Archive for September, 2006

Piotr Tymochowicz: Jak Lepper rozbił IV Rzeczpospolitą

Wednesday, September 27th, 2006

Politycy prześcigają się w intepretacji tego, co pokazała wczoraj Renata Beger. Zdaniem Piotra Tymochowicza, specjalisty od wizerunku publicznego, robią to nieudolnie. Jak “Beger Gate” wpłynie na wizerunek politycznych graczy?

Rozmawiamy z Pioterm Tymochowiczem – specjalistą od kształtowania wizerunku

Agata Ślusarczyk: Chociaż do korupcji w polityce zdążyliśmy się przyzwyczaić, wczorajsze wydarzenie było jednak trochę inne od poprzednich afer. Czym się różniło i jak Pan je ocenia?

Piort Tymochowicz: Myślę, że paradoks tych zdarzeń polega na tym, że od dłuższego czasu właśnie w ten sposób uprawia się politykę. Najbardziej przerażające jest to, że z tych rozmów wynika jednoznacznie, iż dla polityków była to normalność. Rozmawiali z sobą tak, jak gdyby na co dzień w ten sam sposób się porozumiewali. I to jest dla społeczeństwa szokujące. Jest pewna przepaść między wyobrażeniem o tym, czym jest polityka, a tym, czym na prawdę zdaje się być. Ludzie nie byli przygotowani na taką przepaść. Mamy do czynienia z idealnym wizerunkiem korupcyjnym. Przyzwyczailiśmy się do tego, co oznacza korupcja w biznesie, teraz już wiemy, czym jest korupcja w polityce.

Po ujawnieniu taśm przez posłankę Beger, najbardziej widoczna medialnie była zdecydowana reakcja ze strony PO. Wydaje się, że Platforma zaczęła najszybciej wykorzystywać zaistniałą sytuację do budowania swojego wizerunku.

Widzieliśmy, co się stało na Węgrzech. Tam mamy do czynienia z protestem bardzo spontanicznym. Opozycja w pewnym momencie, ale nie od początku, starała się przejąć ten protest na swoją korzyść. Każda partia opozycyjna, będzie chciała przejąć jak najszybciej kontrolę nad tak zwanymi spontanicznymi zjawiskami społecznymi. Ja bym się jednak nie zgodził, że tylko PO zareagowała. Po wczorajszych konferencjach widać w miarę natychmiastową reakcję co najmniej dwóch partii. Nie tylko Platformy, ale i lewicy. Obecna sytuacja, to szansa dla wielu partii opozycyjnych, by na bazie protestu społecznego odnowić lub zbudować swój wizerunek polityczny. Dziś przed Sejmem protestowała lewica.

A co z wizerunkiem PiS? Przedstawiciele tej partii mówią, że nic się nie stało. Co więcej, to Samoobrona jest tym “złym”, który próbuje rozbić rząd i uniemożliwić sprawne kierowanie państwem. Czy taka ocena zdarzeń pomoże w odbudowaniu wizerunku tej partii?

Jestem przerażony tym, że mimo sprawnie przeprowadzonej kampanii wyborczej i wielu sukcesów propagandowych doradcy PiS-u nie dali sobie rady z obecną sytuacją. Konferencja zorganizowana w Sejmie była bardzo słaba. Argumenty, które padły, kompletnie nie przemówią do ludzi. Do żelaznego elektoratu PiS tak, ale nie do pozostałych. Świadczy to o braku pomysłu już nie tylko na sprawne zarządzanie państwem, ale także na to, że partia nie potrafi reagować na krytyczne sytuacje. Pamiętajmy o jednym – budowanie pozytywnego wizerunku, to nie tylko konsekwentna, pozytywistyczna praca u postaw. Budowanie wizerunku, to również umiejętność reagowania w sytuacji kryzysowej. I takiej umiejętności nie widzieliśmy ani dzisiaj, ani tym bardziej wczoraj, kiedy przedstawiciele PiS-u milczeli, a jeśli zabierali głos, to w sposób nieudolny.

Co w takim razie musieliby zrobić politycy z PiS-u, aby “wyjść z twarzą” z tej sytuacji?

Można było zastosować dwie metody. Pierwsza z nich to odcięcie się od tego co się zdarzyło.

