Archive for October, 2006

“Wasza Ekscelencja” – Dostojewski w teatrze

Monday, October 30th, 2006

Dostojewski na deskach. Tym razem w reżyserii Izabelli Cywińskiej, w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pod koniec listopada mieszkańcy stolicy mogą obejrzeć adaptację „Wsi Stiepanczykowo i jej mieszkańców”.

Sergiusz, student z Petersburga przyjeżdża na wieś do swego wuja, pułkownika Jegora Iljicza Rostaniewa. Jegor Iljicz napisał list, w którym wezwał do siebie swego podopiecznego. Potrzebuje go, gdyż ma kłopoty, bo chcą, by on, wdowiec, ponownie – i bogato! – się żenił, bo Generałowa, matka jego droga, obraziła się na niego, w ogóle wszyscy już tu się na niego dąsają! A fakt, że zaprosił Sergiusza tylko go pogrąża, czyni całkowicie podejrzanym! Ale nic to, wszystko nic, bo tak naprawdę nie chodzi ani o wuja, ani o Generałową, ani o Sergiusza, lecz o niego, o jego jedynego – o Fomę Fomowicza Opiskina!

Okrutna atmosfera
Mrok, brudne uliczki, amoralni bohaterowie, śmierć – oto atmosfera typowa dla dzieł Fiodora Dostojewskiego. Śmieszność, komiczna uniżoność, hipochondria, życzliwość i dobrotliwość bohaterów – oto atmosfera „Waszej Ekscelencji”. Pięknie oddawana już od pierwszych scen, kiedy to widzimy na scenie Wojciecha Pszoniaka jako Wujaszka, mętnie tłumaczącego swojemu wychowankowi, czemu to zawezwał go w swe progi. Atmosfera utrzymana przy posiłku domowników, gdzie „Generałowa” Danuta Szaflarska strofuje swojego syna a w intruza rzuca owocami, gdzie ulubienica matki Wujaszka dba o spokój swojej protektorki, a trzy stare rezydentki szepczą do siebie tylko im znane słowa. Atmosfera utrzymana gładko przez całe przedstawienie.

Udając się do teatru „na Dostojewskiego”, widz mógłby spodziewać się zetknięcia ze wszystkim, co mroczne, ale z pewnością nie byłby przygotowany na lekką komedię, na jaką zapowiada się po pierwszym akcie adaptacja „Wsi Stiepanczykowo”. Taką też zresztą utwór Dostojewskiego w założeniu nie jest. Jest opowieścią inną niż pozostałe tego autora, napisaną z niesamowitą lekkością i dobrotliwością, mimo że tworzoną tuż po powrocie z katorgi. Nie jest jednakże historią pozbawioną cienia, którym tym razem jest, ów wspomniany wcześniej, Foma Fomowicz. Człowiek, który dla świętej pamięci generała był popychadłem i błaznem na każde zawołanie, a który po jego śmierci staje się Rasputinem domu w Stiepanczykowie. Foma jest autorytetem, który karci i krzyczy, ale Foma także uczy, kocha i jest wyrozumiały. Foma obchodzi urodziny kilka razy w roku, zarządza w tygodniu dwie środy, każe chłopom uczyć się tańca. Foma Fomowicz jest dyktatorem, ale wielce od siebie uzależniającym. Słysząc, co o tym rosyjskim „Świętoszku” mówią mieszkańcy Stiepanczykowa, widz ciesząc się wspaniałą grą aktorską i śmiesznością scen, czeka jednak podświadomie na coś jeszcze. Czeka, by dowiedzieć się więcej o Fomie Fomowiczu i zobaczyć, jak jego cień przykrywa całe Stiepanczykowo. I oto nadchodzi akt drugi. Który zdaje się być jeszcze lepiej zagrany i… jeszcze śmieszniejszy niż poprzedni.

