Archive for February, 2007

Czym zajmuje się w nocy straż miejska?

Saturday, February 24th, 2007

Wracając do domu nocnym autobusem mimochodem poznałem tajniki pracy straży miejskiej w Warszawie. Zapamiętałem, że w nocy każdy obywatel jest na straconej pozycji, bo może zostać odwieziony do… izby wytrzeźwień?

Druga w nocy. Wracam od znajomych, byłem na małej imprezie. Czekam na autobus. Jest piekielnie zimno. Na przystanku oprócz mnie jest trzech młodych chłopaków, sprawiają wrażenie trochę pijanych. Jeden z nich wdaje się ze mną w rozmowę, pyta gdzie jadę itd. Wreszcie przyjeżdża autobus, niestety okazuje się, że w środku temperatura jest bardzo zbliżona do tej na zewnątrz, czyli ujemna. Jeden z chłopaków podchodzi do kierowcy:
- Proszę pana, tu jest zimno…
(brak reakcji)
- Proszę pana, nam jest zimno.
(brak reakcji)
- Czy mógłby pan włączyć ogrzewanie?
(brak reakcji)
- Haalo! Może mi pan odpowiedzieć?!

Mimo, że ten chłopak nie zachowywał się agresywnie, nie awanturował się, autobus się zatrzymuję. Chwilę później podjeżdża radiowóz straży miejskiej, otwierają się drzwi i wchodzi strażnik, rozmawia chwilę z kierowcą i zwraca się do chłopaka:
- O co Ci chodzi?
- Tu jest zimno…
- A chcesz się przejść?
- Nie, chciałem tylko… tu jest zimno.
- A może chcesz na izbę wytrzeźwień, tam jest cieplej?
- Nie, tu po prostu jest zimno.
- No to wysiadamy.

W tym momencie interweniują koledzy delikwenta, ale na nic się to nie zdaje. Cała trójka wysiada ze strażnikami. Autobus odjeżdża. Bardzo korciło mnie, by spytać się jakim prawem strażnik tak traktuje tego chłopaka, ale ponieważ sam byłem po alkoholu wolałem nie ryzykować. Na pewno znalazłby się na mnie jakiś paragraf… Wracając do domu zastanawiałem się, czy aby na pewno na tym polega praca straży miejskiej?

********
Nie udało nam się skontaktować z kierowcą autobusu, ale do dyspozytora z zajezdni “Stalowa” w Warszawie dowiedzieliśmy się, że straż miejska wzywana jest w wyjątkowych sytuacjach. – Nie wzywamy służb mundurowych tylko dlatego, że ktoś prosi o włączenie ogrzewania – wyjaśnił nam pracownik zajezdni.

Autor artykułu: Tymek Wołodźko

Burza wokół badań

Saturday, February 24th, 2007

Dwie firmy badające polski Internet (Gemius i Polskie Badania Internetu) domagają się sprostowania informacji, jaką na podstawie ich danych (badanie Megapanel za grudzień ub.r.) podał koncern medialny Axel Springer Polska. Zarzucają mu manipulację wynikami badań „oglądalności” polskich stron internetowych. Wydawca podał bowiem, że jest liderem w kategorii, w której… badania nie były prowadzone.

W środę Axel Springer pochwalił się: „Najnowsze wyniki badań Gemiusa potwierdziły bardzo dobry debiut serwisu DZIENNIK Online. Serwis, który zanotował w grudniu ponad 20,9 mln odsłon, jest liderem w swojej kategorii: Media/Prasa/Informacje i Publicystyka. Warto przy tym podkreślić, że liczba odsłon DZIENNIKA Online stanowi 1/3 wszystkich odsłon wygenerowanych w tej kategorii. Pod względem liczby unikalnych użytkowników DZIENNIK Online uplasował się na drugiej pozycji.

Na komunikat Axel Springer Polska z oburzeniem zareagowali autorzy badania. Ich zdaniem wydawca pomieszał witryny należące do różnych kategorii. Okazuje się bowiem, że w przeprowadzonym badaniu nie było kategorii „Media-Prasa-Informacje-i-Publicystyka.

