanaście metrów od płonącego wraku.
Zobacz: O wypadku, o Macieju Zientarskim i Jarosławie Zabiedze mówi dla Wiadomości24.pl Tomasz Szmandra
Jak przypomina Polska Agencja Prasowa, Maciej Zientarski, syn znanego dziennikarza i eksperta motoryzacyjnego WÅ‚odzimierza Zientarskiego, prowadzi m.in. V Max w cyfrowym Polsacie, jest też współtwórcÄ… programu “Pasjonaci”.
Jak mówią lekarze z warszawskiego szpitala przy ul. Lindleya, stan Macieja Zientarskiego jest ciężki, ale stabilny. Czeka go jeszcze co najmniej jedna operacja.
Autor artykułu: Agnieszka Gierczak, współautor: Tomasz Kowalski