Zły charakter
„Wasza Ekscelencja” nie jest z założenia mroczna, co jednak nie oznacza, że jest czysto rozrywkowa – to Dostojewski, więc bohaterowie nie mogą być puści. Jednakże o tym, jacy bohaterowie są, co nimi kieruje, czy wreszcie, jakiego rodzaju zło „siedzi” w Fomie, trudno dowiedzieć się z samego przedstawienia. O postaciach drugoplanowych nie dowiemy się wiele – jest ich za dużo, by przedstawić je wszystkie w ciągu dwóch godzin trwania spektaklu. Na dodatek są przyćmiewane przez Jegora Iljicza i Fomę Fomowicza – zarówno jeśli chodzi o udział w scenach przedstawienia, jak i o grę aktorską Wojciecha Pszoniaka i Andrzeja Zielińskiego. Jednakże, mimo znacznego wyeksponowania Opiskina, pokazania jego zachowania wobec Wujaszka i innych mieszkańców domu, zobaczymy niewiele ponad sylwetkę wyrosłego z rosyjskiej ziemi Tartufa – nie tak znowu okrutnego i w gruncie rzeczy nie niebezpiecznego “Świętoszka”.

Foma Opiskin z pewnością panuje nad tym małym światkiem, w którym kiedyś był błaznem. Może zmusić do wszystkiego jego mieszkańców, robić najbardziej absurdalne rzeczy, a i tak pozostanie nieskalanym męczennikiem. Czy to jednak przez brak odniesienia do przeszłości byłego generalskiego podnóżka, czy przez wspaniałą, nieraz rozśmieszającą do łez grę Zielińskiego i Pszoniaka, widz nie czuje w Fomie zła. Bardziej hipochondryka i histeryka, który jest bardzo zręcznym manipulatorem. Żądzę podziwu, pochwał, potrzebę przewodzenia innym, przypiszemy raczej rozstrojeniu nerwowemu spowodowanemu służeniem u generała, niż zemście na całym społeczeństwie, które kiedyś nie doceniło Fomy Fomowicza Opiskina. Widz pośmieje się na przedstawieniu szczerze, może nie dowierzy, jak można tak dać omotać się jednemu człowiekowi i pójdzie do domu. I raczej nie zabierze ze sobą większej refleksji czy Katharsis.

Solidne przedstawienie…
Solidnie przygotowane, wspaniale zagrane, śmieszne i niedostojewskie – tak opisałabym najkrócej „Waszą Ekscelencję”. Twórcy spektaklu starannie zadbali o scenografię, charakteryzację czy stroje aktorów (chociaż sztruksowa, zielona marynarka czy różowy, hipisowski ubiór wyglądają trochę dziwnie i utrudniają umiejscowienie przedstawienia w czasie). Aktorzy, nawet ci, którzy stanowią głównie tło, grają cały czas bez względu na to, czy są w danej scenie głównymi aktorami czy tylko zaciekawionymi widzami. Odtwórcy głównych ról cieszą widza wspaniałą grą: Pszoniak jako dobrotliwy i tchórzliwy Wujaszek jest po prostu rewelacyjny, Zieliński jako znoszący całe to paskudne, wiejskie towarzystwo Foma – zachwycający, a Szaflarska jako zapatrzona w Fomę staruszka i wiecznie pogniewana na syna matka – cudowna.

Od strony technicznej nie można w zasadzie nic przedstawieniu zarzucić. Od treściowej – trudno krytykować za to, że nie jest przerażające, skoro jest ogólnie dobre. Ogólna ocena „Waszej Ekscelencji” sprawić może problem. Przedstawienie nie jest zachwycające ani wspaniałe, ale nie jest także nudne czy nieudane. Z jednej strony, można je sobie „darować”, z drugiej, wyprawa do teatru nie jest stratą czasu. Osoby, z którymi na przedstawieniu byłam, zdanie moje podzielały, a wśród wychodzących usłyszeć można było opinie różne – od takich, że przedstawienie „jest niezłe” lub ciekawe, przez dość obojętne, do stwierdzenia, że gra aktorska była zbyt zmanierowana. Czyli: raczej pozytywnie, ale bez zachwytu.