Po części właśnie tak jest – posłowie mają zakaz rozmowy z mediami. Czyli jest to pewnego rodzaju “odcięcie”…

Ja myślę o znacznie mocniejszym odcięciu. Takim, które by wyizolowało na moment Lipińskiego i Mojzesowicza. Są takie chwile, kiedy trzeba postawić wszystko na jedną kartę. Był już taki moment. PiS nie bardzo wiedziało, jak zostanie przyjęta kwestia dziadka Donalda Tuska i wtedy nastąpiło odsunięcie Jacka Kurskiego od partii. Takich zdecydowanych działań tu zabrakło. To jest jedna metoda. Druga, to przedstawić porażający argument za tym, że inaczej nie można było postąpić. Że właśnie takie wyjście z rozwiązanie było ostatnią deską ratunku, by stworzyć większość parlamentarną.

I właśnie w ten sposób PiS uzasadnia zachowanie Lipińskiego. Tak też tłumaczył się sam poseł.

Tak, ale do ludzi trzeba mówić nie metodami socjotechnicznymi. W sytuacjach kryzysowych nie można używać socjotechnik. Trzeba użyć komunikatu otwartego. A z tym nasi politycy kompletnie sobie nie radzą.

A może to Renata Beger powinna inaczej rozegrać tę sytuację, aby nie pozostawić cienia wątpliwości co do interpretacji tych zdarzeń?

Gdybym miał przygotowywać panią Beger, zagrałbym jeszcze mocniej. Namówiłbym ją do tego, by nazwała razem z ministrem rzecz po imieniu. Musiałaby powiedzieć takie zdanie “panie ministrze, rozumiem, że my się nie boimy korupcji. Trudno, cel uświęca środki, trzeba działać korupcyjnie”. Gdyby takie zdanie potwierdził minister, nie byłoby problemu z oceną tej sytuacji. Tego zabrakło.

Wracając do komunikatów, co w tym wypadku znaczy komunikat otwarty?

To jest coś, czym posługuje się na przykład Andrzej Lepper. Zna on cztery narzędzia komunikacji otwartej. Jacek Kuroń stosował dwa: umiejętność mówienia o własnych emocjach w sposób otwarty. O tym, co czuje. Daje to efekt uczłowieczenia polityka. Drugie, to umiejętność nazywania emocji innych. Proszę zauważyć, że Jacek Kuroń nie miał z tym problemu, potrafił powiedzieć przed kamerami “jest mi niezmiernie przykro z tego i z tego powodu”. Potrafił też nazywać emocje innych “ja wiem, że jesteście rozczarowani”.

To są dwa z czterech narzędzi komunikacji otwartej, a inne?

Oprócz tego, umiejętność jasnego sformułowania oczekiwań. To jest takie mówienie ludzkim głosem. My żyjemy w społeczeństwie, od którego wymaga się na każdym kroku wiecznego procesu domyślania się.
My się wiecznie musimy wszystkiego domyślać. Natomiast w tym przypadku zadziałałaby metoda “otwartej kurtyny”. Gdyby PiS nie ukrywało przed opinią publiczną potajemnych rozmów, tylko robiło to wszystko przy otwartej kurtynie, wówczas nie byłoby problemu. Gdyby premier powiedział, że od dziś zastosujemy w stu procentach transparencję polityczną, czyli całkowitą jawność, to mogłoby ludzi ewentualnie przekonać. Ale nic takiego tak na prawdę nie nastąpiło.

Co dalej z Andrzejem Lepperem?

Nikt rozsądny nie uwierzy, że na cały pomysł akcji wpadła Renata Beger w tajemnicy przed Andrzejem Lepperem. Oczywiście, tak nie było. To jest akcja Lepper Gate a nie Beger Gate. Był to bardzo sprawny ruch socjotechniczny. Andrzej Lepper radzi sobie na pewno lepiej niż PiS z sytuacjami kryzysowymi. I mamy piękny pokaz, jak Andrzej Lepper rozbił IV Rzeczpospolitą.

