Archive for October, 2002

Drastyczne podwyżki czynszów

Wednesday, October 30th, 2002

Już kilka tysięcy łódzkich rodzin mieszkających w prywatnych kamienicach otrzymało wypowiedzenia dotychczasowych stawek czynszu. Mieszkające w ruderach rodziny, które do tej pory płaciły niespełna 2 zł za metr kwadratowy dostały nagle czynsz sięgający 5-6 zł…

Lokatorzy są załamani.

– Co ja teraz zrobię? Chyba się powieszę… – płacze zdesperowana kobieta z prywatnego domu na Polesiu. – Przy rencie 500 złotych nie stać mnie na takie opłaty.

– Nie sięgnęliśmy po najwyższe stawki, jakie dopuszczają przepisy – mówi Andrzej Rozenkowski, prezes Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości w Łodzi. – Czynsze w naszych zasobach maksymalnie wyniosą 5 złotych za metr kwadratowy.

Takie stawki są już ustalone m.in. w budynku przy Wólczańskiej, który ma wszystkie wygody i jest w dobrym stanie technicznym, a także w domu przy ul. Różyckiego. Tam konieczność podwyżki wiąże się z tym, że dom pozbawiony jest kanalizacji i potrzeba pieniędzy na jej założenie.
Dla osób, które do tej pory płaciły niecałe 2 zł za metr, 5 zł to opłaty wyższe o 150 procent!

Jeszcze wyższy czynsz ustalił prywatny właściciel kamienicy przy ul. 1 Maja. Lokatorzy zostali zawiadomieni, że mają płaci 5,93 zł za metr.

– Chciałam przekonać pana Piąstkę, właściciela „mojej” kamienicy, aby podwyżkę rozłożył w czasie, tak by 5,93 zł płacić dopiero w 2004 roku, ale nie wyraził zgody – żali się jedna z mieszkających tu kobiet.

– Poinformowałem najemców, że każdy może przyjść do mnie i podjąć rozmowy na temat ostatecznej kwoty czynszu, a ja każdą taką sprawę rozpatrzę indywidualnie – obiecuje Andrzej Piąstka.

– Niektórzy najemcy zapowiedzieli, że wkrótce znajdą inne mieszkanie. Im prawdopodobnie również ustalę niższe opłaty. Jednak nie mogę zastępować pomocy społecznej i krewnych moich lokatorów. Jeżeli samotna emerytka ma zamożne dzieci, nie widzę powodu, by je wyręczać.

Część właścicieli kamienic nie zdecydowała się na tak szybkie i wysokie podwyżki.

– Wyższe stawki będą wprowadzone nie wcześniej niż w pierwszym kwartale przyszłego roku – mówi Adam Walenciak, sekretarz Zarządu Zrzeszenia Właścicieli i Zarządców Domów, pod których administracją znajduje się około 1500 mieszkań. – Nie będą jednak zbyt wysokie, bo prawdopodobnie 20 procent. Uważamy, że wyższe kwoty przekraczają możliwości finansowe naszych lokatorów.

Autor artykułu: krzysztof zając

Polowanie na „hieny”

Wednesday, October 30th, 2002

Firma ochroniarska, pracownicy cmentarzy, policjanci, a wreszcie sami łodzianie, których bliscy spoczywają w grobach, wypowiedzieli wojnę hienom cmentarnym. Efekty już są: w ciągu ostatnich tygodni nie notowano kradzieży liter, pomników czy kwiatów i zniczy. Jak będzie w ostatnich dniach przed Świętem Zmarłych?

Najpierw za złodziei wziął się Zakład Usług Komunalnych. Wynajął firmę ochroniarską, która pilnuje cmentarzy komunalnych: Doły, Zarzew i Szczecińska. Mundurowi złapali jednego złodzieja, a innych skutecznie przegonili. Pozbyli się też oszustów, którzy brali od ludzi zaliczki na rzekome prace kamieniarskie, a potem znikali. Teraz ochroniarzom zaczęli pomagać sami pracownicy cmentarzy.

– Codziennie mamy dyżury do godziny 18.00. Chodzimy po cmentarzu i pilnujemy grobów. Do pilnowania oddelegowałem też dwie dodatkowe osoby, które wykonują u nas prace porządkowe – mówi Henryk Modrzewski, kierownik cmentarza przy ul. Szczecińskiej.

– W ciągu roku mam do dyspozycji dwóch ludzi, teraz – czterech. Na cmentarz przychodzą już o 5.00 rano i cały czas mają oko na złodziei.

Po godzinach grobów pilnują także pracownicy cmentarza pod wezwaniem Świętego Józefa i Wawrzyńca w Zgierzu.