…warte poświęcenia czasu?
Jeśli miałabym polecać „Waszą Ekscelencję”, poleciłabym ją tym, którzy interesują się twórczością Fiodora Dostojewskiego. „Wieś Stiepanczykowo i jej mieszkańcy” jest dość wyróżniającym się dziełem w twórczości tego pisarza, a wydane było u nas ostatnio w 1963 roku, więc teatr może być jedyną szansą zapoznania się z nim. Także ci, którzy cenią sobie teatr tradycyjny – gdzie stół to stół, a nie metalowa instalacja, a aktorzy grają naturalnie (i dobrze!), mogą poświęcić swój czas na to przedstawienie. Jeśli w szkole planuje się jakieś wyjście, byleby tylko nie było tych paskudnych lekcji, „Wasza Ekscelencja” może być dobrym wyborem. Można tu zobaczyć pewne typy postaci charakterystyczne dla twórczości Dostojewskiego. Jeśli zaś ktoś nie zalicza się do żadnej z wyżej wymienionych kategorii… Sądzę, że może omawiany spektakl zignorować – bo są i będą inne, na pewno lepsze.

Miłośnicy „normalnego”, dobrego teatru i humoru nie powinni być przedstawieniem zawiedzeni. Miłośnicy Dostojewskiego… zadowoleni z programu, z którego mogą dowiedzieć się sporo ciekawych faktów na temat „Wsi Stiepanczykowo i jej mieszkańców”. Następne przedstawienia: pod koniec listopada.

Autor artykułu: Joanna Kornas

Porażka Mistrzów Polski w IV kolejce DBE

Monday, October 30th, 2006

Największą niespodzianką IV kolejki Dominet Bank Ekstraligi jest porażka Prokomu Trefl Sopot z Polonią Warszawa,

W niedzielę rozegrano dwa spotkania w ramach IV kolejki Dominet Bank Ekstraligi. W Kołobrzegu po bardzo emocjonującym pojedynku, Stal Ostrów Wlk. pokonała Kotwcię 73:80. Pierwsza połowa spotkania to wyrównana walka pod obiema tablicami. Gospodarze wykorzystywali Rafała Biegusa, który dobrze radził sobie z Michaelem Ansleyem. Przed sezonem Kotwica pozyskała bardzo efektownie grającego Branduna Hughesa, który także i w tym spotkaniu popisał się swoimi umiejętnościami. Po przeciwnej stronie błyszczał inny Amerykanin, mierzący zaledwie 173 cm wzrostu – John Thomas.

W trzeciej odsłonie spotkania zarysowała się przewaga gospodarzy, którzy z zimną krwią wykorzystywali błędy gości. Jednak to okazało się za mało. W ostatniej kwarcie spotkania ciężar gry wziął na swoje barki Thomas, który celnie rzucał zza linii 6.25, ale także zdobywał punkty spod samego kosza. Chaotyczna gra gospodarzy spowodowała, że Stal utrzymała przewagę do końca, dzięki czemu zapewniła sobie zwycięstwo.

W drugim spotkaniu Prokom Trefl Sopot gościł ekipę Polonii Warszawa. Na minutę przed końcową syreną na tablicy widniał wynik 73:73. 20 sekund przed końcem Prokom wyszedł na jednopunktowe prowadzenie, faul Tomasza Ochońsko i Dalmau wyprowadził gospodarzy na trzypunktowe prowadzenie. 5 sekund przed końcem Alijevas trafił dwa rzuty wolne doprowadzając do dogrywki. Dodatkowe 5 minut gry okazało się szczęśliwe dla gości ze stolicy, którzy pokonali Mistrzów Polski 84:89.

Autor artykułu: Łukasz Solski

Polityczny sprzeciw jeździ samochodem

Sunday, October 29th, 2006

Kto wie, czy taka kampania wyborcza nie jest skuteczniejsza od niejednej telewizyjnej debaty?