Rozmawiała: Agata Ślusarczyk

Autor artykułu: Agata Ślusarczyk

Politycy opozycji komentują sprawę ujawnionych nagrań

Wednesday, September 27th, 2006

Nasza reporterka Dorota Pardecka rozmawia z Bronisławem Komorowskim (PO), Ryszardem Kaliszem (SLD), Jarosławem Kalinowskim (PSL) i Arnoldem Masinem (LPR) na temat dzisiejszych wydarzeń w parlamencie.

Ryszard Kalisz (SLD)

Na terenie Sejmu dokonywane jest przestępstwo. Mamy do czynienia z formą korupcji – w zamian za poparcie załatwia się pozytywne rozpatrzenie sprawy sądowej. Ziobro powinien natychmiast wszcząć postępowanie karne przeciw Lipińskiemu z wnioskiem o uchylenie mu immunitetu.

PiS stracił moralne prawo do rządzenia Polską. Chcemy jak najszybszego rozwiązania tego parlamentu. Jeśli partia Kaczyńskich nie zgodzi się na samorozwiązanie Sejmu, zbierzemy 231 posłów i zgłosimy konstruktywne wotum nieufności. Prowadzimy na ten temat rozmowy ze wszystkimi poza PiS-em i LPR-em.

Jarosław Kalinowski (PSL)

Wczoraj rozmawialiśmy z PiS, ale wczoraj był jeszcze zupełnie inny dzień. Dzisiaj rozmowy są zawieszone. Nie widzę możliwości, by mogły zostać wznowione. Dziś konieczne są konsultacje parlamentarne na temat dróg wyjścia z aktualnej sytuacji. Wotum nieufności, proponowane przez SLD, to jest tylko jedna z dróg wyjścia z tego kryzysu.

Swoją drogą pamietam, kiedy pana Leppera “pompował” Miller, Kaczyński, ojciec Rydzyk. Mówili, że to taki wspaniały człowiek, że trzeba dać mu szansę, a dziś z pobudek taktycznych także Platformie jest po drodze z panią Beger i Lepperem. Tego tolerować nie można.

Wcześniejsze wybory są absolutnie przesądzone. Nie wiem tylko, kiedy się odbędą, bo mamy przecież wybory samorządowe.

Arnold Masin (LPR)

Nagrywanie rozmów w prywatnym pokoju z innymi posłami to rzecz niedopuszczalna. Jakie intencje miał pan Lipiński, to wiemy – chodziło o budowanie większości. Natomiast sposób, w jaki pani Beger zainicjowała to spotkanie, a potem nagrała, to jest po prostu łajdactwo. Czuję wielki wstręt do tego co Renata Beger zrobiła.

Cała sprawa jest jednak wyolbrzymiana przez media. Rozmowy koalicyjne się przecież prowadzi, dyskutuje się o podziale stanowisk. Jeżeli pani Beger przedstawiła sie jako lider kolejnej grupy, przechodzącej z Samoobrony, to miała prawo oczekiwać rozmów na temat stanowisk. Jest też kwestia dotycząca załatwiania spraw prywatnych, ale minister Lipiński nie zadeklarował się w tej kwesti, nie powiedział tak albo nie.

Teraz spokojnie poczekamy, emocje opadną i trzeba będzie na wyjaśnić, czy były przygotowywane jakieś pieniądze i stanowiska dla bliskich osób dla pani Beger. A jeżeli sprawa dotyczy tylko stanowiska sekretarza stanu, to w ogóle problemu nie ma.

Bronisław Komorowski (PO)

Pokazano rzeczy, które w normalnym, cywilizowanym świecie nie tylko nie są pokazywane, ale i nie są tolerowane. Nieprzyjemna sprawa kupczenia stołkami została jeszcze wzmocniona informacjami o tym, że za pieniądze publiczne zamierzano spłacać długi posłów Samoobrony, jeśli przejdą do PiSu. Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem politycznej korupcji i z ukazaniem nicości hasła IV Rzeczpospolitej i odnowy moralnej, realizowanej przez PiS. To jest moralnie skandaliczne.

Teraz PiS będzie chował sprawę pod dywan, a my będziemy ją wyciągali i pokazywali odpowiedzialność konkretnych osób. Jeśli te wszystkie głosy zostaną zlekceważone i będą próby wykazania, że nic się nie stało, wówczas trzeba się będzie odwoływać do opinii publicznej, bo obywatele także mają prawo domagać się rozstrzygnięć.