- Jedyna zbliżona tematycznie kategoria występująca w naszym badaniu to „Informacja, Publicystyka, Media”, w której witryna Dziennik.pl znajduje się na 14. miejscu pod względem liczby użytkowników i na 6. miejscu pod względem liczby odsłon – tłumaczą przedstawiciele Gemiusa i PBI. Z kolei w rankingu ogólnej oglądalności stron internetowych Gemiusa z grudnia, DZIENNIK Online znajduje się na 181 pozycji.

Gemius i PBI w swoim stanowisku wyrażają „głębokie zaniepokojenie manipulacją wynikami badania”.

W tym miesiącu Gemius już po raz drugi żąda sprostowania od Axel Springer Polska. Firma stwierdziła wcześniej, że w informacji wydawcy z 14 lutego („Portal Dziennik.pl triumfuje, jest trzeci wśród serwisów”) podano nieprecyzyjne dane.

Gemius i PBI przypominają, że swoje badania dotyczące Internetu prowadzą od dwóch lat i dokładają wszelkich starań, aby były rzetelne, obiektywne i powszechnie akceptowane przez rynek.

- Wykorzystywanie wyników w sposób nierzetelny może podważyć zaufanie do naszego badania i z pewnością szkodzi całemu rynkowi internetowemu w Polsce – oceniają PBI i Gemius..*
*Podobnego zdania jest Artur Kiełbasiński, szef potralu NaszeMiasto.pl, należącego do wydawcy Polskapresse.

- Od kilku lat Internet jest ważnym miejscem dla reklamodawców. Oczywiście duże domy mediowe mają własne badania Internetu, ale mniejszym reklamodawcom takie komunikaty mogą stworzyć fałszywy obraz tego, kto jest mocnym graczem na tym rynku – ocenia Kiełbasiński.

Wczoraj bezskutecznie usiłowaliśmy uzyskać komentarz Axel Springer Polska do zarzutów Gemiusa i PBI. Wcześniej rzecznik wydawcy, Michał Fijoł stwierdził w wypowiedzi dla Presserwisu, że sprostowania do komunikatu o DZIENNIKU Online nie będzie, bo „wszystkie dane zawarte w naszej informacji prasowej odpowiadają prawdzie”.

Autor artykułu:

Uroda przemija, ale można zatrzymać czas

Saturday, February 24th, 2007

– Kobiety często myślą, że intensywne treningi oznaczają w konsekwencji duże mięśnia. To podstawowy błąd. Kobieta nigdy nie zbuduje dużej masy mięśniowej. Z wielokrotną mistrzynią Polski fitness sylwetkowym Katarzyną Kozakiewicz rozmawia Kamil Jakubczak.

Odniosłaś już wiele sukcesów w kulturystyce i fitness, jak zaczęła się Twoja przygoda z tym sportem?

Sport był zawsze najważniejszym elementem mojego życia. Przez 13 lat uprawiałam jazdę konną. Ważyłam zaledwie 46 kilogramów i wówczas trener, sędzia zawodów kulturystycznych, dostrzegł u mnie predyspozycje genetyczne do uprawiania kulturystyki. Po pewnym czasie porzuciłam kulturystykę dla fitness sylwetkowego, ponieważ nie chciałam dalszego rozwoju masy mięśniowej.

Jak zareagowałaś na propozycję uprawiania kulturystyki?

Początki były bardzo trudne. Myślałam, że się nie nadaję do tego sportu, że nie pasuję. Chciałam ćwiczyć tylko dla pięknego ciała. Wybrałam się na Mistrzostwa Polski i kiedy zobaczyłam uczestniczki eliminacji runęło moje wyobrażenie kobiety – kulturystki. Zafascynowałam się tym sportem i pięknym ciałem bez grama tłuszczu. Później były “Debiuty Kulturystyczne” w Bydgoszczy, w których wzięłam udział. Bardzo się zdziwiłam, bo zajęłam drugie miejsce. Kiedy w Polsce pojawiła się dyscyplina “fitness sylwetkowy”, będący alternatywą dla dziewcząt bez przygotowania akrobatycznego, zdecydowałam się na zmianę specjalizacji treningów.