Piątkowy wieczór – ciepły, jesienny, nieco melancholijny. Młodzież ustawia się w kolejce do sklepu nocnego. Obcokrajowcy goszczący w Warszawie, rozbawieni poszukują miłego lokalu. Mężczyzna w brązowej, skórzanej kurtce pali leniwie fajkę, obok niego biegnie mały, biały piesek, wesoło merdający ogonkiem. Gdzieś na przejściu dla pieszych przystanęli zakochani, trzymający się za ręce. Nadszedł weekend – chwila wytchnienia od trosk codzienności, od powszedniego biegu, stresu i wyrachowania polityków.

A gdzie tam! Znienacka, niczym bandyta napadający swoją ofiarę od tyłu, burząc weekendową jesienną zadumę, atakuje nas polityka, od której przecież tak bardzo potrzeba w piątkową noc wypoczynku…

Do wyborów prezydenckich w 2005 r. poszło 49, 74 % uprawnionych do głosowania Polaków (według danych Państwowej Komisji Wyborczej). Frekwencja w wyborach parlamentarnych w tym samym roku wyniosła 40,57% i była najniższą w historii polskiej demokracji, czyli od 1989 r. Od tego momentu socjolodzy biją na alarm – obywatele są zmęczeni stylem polityki uprawianej w Rzeczpospolitej, ogarnia ich apatia i brak wiary w wartość oddawanego głosu.

Za swoje zwątpienie przyszło jednak Polakom zapłacić. Ci, którzy nie poszli do urn w 2005 r. biją się w pierś, a Ci, którzy poszli i dokonali wyboru muszą wciąż przekonywać pozostałych o słuszności podjętej decyzji. Społeczeństwo się dzieli, a napięcie wzrasta, podsycane jeszcze dodatkowo gorącymi wydarzeniami na scenie politycznej.

Okazuje się, że to nieprawda, iż Polakom obojętne są wybory i w tym roku iść do urn nie mają zamiaru. Zdjęcia wykonane na ul. Hożej w Warszawie, w piątek 27 października dowodzą, że Polakom los ich kraju nie jest obojętny i, co istotniejsze, wiedząc, że władze w państwie wolność słowa szanują i pochwalają, nie obawiają się obnosić ze swoimi poglądami. Kto wie, czy taka kampania wyborcza nie jest skuteczniejsza od niejednej telewizyjnej debaty?

Zwykły, prosty, ale jakże silny w wyrazie komunikat został wywieszony na bocznej szybie czerwonej Toyoty Aygo – “Wywal PiS do kosza! Głosuj na opozycję! Niszcz kaczyzm”. Otwartość, z jaką kierowca demonstruje swoje polityczne przekonania świadczy jednak nie tylko o jego frustracji jako człowieka, który nie chce i nie może pogodzić się z otaczającą go polityczną rzeczywistością. To także przekonanie, że którakolwiek z partii opozycyjnych stworzy lepszy rząd niż ten, który obecnie jest u władzy. Przede wszystkim jednak to apel do rodaków, by podjęli obywatelski obowiązek i oddali głos w wyborach.

Autor artykułu: Katarzyna Szeja

Śmieci mogą ukraść naszą tożsamość

Thursday, October 19th, 2006

W co trzecim worku na śmieci w Warszawie można znaleźć dokumenty zawierające dane osobowe, wynika z badań przeprowadzonych przez Annę Macyszyn socjologa z Uniwersytetu Wrocławskiego.

– Znaleźliśmy bardzo dużo dokumentów, które mogą zaszkodzić nie tylko firmom ale też osobom prywatnym. Wyrzucając faktury z banku często nie pomyślimy, że nasze dane mogą zostać wykorzystane przez fałszerzy – przyznaje Anna Macyszyn, socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, autorka raportu dotyczącego warszawskich śmieci. – Powinniśmy pamiętać o podarciu takiej korespondencji – radzi.

Z sondażu przeprowadzonego przez Anna Macyszyn wynika, że w większości ankietowani pracownicy rozumieją problem kradzieży tożsamości. Blisko 75 procent badanych zapewniło, że w ich biurze ważne dokumenty są chronione.