Uważamy, że trzeba iść w kierunku przyspieszonych wyborów. PO żąda skrócenia kadencji parlamentu.
Skomentuj Poleć Drukuj

Autor artykułu: Adam Plona

Demonstracja przed Sejmem: Wczoraj Budapeszt, dziś Warszawa

Wednesday, September 27th, 2006

Z Sejmu Dorota Pardecka: “Precz z korupcją polityczną”, “Won z Sejmu!”, “IV RP – ślepa uliczka” – pod takimi hasłami demonstrują przed Sejmem młodzieżówki Federacji Młodych Socjaldemokratów i Socjaldemokracji Polskiej.

W manifestacji bierze udział około 20 osób. Młodzi ludzie chcą samorozwiązania Sejmu i ogłoszenia nowych wyborów. Jeśli ich postulaty nie zostaną spełnione to – ich zdaniem – “społeczeństwo wyjdzie na ulcę i rozwiąże tę mafię”.

Protestujący postawili przed budynkiem parlamentu namiot i odtwarzają utwór “Moherowe berety” grupy Big Cyc. Demonstracja odbywa się spokojnie.

Autor artykułu: Adam Plona

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!

Sunday, September 17th, 2006

Rok akademicki tuż-tuż. Gdzie i jak przetrwać kolejne miesiące ciężkiej nauki? Subiektywne porównanie ofert mieszkaniowych stolicy i Gdańska.
Możliwości mamy sporo, począwszy od akademika, stancji, przez wynajem mieszkania, aż po apartament w hotelu Sheraton. Uprzedzam, że to ostatnie tylko dla posiadaczy “sześciu zer” na koncie! (more…)

Protest w Warszawie: “Białoruś – tak, Łukaszenka – nie”

Saturday, September 16th, 2006

Dziś w Warszawie przeciw reżimowi Aleksandra Łukaszenki protestowało około 100 osób. Była to kolejna odsłona akcji “16 dzień miesiąca – dzień solidarności z Białorusią”.

Protestujący spotkali się w dolince przy wyjściu ze stacji metra Centrum. Nad ich głowami powiewały, zakazane na Białorusi, biało-czerwono-białe flagi, a na rękawach widniały jeansowe opaski – symbol walki o niezależność polityczną tego kraju. Krzycząc “Ukraina żyje!” przeszli na Plac Zamkowy, gdzie odbyła się projekcja filmu obrazującego sytuację na Białorusi.

Najliczniejszą grupę demonstrantów stanowili studenci białoruscy, którzy po zeszłorocznej klęsce opozycji podczas wyborów prezydenckich, byli represjonowani w ojczyźnie i musieli emigrować do Polski.

- Jesteśmy tu, ponieważ nasze rodziny i nasi przyjaciele siedzą w więzieniach, nie mogą się uczyć, pracować, mieć własnego zdania. Musimy o nich pamiętać i robić wszystko, co możemy, by im pomóc – powiedziała Anna, studentka, która w areszcie białoruskim spędziła piętnaście dni.

Jeśli tam powie się, że na Białorusi jest dyktatura to jest dyskredytacja władzy. Oni trafiają za takie rzeczy do więzień. Nie możemy pozostać bierni wobec tego – oburzał się Radek, student Uniwersytetu Warszawskiego.

Co miesiąc solidarni z Białorusią

Seria protestów została zapoczątkowana 16 września 2005 roku. Miała być ona szczególnym sposobem uczczenia pamięci białoruskich działaczy opozycyjnych, którzy w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęli dokładnie sześć lat wcześniej. Zyskując ogromną popularność (według danych Związku na rzecz Demokracji w Białorusi w zeszłym roku brało w niej udział około 300 tys. osób), stała się symbolem walki opozycji białoruskiej o zerwanie z dyktaturą.

Jak głosi informacja na oficjalnej stronie internetowej akcji, 16 dzień miesiąca celebrowany jest jako dzień solidarności z rodzinami zamordowanych przywódców opozycji, więźniami politycznymi, dziennikarzami zamkniętych jak również działających w bardzo trudnych warunkach niezależnych mediów, studentami Białoruskiego Liceum w Mińsku i Europejskiego Humanistycznego Uniwersytetu, które zostały zamknięte przez władze, oraz związkami zawodowymi, które walczą o prawa pracowników.