Jak wypracować swoją sylwetkę?

Mój dzień jest pełen treningów. Pracuje jako instruktorka w klubie “Proactiv” w Warszawie. Do takich wyników nie doszłabym bez odpowiedniej diety. To pięć posiłków dziennie, ale w małych porcjach, idealne dla diabetyków, ponieważ w diecie są wszystkie niezbędne składniki.

Masz rygorystyczny plan treningowy i dietę. Jak wygląda Twój dzień?

Wstaję około godz. 5:30. Godzinę spędzam na rowerku stacjonarnym. Później, pożywne śniadanie składające się z 50 g płatków owsianych, 10 g orzechów, 10 g rodzynek oraz 10 białek z jajka. Potem przygotowuje jedzenie na cały dzień i pakuje je w pojemniki. Kolejne posiłki spożywam po kolejnych trzech godzinach niezależnie od miejsca w jakim przebywam. Zjadam drugie śniadanie, czyli placek składający się z: płatków owsianych, mąki razowej, 6 białek z jaj, orzechów, rodzynek, słodzika na sacharynie oraz odpowiednich aromatów. Wszystko smażę.

Trzeci posiłek składa się z 50 g ryżu, kurczaka lub tuńczyka w sosie własnym, 100 g gotowanych jarzyn oraz łyżki oleju lnianego. Następnie idę na trening, 40 minut siłowni i 40 minut treningu aerobowego. Regeneruje siły kolejnym posiłkiem, czyli 50 g ryżu lub kaszy gryczanej, 150 g piersi z kurczaka oraz warzyw. Ostatni posiłek to najczęściej 180 g ryby gotowanej np. dorsza oraz warzywa.

Jakie masz rady dla tych co chcą wyglądać jak Ty?

Grunt to dyscyplina treningowa i odpowiednia dieta. Bez silnej woli nie da się niczego osiągnąć. Kobiety uważają, że dieta z jogurtów jest odpowiednia, nic bardziej mylnego. Kobiety nie powinny spożywać dużych ilości nabiału. Mówię także stanowcze – nie- dla “wynalazków”, które zachwalają producenci. Nie pomogą one w uzyskaniu nienagannej sylwetki. Jestem najlepszym dowodem na to, że tylko dzięki ciężkiej pracy można uzyskac zadowalające odpowiedni efekt.

Z czego wynika niechęć kobiet do treningów?

Kobiety często myślą, że intensywne treningi oznaczają w konsekwencji duże mięśnia. To podstawowy błąd. Kobieta nigdy nie zbuduje dużej masy mięśniowej, ponieważ nie ma w sobie, tak dużo testosteronu jak mężczyźni. Pierwsze efekty moich treninów widoczne były po czterech latach ciężkich ćwiczeń. Obecnie moje treningi służa podtrzymaniu już uzyskanej sylwetki.

Jak oceniasz możliwości uprawiania sportu jakie proponuje nam Warszawa?

W Warszawie każdy kto chce, może spokojnie uprawiać sport. Profesjonalne kluby oferują różne zajęcia ogólnorozwojowe. Bardzo ważna jest postawa trenera. Najlepszy to taki, który oddaje się z pasją swojej pracy. Uroda przemija, ale można zatrzymać czas. Musimy pamiętać, iż ćwiczymy dla zdrowia. Wszyscy żyją w biegu, nie mają czasu na zdrowy tryb życia, a wystarcza przecież ćwiczyć przez kilkadziesiąt minut dziennie, by poczuć się lepiej.

Autor artykułu: Kamil Jakubczak

Dominet Bank Ekstraliga: Anwil wywalczył Puchar Polski

Monday, February 12th, 2007

Anwil Włocławek wywalczył w Sopocie Puchar Polski koszykarzy. Podopieczni Alesa Pipana pokonali po ciekawym widowisku Prokom Trefl Sopot!