Teroretyczne deklaracje pracowników najlepiej jest poprzeć empirią. Dlatego też, grupa badawcza pod przewodnictwem Anny Macyszyn w poszukiwaniu cennych dokumentów odwiedziła trzy stacje Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania Miasta. W ponad 1200 workach z odpadami znaleziono prawie 1500 dokumentów, które jeśli dostałyby się w niepowołane ręce, mogłyby zostać wykorzystane w celu np. zaciągnięcia kredytu.

Większość, bo aż 70 proc. znalezionych śmieci pochodziło z biur, a niecałe 10 procent – z domowych koszy. I bez wątpienia były to cenne znaleziska. – Trafiliśmy na schemat rozmieszczenia kamer i instalacji alarmowych w budynku, kserokopie dowodów rejestracyjnych pojazdów wraz z umowami ubezpieczeniowymi, zdjęcia z przebiegu operacji wraz z dokładnym opisem, historie rachunków klientów banków, dokumenty uczelni, dotyczące opłat za studia czy terminu obrony pracy magisterskiej, polecenie przelewu na konto z danymi nadawcy i odbiorcy – wylicza Anna Macyszyn.

Choć z badań wynika, że nasza świadomość dotycząca kradzieży tożsamości polepszyła się (w zeszłorocznych badaniach przeprowadzonych we Wrocławiu zaledwie połowa ankietowanych przyznała, że rozumie termin “kradzieży tożsamości”), nadal nie wszystkie firmy dbają o ochronę danych personalnych. – Największym problemem są małe firmy, które często ze względu na koszty nie niszczą dokumentów – mówi Anna Macyszyn.

Autor artykułu: Edyta Piotrowska

Aleksandra Jakubowska zatrzymana przez CBŚ

Thursday, October 19th, 2006

“Lwica lewicy”, jak określają ją media, była posłanka SLD, została zatrzymana przez wrocławskie Centralne Biuro Śledcze w jej podwarszawskim domu.

– Policjanci CBŚ zatrzymali rano byłą posłankę SLD na polecanie Prokuratury Okręgowej w Opolu – potwierdził rzecznik KGP podinsp. Zbigniew Matwiej.

Lidia Sieradzka z Prokuratury Okręgowej w Opolu w rozmowie z TVN24 poinformowała, że zatrzymanie ma związek ze sprawą korupcji przy ubezpieczaniu elektrowni w Opolu. Kilka dni temu wrocławskie CBŚ zatrzymało innego byłego posła Sojuszu Jerzego Sz. Sąd Rejonowy w Opolu wydał we wtorek nakaz aresztowania byłego polityka lewicy na 2 miesiące.

Przed pięcioma laty Aleksandra Jakubowska została wiceministrem kultury w rządzie Leszka Millera. Nadzorowała pracę nad projektem nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Tę sprawą interesowała się później komisja śledcza badająca tzw. aferę Rywina. Jakubowska była najczęściej wzywanym przez komisję sejmową świadkiem – zeznawała w sumie 11 razy.

Autor artykułu: Dorota Pardecka

Wierzejski: wymyślcie mi hasło

Thursday, October 19th, 2006

Marzysz o karierze copywritera? Masz szansę się sprawdzić: Wojciech Wierzejski (LPR) ogłosił na swoim blogu konkurs na hasło na wybory samorządowe.

Wojciech Wierzejski, poseł i wiceprzewodniczący LPR, jest jednym z kandydatów na prezydenta Warszawy. W tegorocznych wyborach samorządowych przyjdzie mu się zmierzyć między innymi z Markiem Borowskim, Hanną Gronkiewicz-Waltz i Kazimierzem Marcinkiewiczem. Jego plakaty wyborcze, pomimo że konkurencja już rozpoczęła kampanię, wciąż się nie pojawiły na ulicach stolicy. Na swoim blogu poseł zdradził, że nie ma jeszcze hasła, z którym mógłby się identyfikować.

“Hasło wyborcze LPR w kraju brzmi: “Silna Rodzina, Silna Polska”. Ja chciałbym na swoje plakaty i bilbordy wypisać coś bardziej specyficznego, warszawskiego” – pisze Wierzejski. Ponieważ, jak zaznacza, nie zdecydował się jeszcze na żaden slogan, prosi czytelników swojego bloga o pomoc w jego stworzeniu.