- Tam aresztują ludzi za demonstrowanie, tutaj możemy jasno powiedzieć, że się nie zgadzamy, a to bardzo ważne – powiedziała Maria, uczestniczka dzisiejszego protestu.

- Białoruś to skansen, ostatnia dyktatura w Europie. Trzeba to zmienić. – podsumował sytuację w kraju jeden z demonstrujących w Warszawie Białorusinów.

Demonstranci zapowiedzieli, że 16 dzień każdego miesiąca będzie celebrowany jako dzień solidarności z walczącą Białorusią do chwili, w której Aleksander Łukaszenko nie przestanie pełnić funkcji prezydenta.

Autor artykułu: Anna Wittenberg

Weź to nakręć, czyli Warszawskie Alternatywy Filmowe

Friday, September 15th, 2006

21 października wszyscy Warszawiacy – Ci rodowici i “przyszywani” – będą mieli okazję pokazać, jak według nich wygląda ich miasto. W warszawskim klubie “Chłodna 25″ odbędzie się pierwsza edycja “Warszawskich Alternatyw Filmowych”.

Do udziału w konkursie zaprosiliśmy przedstawicieli różnych środowisk – od antyglobalistów i zielonych, przez ruchy folkowe, rowerzystów i skatów, kończąc na osobach skupionych wokół dawnego klubu Le Madame.

Zależy nam nie tyle na jakości formalnej realizowanych projektów, ile na ich autentycznym przekazie, nieskażonym przez media komercyjne. Chcemy dotrzeć do tego, co w Warszawie jeszcze surowe, nieobrobione, nieprzetrawione przez wszechobecną machinę mediów i trendsetterów. Dlatego stawiamy na amatorów i środowiska niezależne – ludzi, którzy mogą zaprezentować coś świeżego, nieznanego. Liczymy na to, że filmy nadesłane na konkurs pokażą nam nasze miasto w całkiem nowym, świetle, że dzięki nim odkryjemy nowe miejsca, zjawiska albo ludzi. Oczekujemy na autentyczne doświadczenia mieszkańców wielkiego miasta.

Jedynym warunkiem dla twórców było to, aby ich dzieła w jakiś sposób odnosiły się do miasta Warszawy – w jaki sposób ta przestrzeń wpływa na życie mieszkańców? Co to znaczy być Warszawiakiem? Czym Warszawiacy różnią się od mieszkańców innych miast?

Filmy będzie oceniało jury: Piotr Bikont, Konrad Szołajski i Tomasz Plata.

Wejście na festiwal będzie bezpłatne. W ciągu dnia będą pokazy konkursowe. Zaczną się one – w zależności od liczby nadesłanych filmów – w godzinach popołudniowych. Wieczorem – ok. godz. 21.00 planowany jest pokaz filmów nagrodzonych oraz odczytanie werdyktu jury.

Termin nadsyłania prac mija 30 września – wciąż więc można jeszcze przysyłać filmy.

Autorka tekstu jest jednocześnie jedną z organizatorek “Warszawskich Alternatyw Filmowych”.

Autor artykułu: Jola Sikorska

Spotkanie pod MEN: Giertych musi odejść?

Monday, September 4th, 2006

W spokojnej atmosferze odbyła się zapowiedziana w połowie przerwy wakacyjnej demonstracja przeciw zajmowaniu przez Romana Giertycha stanowiska ministra edukacji narodowej oraz równoległy wiec poparcia dla wicepremiera.

Przy akompaniamencie muzyki SKA, gwizdków, fletów i bębnów około stu pięćdziesięciu osób zgromadzonych pod szyldem kampanii “Giertych Musi Odejść” wykrzykiwało hasła: “edukacja, nie endecja”, “nacjonalizm, precz z polskich szkół”.
Na odgrodzonym przez kordon policji fragmencie placu, swoje poparcie dla Giertycha demonstrowali równolegle członkowie Młodzieży Wszechpolskiej i niezależni zwolennicy.