Pierwszym finalistą Pucharu Polski okazał się Anwil Włocławek, który pokonał wczoraj w półfinale Enegre Czarnych Słupsk 81:72. Będący na fali Anwil stawiany był przed tym spotkaniem jako faworyt, gdyż w zespole ze Słupska nadal brakowało wysokich graczy m.in. Alexa Dunna i Omara Barletta. Wicemistrzowie dysponowali lepszymi graczami pod koszem, jak i obwodzie. Włocławianie kontrolowali większość spotkania dzięki świetnej pierwszej kwarcie, którą podopieczni Alesa Pipana wygrali 28:15.

Na odrodzenie Czarnych musieliśmy czekać, aż do czwartej kwarty, kiedy to dobrze zaczęli grać Mantas Cesnauskis, Darrell Tucker, Aleksander Kudriawcew i Miah Davis. Ci dwaj ostatni sprawili wicemistrzowi sporo kłopotów. W zespole Anwilu także nie brakuje ludzi do czarnej roboty. Znać o sobie dał Andrzej Pluta i Zbigniew Białek. Pierwszy z nich w całym spotkaniu zdobył 20 punktów, a drugi 22. Mimo zaciętej walki, Czarni przegrali w samej końcówce za sprawą dwóch punktów Pluty i „trójki” Gorana Jagodnika.

- Nieważne czy w finale zagramy z Prokomem czy Turowem. Obydwa zespoły są bardzo dobre. Ja patrzę na swój zespół i jeśli będziemy dobrze bronić oraz grać agresywnie na tablicach tak jak dzisiaj to mamy szansę na zwycięstwo – mówił po meczu dla plk.pl trener Ales Pipan.

– W meczu z Czarnymi zaczęliśmy bardzo dobrze, ale nagle stanęliśmy w ataku. Nie wiem jeszcze dlaczego, ale muszę powiedzieć, że Czarni Słupsk są bardzo dobrym zespołem i żeby ich pokonać, trzeba grać dobrą koszykówkę. – dodał szkoleniowiec Anwilu.

Dycha różnicy
W drugim półfinale przeciwnikiem Prokomu Trefl Sopot był wicelider Dominet Bank Ekstraligi, BOT Turów Zgorzelec. Początek spotkania należał do Turów, który prowadził nawet 16:4! Tak słaba gra Prokomu spowodowana był obecnością na parkiecie od pierwszych minut Tomasa Pacesasa, który w bardzo widoczny sposób nie radził sobie z portorykańskim rozgrywającym Turowa, Anderasem Rodriguezem.

Na zwrot akcji nie czekał trener Prokomu, Eugeniusz Kijewski, który po siedmiu minutach ściągnął z parkietu Litwina, a w jego miejsce wprowadził rodaka Rodrigueza – Christiana Dalmau. Od tego momentu gra mistrza Polski nabrała całkiem innych barw. Pierwsza odsłona tego spotkania potoczyła się na korzyść przyjezdnych, którzy wykorzystali swój atut, jakim bezsprzecznie jest obrona.

Po wznowieniu gry inicjatywa przejęli gospodarze w barwach, których uwagę obrońców skupiał Christian Dalmau. Koszykarz bardzo często oddawał rzuty na kosz, co dawało różny efekt. Mecz rozstrzygnął się w defensywie, która wczoraj podczas drugich 20 minut wyglądała całkiem przyzwoicie w wykonaniu Prokomu.

- Myślę, że to był przede wszystkim bardzo dobry mecz w defensywie. Mecz walki. W pierwszej połowie popełniliśmy zbyt dużo strat, co w pewien sposób ułatwiło rywalowi zdobywanie punktów – mówił po meczu trener Kijewski.

Ostatecznie po bardzo ciekawym meczu, lepsi okazali się koszykarze Prokomu Trefl Sopot, którzy pokonali na własnym terenie gości ze Zgorzelca 77:67.