– Normalnie pracujemy w godzinach 7-15, ale teraz dodatkowo obserwujemy groby do godziny 17.30 – mówi pracownik nekropolii.

Chociaż zbliża się Święto Zmarłych, niewiele osób decyduje się na przystrojenie grobów kwiatami i zniczami.

– Kiedyś o tej porze kładłam kwiaty polane stearyną – mówi Elżbieta Piątkowska. – Mimo to ginęły. Teraz postanowiłam czekać z wiązankami do Wszystkich Świętych.

– Ludzie najwyraźniej boją się dekorować groby – zauważa kierownik Henryk Modrzewski. – Kiedyś przed Wszystkimi Świętymi było pełno kwiatów na grobach. Teraz – pustki.
Potwierdzają to sprzedawcy:

– Kupujących jest bardzo mało. Widać ludzie czekają do Wszystkich Świętych. Od czasu do czasu ktoś weźmie znicz za 60 groszy, albo kwiat w doniczce. Cięte w ogóle jeszcze nie idą – mówi Bogusława Stępień, której stoisko usytuowane jest przed cmentarzem komunalnym na Dołach.

Pracownicy cmentarzy uważają, że spokój jest również zasługą policjantów.

– Często ulicą przejeżdża patrol. Nasza nekropolia leży na terenie otwartym. Tu wszystko widać. To działa odstraszająco na złodziei – mówi Lech Sitkowski, kierownik cmentarza pod wezwaniem Wszystkich Świętych przy ul. Zakładowej.

Tomasz Klimczak z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi zapowiada, że patroli będzie jeszcze więcej.

– Przez cały piątek, sobotę, niedzielę na wszystkie cmentarze wyślemy specjalne grupy policjantów, którzy będą dbać o bezpieczeństwo. Zwrócą uwagę na wszystko: kieszonkowców, złodziei samochodów, hieny cmentarne.

Autor artykułu: magdalena grochowalska

Kolejny podejrzany

Wednesday, October 30th, 2002

Sąd Rejonowy w Łodzi aresztował tymczasowo 33-letniego mieszkańca Pabianic Cezarego Ł., piątego już członka zbrojnego gangu, który dokonał m. in. dwóch zabójstw: w Głuchowie i Olewinie (pow. wieluński).

Mężczyźnie zarzucono udział w zorganizowanej grupie o charakterze zbrojnym, która miała na celu popełnianie przestępstw, w szczególności zabójstw i rozbojów – powiedział Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Gang zabójców rozbili w połowie października policjanci z wydziału kryminalnego komendy wojewódzkiej w Łodzi.

Grupa oprócz dokonywania rozbojów ma na sumieniu również dokonanie dwóch zabójstw na tle porachunkowym i rabunkowym.

Na początku października z ich rąk zginął 26-letni mieszkaniec Łasku, handlarz papierosami w Głuchowie, a w lipcu 40-letni biznesmen z Wielunia, również handlujący na rynkach w Głuchowie i Tuszynie.

Do aresztu trafili już 26-letni mieszkaniec Srocka Tomaszowi K., 36-letni łodzianin Marek P. i 40-letni mieszkaniec Pabianic Zbigniew K.

Dwaj pierwsi są podejrzani o udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, dokonanie dwóch zabójstw, dwóch rozbojów, nielegalne posiadanie broni palnej i paserstwo, a trzeci o podżeganie do rozboju.
Czwarty z podejrzanych, 56-letni Edward P. (mieszkaniec Tuszyna, ojciec Marka P.), któremu zarzucono nielegalne posiadanie broni palnej nie został aresztowany.

Przy okazji wyszło na jaw, że Marek P. powinien od lipca ubiegłego roku siedzieć w zakładzie karnym w Potulicach, ale karę za niego odbywał 42-letni mieszkaniec Tuszyna Jarosław Ch.

Nadal poszukiwany jest listem gończym szósty członek gangu, 36-letni łodzianin Zdzisław Matysiak.
Wszystkim grozi za to do 15 lat więzienia.

Autor artykułu: (ćma)

ŁKS – Śląsk 0:2

Monday, October 28th, 2002

0:1 – Ulatowski (29), 0:2 – Ulatowski (54).

Żółte kartki: Błażejewski (ŁKS), Samiec, Woźniak (Śląsk).

Sędziował Tomasz Witkowski (Mazowiecki OZPN). Widzów około 4 tys.

Noty w rankingu “Srebrne Buty”

ŁKS: Pyskaty 3 – Napierała 3, Adamus 3, Rutka 3 – Golański 3, Sorbian 3, Sierant 3, Wolski 1 (46, Błażejewski 2), Filipczak 2 (46, Assogba 0, 64, Grzelak 1) – Konon 3, Mierzejewski 3.