Giertych musi odejść?

Wśród uczestników demonstracji po stronie Kampanii GMO dominowali gimnazjaliści i licealiści. Niestety, większość z nich nie była w stanie określić dokładnych powodów swojej obecności, odpowiadając na pytania ogólnikami, podobnymi do wypowiedzi Oli z gimnazjum nr 14: “nie chcę wyglądać tak samo jak inni, lubię się wyróżniać i nie wyobrażam sobie noszenia mundurków” – powiedziała.
Dokładne powody podawali jedynie niektórzy, jak licealista Kuba Machaj: – Myślę, że przyjście tutaj było moim obowiązkiem. Chcemy odwołać Giertycha, bo Giertych to obciach. Minister Giertych to podwójny obciach, a Minister Edukacji Giertych to obciach potrójny. Nie chcemy, żeby o tym czego i jak się uczymy decydowała osoba, która stała się symbolem nietolerancji i szowinizmu w Polsce – mówił. – Giertych jest już ministrem, kilka miesięcy i narobił już tyle głupstw (np. obietnica amnestii maturalnej, niedopuszczanie przedstawicieli organizacji gejowskich do szkół), że zostawianie go na tym stanowisku byłaby głupotą – dodał.

Giertych musi zostać?

Nieco bardziej konkretne wydały się argumenty zwolenników Giertycha.
– Jestem tu, aby moi wnukowie uczyli się prawdy, aby książki do historii zostały odkłamane. Kreuje się w nich bohaterów, którzy nie zasługują na to miano, np. Kuronia – tłumaczyła pani Agata, która w czasach PRL zrezygnowała z członkostwa w ZHP.
– Wszystko co robi Giertych, robi dla dobra szkoły, nauczycieli, rodziców. On po prostu jest mądry. Jeśli dzieci zgromadzone po drugiej stronie (manifestujący przeciw Ministrowi Edukacji – dop. gut) używają słowa “faszyzm” odnosząc je do niego, to zaczynam się poważnie obawiać, czy oni rozumieją co to znaczy – powiedziała Elżbieta Manzel, nauczycielka.
Jednak także szeregach Młodzieży Wszechpolskiej nie obyło się bez osób, które nie wiedziały, co znaczą ich hasła. Osoby zgromadzone wokół transparentu “precz z lewacką indoktrynacją” nie potrafiły niestety określić, czym i gdzie ona się objawia.

Spory o prawdę

Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy Romana Giertycha wysuwali postulaty dotyczące ujawniania prawdy historycznej w polskich szkołach.
– Uważam, że historia, którą proponuje pan Giertych jest spreparowana na użytek jego ideologii – oświadczyła Kasia Tyszkiewicz z LO im. Narcyzy Żmichowskiej.
– Domagamy się przeprosin dla Jacka Kuronia, którego wizerunek został opluty przez posłów LPR – mówił szesnastoletni Kamil.
Podczas wiecu były zbierane podpisy pod petycją poparcia dla Jacka Kuronia.

Trudny dialog

– Wiem, że bezpośrednio niczego nie zdziałamy, ale być może uda nam się chociaż porozmawiać, dojść do jakiegoś kompromisu z drugą stroną – wyraziła pragnienie czternastoletnia Iga.
Nadzieje jednak okazały się płonne – podczas wiecu jedynym dialogiem pomiędzy ludźmi zgromadzonymi po dwóch stronach policyjnego kordonu, było przekrzykiwanie się hasłami pro i kontra ministrowi, oraz próby wzajemnego udowodnienia sobie intelektualnych braków. “Lewacy – idźcie do szkoły” – krzyczeli zwolennicy Giertycha, “Zdajcie maturę bez amnestii” – odpowiadali demonstranci z GMO.

Obydwa wiece skończyły się po godzinie szesnastej. Jedynym incydentem, który zdarzył się podczas demonstracji, była próba przecięcia kabli nagłośnieniowych przez członka MW. Został on wyprowadzony przez policję, a zajście nie zakłóciło przebiegu manifestacji.
Demonstranci z GMO zapowiadają kolejne wiece. – Nie będziemy mogli spokojnie spać dopóki Giertych będzie ministrem. Będziemy demonstrować do momentu jego odwołania – deklaruje Michał, działacz GMO.