Anwil z Pucharem
Dzisiaj o godzinie 15. w wielkim finale spotkały się zespoły z Włocławka i Sopotu.

Już w pierwszej akcji spod opieki Justina Hamiltona uwolnił się Andrzej Pluta, który zdobył pierwsze punkty. Świetnym przechwytem popisał się Pluta, który wybił piłkę uśpionemu Hamiltonowi, i zdobył trzy razy po dwa punkty i dodatkowo jeszcze jeden na 7:4. Po „trójce” Chrisa Thomasa, Anwil prowadził 10:4. Po dobrym manewrze Otisa Hilla goście prowadzili 12:7. Po 5 minutach szkoleniowiec Prokomu zmienił prawie całkowicie pierwszą piątkę. Anwil grał dobrze w ataku, kombinacyjnie i było widać, że Prokom był tym faktem zaskoczony – 16:11. O czas poprosił Eugeniusz Kijewski widząc, że włocławianie kontrolują grę. Po pierwszej kwarcie Anwil prowadził z Prokomem 24:15. Lepiej zorganizowany Anwil, był w tej odsłonie znacznie lepszym zespołem od mistrza Polski.

Fantastycznie Otisowi Hillowi asystował Chris Thomas, a ten pierwszy wpakował piłkę do kosza – 26:15. Z meczu na mecz coraz lepiej grał Zbigniew Białek, który także w tym meczu popisywał się wszechstronnością – 31:22. W Prokomie jak tyczki, swoich przeciwników mijał Amerykanin, Justin Hamilton, a w odpowiedzi rzucał Andrzej Pluta – 33:24. Dwie „trójki” trafił Prokom i sopocianie tracili do rywala pięć „oczek”, 35:30. W świetnej dyspozycji był dzisiaj reprezentant Polski, Andrzej Pluta. Po drugiej Anwil Włocławek prowadził 43:36.

W pierwszej połowie Prokom rozkręcił się dopiero pod koncu drugiej kwarty, kiedy to „za trzy” zaczęli trafiać strzelcy tego zespołu. W dotychczasowych meczach Pucharu Polski, sopocianie przeważnie w drugiej części spotkania odrabiali straty i zaczynali grać na 100 proc. Jeśli Prokom chciał obronić tytuł musiał zacząć grać znacznie lepiej w obronie i jeszcze lepiej w ataku, gdyż Anwil nie zamierzał zwalniać tempa i miał zamiar pokonać mistrza Polski. Najwięcej punktów dla Anwilu w pierwszej połowie zdobył Andrzej Pluta (14). W barwach Prokomu osiem „oczek” na swoim koncie miał Donatas Slanina.

Dwie straty w krótkim czasie popełnił Anwil, do którego na trzy punkty zbliżył się Prokom, 43:40. Po faulu Pluty, dwa rzuty wolne trafił Donatas Slanina, a dwa kolejne punkty dołożył Hamilton i Prokom doprowadził do remisu 44:44. Kolejnym prostym, głupim błędem popisał się Pluta, który faulował czwarty raz i po raz pierwszy usiadł na ławkę rezerwowych. Chwilę później Prokom wyprowadził kontrę i wyszedł na krótkie prowadzenie, 49:48. Na trzy minuty przed końcem niesportowe przewinienie odgwizdano Słoweńcowi, Goranowi Jagodnikowi – 55:51. Po 30 minutach gry było 59:55 dla Anwilu.

W ostatniej kwarcie Prokom kompletnie się pogubił, co wykorzystał świetnie grający dzisiaj Anwil, który wygrał całe spotkanie 72:66.

– Chciałem pogratulować moim koszykarzom. Przyjechaliśmy tu z zamiarem odniesienia zwycięstwa, graliśmy z sercem, walczyliśmy i wydaje mi się, że moi koszykarze po prostu zasłużyli na to trofeum – skomentował trener Anwilu Włocławek, Ales Pipan.
MVP turnieju wybrano Andrzeja Plutę.