Do godziny 20 w czwartek, poprzez formularz kontaktowy umieszczony na stronie Wierzejski.Blog.Onet.pl, można zgłaszać propozycje haseł. Dla ułatwienia zadania, copywriter-amator znajdzie kilka zasad, według których należy układać slogany.

W pierwszej kolejności hasło powinno być zgodne z profilem ideowym LPR, czyli kłaść nacisk na takie wartości, jak: „rodzina, patriotyzm, idee, zasady, wychowanie, tradycja, kultura, uczciwość, honor, duma, godność, sprawiedliwość”. Ponadto powinno w sposób krótki przedstawiać program kandydata czyli:

“Uwłaszczenie spółdzielców i lokatorów, wspieranie polskich (nie: zagranicznych!) przedsiębiorców, bezpieczna edukacja, ład moralny w sferze publicznej” – wylicza poseł.

Wierzejski przedstawia również swoje atuty, które mogą być przydatne w tworzeniu hasła:

- Młodość (mam 30 lat, jestem najmłodszym kandydatem), a zatem entuzjazm, energia, bycie “poza układem”, otwartość na zmiany.

- Doświadczenie: byłem przez kilka lat samorządowcem, radnym sejmiku, wicemarszałkiem województwa (inni, poważni kandydaci to ex-premierzy i prezesi banków), potem eurodeputowanym.

- Koncyliacyjność, zdolność do kompromisu – pisze.

Poseł zachęca internautów do współpracy, jednak nie poprzestaje jedynie na słowach. Osobie, której hasło trafi na jego bilbord, obiecuje nagrodę.

- W piątek muszę oddać do druku projekt bilbordu na Warszawę. Będzie tam moje zdjęcie i hasło. Jakie? Jeszcze się nie zdecydowałem – przyznaje Wierzejski – propozycja, która wygra i znajdzie się na bilbordach będzie godnie nagrodzona finansowo. Słowa dotrzymuję. Czekam – kończy notatkę w blogu.

Autor artykułu: Anna Wittenberg

Myslovitz zagrał kameralnie na najmniejszym koncercie świata

Friday, October 13th, 2006

W jednej z warszawskich kamienic wystąpiła grupa Myslovitz. Na koncercie obecnych było 10 osób. Nie oznacza to spadku zainteresowania zespołem, to kolejny z cyklu “Najmniejszych koncertów świata”, organizowanych przez jedną ze rozgłośni.

Każdy z koncertów organizowanych przez stację radiową jest nie tylko interesującym wydarzeniem muzycznym, ale także osobistym spotkaniem publiczności z artystami. Koncerty te wyróżniają się szczególną atmosferą także dlatego, że odbywają się w nietypowych dla tego typu imprez miejscach – prywatnych mieszkaniach muzyków, studiach nagraniowych czy na salach prób.

Grupa Myslovitz zagrała na piętrze tej samej kamienicy, w której powstawał teledysk “Mieć czy być”. Dzięki kameralnej formule prywatnego spotkania każda z zaproszonych przez stację osób miała możliwość poznać bliżej członków zespołu, wymienić spostrzeżenia na temat utworów, porozmawiać o koncercie, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z liderem, czy poprosić o autograf.

Autor artykułu: Aneta Kicman

Reklamy na przystankach – niska szkodliwość kosztuje miliony

Tuesday, October 10th, 2006

W tym roku na czyszczenie przystanków Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie przeznaczył już ponad 9 milionów złotych. Większość tej kwoty, to koszt usunięcia reklam.

Przystanki myte są nawet sześć razy w tygodniu i niewiele z tego wynika, bo już tego samego dnia pojawiają się na nich nowe ogłoszenia.