Autor artykułu: Anna Wittenberg

Ich Troje – już chałtura czy ciągle szczyty?

Monday, September 4th, 2006

Przeobraża się zielonego w czerwonowłosego, wędruje od miasta A do miasta B – Michał W. wraz ze swoją trupą artystyczną. Tym razem wylądowali w Cielądzu koło Rawy Mazowieckiej.

Cielądz to mała miejscowość w okolicach Rawy Mazowieckiej. Dla znudzonych szarą codziennością mieszkańców jakakolwiek uroczystość jest nie lada wydarzeniem. VIII Powiatowe Święto Plonów przyciągnęło więc tłumy ludzi. Wielką furorę zrobił Państwowy Zespół Pieśni i Tańca “Mazowsze”, aczkolwiek największą ciekawość wzbudzał występ odchodzącego do lamusa zespołu Ich Troje. Około godziny 21 wzrok publiczności kierował się w stronę sceny, na której miało się odbyć przedstawienie. Każdy się zastanawiał, co tym razem wymyśli jeden z największych showmanów( ten tytuł należy mu się bezapelacyjnie). Dramaturgii dodawała patetyczna muzyka. Aż w końcu pojawił się on…

Zastrzel mnie już dziś

Wśród znakomitych efektów świetlnych Michał Wiśniewski zjawił się w zielonym pióropuszu. Na scenie, w ciągu całego koncertu widowiskowe chwile, pełne przesadnej, wręcz tandetnej pompatyczności, przeplatały się ze spokojnymi, sentymentalnymi momentami (np. Litanią do Najświętszej Marii Panny dedykowaną Janowi Pawłowi II czy wspomnieniem ojca Michała). Publiczności zaparło dech w piersiach, kiedy szalony lider Ich Troje wskoczył na szczyt konstrukcji, gdy jego żona śpiewała na dole “Zastrzel mnie już dziś”. Uwagę przyciągała Ania, wokalistka Ich Troje, która ostentacyjnie prezentowała swoją zaawansowaną ciążę. Na wysokości kilku metrów – bez żadnych obaw ze swoim równie odważnym mężem – bujała się na huśtawce. Najbardziej swojskiej publice spodobało się zaangażowanie do piosenki “Za cały babski świat” dwóch panów, których Michał zachęcał do wypicia z nim za swoje kobiety.

Niepełna rodzina…

Zespołowi na trasie towarzyszą dawne wokalistki: Magda Femme i Justyna Majkowska, które mają być dodatkowym atutem spektaklu. Do kompletu brakuje tylko Mandaryny, by “rodzina Ich Troje” była w komplecie. Wchodzą one w skład 60-osobowej ekipy, organizującej spektakl. A ten zachwyca takimi elementami, jak: sztuczny deszcz, niesamowite występy załogi tańczącej, pochodniami, lśniącymi girlandami, a jednocześnie daje powód do zastanowienia, jak daleko pójdzie polska kultura komercyjna. Koncert odbywał się w ramach trasy promującej sieć komórkową Sami Swoi. Wiśniewski dla podsycenia swojej gasnącej gwiazdy jest w stanie zrobić wszystko: przefarbować włosy, śpiewać ze wszystkimi byłymi wokalistkami oraz ze swoją obecną, ciężarną żoną, a także paradować w strojach rodem z cyrkowej areny, pajacować. Kto by się jednak nie skusił?

Za udział w kampaniach reklamowych gwiazdor otrzymuje 737,5 tys.zł (wg danych “Rzeczpospolitej”). Plasuje go to na zaszczytnym (?) pierwszym miejscu listy największych, czyli najbardziej popularnych i najlepiej zarabiających, gwiazd polskich. A może nie taki Wiśniewski nielubiany, jak go malują…?

Autor artykułu: Agnieszka Żądło

Trwa wystawa motoryzacji w Łazienkach

Monday, September 4th, 2006

Wśród zabytkowych aut znalazła się czerwona Dacia z seledynowymi dodatkami – pierwszy automobil Jerzego Buzka. Za kierownicą białego fiata 126p trenował zaś były prezydent Aleksander Kwiaśniewski. (more…)