Autor artykułu: Łukasz Solski

Franciszek Smuda potrafi dyrygować nie tylko piłkarzami

Sunday, February 11th, 2007

Do niecodziennego wydarzenia doszło podczas obchodów z okazji 85-lecia klubu KKS Lech Poznań. W sobotę w Auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, w trakcie uroczystego koncertu, orkiestrę Filharmonii Poznańskiej poprowadził… trener Lecha Franciszek Smuda!

Szkoleniowiec Lecha Poznań słynie przede wszystkim z talentów językowych (swobodnie porozumiewa się w kilku językach). Okazuje się, że Franciszek Smuda ma także talent dyrygencki. Podczas uroczystej gali z okazji obchodów 85-lecia poznańskiego klubu, orkiestra Filharmonii Poznańskiej wykonała hymn Kolejorza pod batutą popularnego “Franza”. Niecodzienny koncert zgromadził w uniwersyteckiej auli komplet publiczności, wśród której nie zabrakło kibiców klubu.

Autor artykułu: Przemysław Trubalski

Rockowe klimaty. Restauracja Hard Rock Cafe już w Polsce!

Friday, February 9th, 2007

W środę o godz. 14 w warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy otwarto długo oczekiwaną, pierwszą w Europie Środkowo-Wschodniej restaurację Hard Rock Cafe. Nazwa mówi sama za siebie – sieć Hard Rock Cafe jest znana amatorom mocnych brzmień na całym świecie.

Fani rocka długo na nią czekali. Restauracja HRC istnieje w 36 krajach na świecie, teraz rocku w najlepszym wydaniu będzie można posłuchać także i w Polsce. Ale i nie tylko. To co przyciąga gości, to oryginalne pamiątki po sławnych muzykach.

Majtki Madonny, spodnie Shakiry i gitara Claptona

Niemal na wszystkich ścianach wiszą ekrany plazmowe z wyświetlanymi klipami, oraz wspomniane pamiątki – przy każdym przedmiocie znajdziemy tabliczkę z informacją, do kogo należał. Możemy odnaleźć m.in: gitary Bono, Prince’a, Erica Claptona czy chociażby saksofon Davida Bowie, nie wspominając o strojach Boba Dylana czy Madonny (również z jej słynnym krucyfiksem z albumu Like a Virgin). To naturalnie nie wszystko, na ścianach Hard Rock Cafe pamiątek jest dużo więcej. Niektóre eksponaty są częściowo ukryte w cieniu – aż chce się podejść i obejrzeć.

Ponad 850 metrowy lokal jest podzielony na dwa poziomy. Na wyższym, przeszklonym znajduje się sklep, w którym można kupić słynne T-Shirty z logo HRC. Ale serce restauracji to poziom niższy. Od godziny 14 lokal był wypełniony klientami, otwarcie Hard Rock Cafe przyciągnęło również sporo zagranicznych gości – głównie fanów tej sieci kolekcjonujących przyczepiane do ubrań piny z wszystkich Hard Rock Cafe na świecie.

Soft Rock Cafe

Jednak najmocniejszym atutem restauracji jest jej wyjątkowy klimat. Składają się na niego rockowe symbole, muzyka płynąca z głośników oraz oświetlenie. Fani HRC potwierdają, że każdy lokal ma oryginalne, lokalne akcenty. W polskiej restauracji znajdziemy np. gadżety Muńka Staszczyka z zespołu T. Love. Oczywiście, restauracja ma również swoich przeciwników i opinie na jej temat są podzielone. – Nie lubię sieciowych lokali, bo nie mają unikatowego klimatu – mówi Magda, która miała okazję być w Hard Rock Cafe w Amsterdamie.

Jednak warto odwiedzić to miejsce, chociaż po to, by obejrzeć jedyne w swoim rodzaju eksponaty i posłuchać przy tym dobrych, rockowych kawałków. Niestety piwosze będą musieli zadowolić się napojami “bez procentów”. Restauracja nie uzyskała jeszcze koncesji na sprzedaż alkoholu.

Zobacz materiał filmowy

Autor artykułu: Michał Tuszyński, współautor: Agata Ślusarczyk