Takim praktykom trudno się dziwić, skoro kary za rozklejanie plakatów, to zaledwie kilkadziesiąt złotych. Niestety dotykają one nie reklamodawców, tylko osoby umieszczające ogłoszenia na zlecenie firm. – My nie możemy nic z tym zrobić, umieszczanie plakatów jest uznane za czyn o niskiej szkodliwości społecznej – podaje rzecznik prasowy ZTM, Grzegorz Ćwiek.

Plakaty, drobne karteczki przyklejane do szyb czy duże afisze – tak niestety wyglądają przystanki, a im bliżej centrum tym ogłoszeń jest więcej. W reklamach na przystankach, mieszkańców stolicy najbardziej drażni ich wygląd. – Są brzydkie, brudne i jest ich za dużo – tak najczęściej odpowiadają czekający na autobus.

Pomimo nieestetycznego wyglądu, dla niektórych mieszkańców reklamy na przystankach to najprostsza droga do informacji. – Czekając na autobus można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy – mówi Ania (20 lat) i dodaje – dzięki jednemu z takich ogłoszeń znalazłam mieszkanie. Ani nie podoba się jednak sposób zamieszczania reklam. I proponuje, aby ogłoszenia zamieszczać w miejscach do tego przeznaczonych.
Wówczas wyścig pomiędzy rozklejającymi, a zrywającymi plakaty zakończyłby się. A na takim rozwiązaniu zyskałyby obydwie strony.

Autor artykułu: Edyta Piotrowska

Wiec PiS: ogromna scena, telebimy i koncert Lombardu

Saturday, October 7th, 2006

Kulminacyjnym punktem wiecu Prawa i Sprawiedliwości było wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego. – Wiem, że łatwiej jest się zebrać przeciw czemuś niż za – powitał premier zebranych. Na koniec zagrał zespół Lombard.

Idący ulicą Świętokrzyską, koło Pałacu Kultury i Nauki mogliby uznać, że ogromna scena i gromadzące się wokół niej tłumy to kolejna impreza na pożegnanie lata lub koncert jednego z popularnych w Polsce zespołów. Mogliby, gdyby nie mnogość powiewających transparentów i proporców wyborczych Prawa i Sprawiedliwości.

– Jesteśmy tu po to, aby poprzeć polskiego premiera! Premiera Jarosława Kaczyńskiego! – krzyczał ze sceny prowadzący wiec eurodeputowany Michał Kamiński.

Prawo i Sprawiedliwość zadbało o stronę techniczną wiecu. Przy ogromnej scenie i dwóch telebimach, podest ustawiony przez Ligę Polskich Rodzin przed Sejmem, prezentował się niezwykle skromnie.

– Cieszę się, że tu jestem – powiedział do zebranych minister zdrowia Zbigniew Religa. – Trzeba być tam, gdzie tworzy się historia, a to wy dziś tworzycie historię! Cieszę się – kontynuował Religa– że pracuję z rządem Jarosława Kaczyńskiego, bo z tymi ludźmi się dobrze pracuje.

Kulminacyjnym punktem wiecu było wystąpienie premiera Jarosława Kaczyńskiego. – Dziękuję wszystkim, którzy tu przybyli. Wiem, że łatwiej jest się zebrać przeciw czemuś niż za. – rozpoczął premier. – Wszyscy jesteśmy wspólnotą. Państwo powinno być emanacją wspólnoty. Ten rząd chce przywrócić państwo wspólnocie!

– Nie boimy się błędów! Chcemy zrobić dużo! Polska potrzebuje prawdy, pracy i bezpieczeństwa! – kontynuował premier.

Na zakończenie premier nawiązał do lipcowego expose. – Siłą Polaków jest jedność! Powtórzę to jeszcze raz. Warto być Polakiem! I warto, by Polska trwała!

Prawo i Sprawiedliwość zadbało o swoich sympatyków. Zebranym pod Pałacem Kultury i Nauki czas między wystąpieniami kolejnych polityków umilał zespół Lombard, Tolek Jabłoński i Andrzej Dąbrowski.

Według Michała Kamińskiego wiec Prawa i Sprawiedliwości zgromadził ponad 4 tysiące osób.

Autor artykułu: Mateusz Aleksandrowicz