W jesiennej rundzie rozgrywek Śląsk do meczu w Łodzi nie wygrał pojedynku na wyjeździe, ani nie zdobył bramki z gry. Teraz wywalczył komplet punktów.

Na dodatek po raz pierwszy od 17 lat wrocłowianie zwyciężyli ŁKS na stadionie przy al. Unii.

Kompromitacja łodzian.W łódzkim obozie panował spory optymizm przed meczem ze Śląskiem. Tym bardziej gorzka okazała się pigułka, jaką zgotowała łodzianom drużyna gości. Śląsk w bezlitosny sposób obnażył, mówiąc delikatnie, niedojrzałość naszych piłkarzy.

Płakać się chciało patrząc na wielką niemoc łnaszejj drużyny. Wprawdzie pierwsze pół godziny meczu nie zapowiadało późniejszego dramatu ŁKS, ale już w tym okresie widać było, że gospodarze nie są zdolni zagrozić poważnie bramce wrocławian. Wyjątek stanowiła pierwsza minuta, kiedy to, po składnie przeprowadzonej akcji ofensywnej, Ernest Konon stanął przed szansą zdobycia prowadzenia. Nie zdecydował się jednak na oddanie strzału, ale posłał piłkę nieudolnie do Łukasza Mierzejewskiego, który nie był w stanie już nic z nią zrobić, ponieważ przejął ją obrońca Śląska.

Bramka dla wrocławian uzyskana została w kuriozalnych okolicznościach w 30 min pojedynku. Był to pierwszy bardziej groźny atak przeprowadzony przez zespół gości. Do piłki w pobliżu pola bramkowego doszedł Krzysztof Ulatowski. Ograł Jacka Sorbiana, przewrócił się, a mimo to zdołał przechwycić piłkę, ponieważ biernie przyglądał się temu zajściu Adrian Napierała wspólnie z Pawłem Golańskim.

W takich okolicznościach Ulatowski nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem Krzysztofa Pyskatego.Od tego momentu Śląsk ruszył śmielej do ataku i w 43 min mógł podwyższyć wynik, ale po silnym płaskim strzale Roberta Szczota piłka przeszła tuż obok długiego słupka.

Nic nie wpłynęły na styl gry zmiany dokonane po przerwie przez trenera Bogusława Pietrzaka. A już wejście na boisko Kossiego Assogby okazało się jednym wielkim nieporozumieniem. Czarnoskóry piłkarz widocznie bardzo źle się czuł na rozmiękłej murawie, ponieważ w ciągu 18 min pobytu na boisku, nie było z niego żadnego pożytku. Nieco lepiej spisywał się zastępujący go Bartłomiej Grzelak, ale nie na tyle dobrze, aby można pozytywnie skwitować również jego występ. W 69 min. Grzelak miał nawet okazję do zdobycia kontaktowego gola, ale posłał piłkę nad poprzeczką, kiedy bramkarz Śląska leżał już na ziemi.

Właściwie łodzianie mogą mówić o szczęściu, że przegrali tylko 0:2. W drugiej odsłonie drużyna przyjezdna wypracowała sobie dalsze cztery doskonałe sytuacje do zdobycia bramek, z czego wykorzystała tylko jedną. Ten drugi gol dla wrocłowian padł w 54 min po szybko wyprowadzonej przez nich kontrze.

Robert Szczot dokładnie wypuścił prostopadłym podaniem do boju Krzysztofa Ulatowskiego, a temu pozostało już tylko po raz wtóry wpisać się na listę strzelców.

Potem szczęście dopisało ełkaesiakom, gdy po strzale Pawła Woźniaka (66 min) piłka stanęła tuż przed linią bramkową w błocie i zdołał ją wybić na aut Adrian Napierała. Z kolei w 3 min później po uderzeniu Roberta Szczota piłka trafiła w słupek i wyszła w pole, zaś w 82 min Krzysztof Pyskaty zdołał wygrać pojedynek jeden na jeden z Krzysztofem Ulatowskim. ŁKS w tym czasie, co należy odnotować, obok zmarnowanej okazji przez Bartłomieja Grzelaka, mógł zdobyć gole ze strzałów Pawła Golańskiego i Adriana Napierały, ale były one minimalnie niecelne.

ŁKS nie był w stanie przechylić szali zwycięstwa na swą korzyść, ponieważ zabrakło mu w tej konfrontacji podstawowych atutów piłkarskich: pomyślunku w grze, szybkości, zwrotności i rzetelnej współpracy między poszczególnymi formacjami. Dopóki w ŁKS nie będzie piłkarza, który umiałby umiejętnie pokierować drużyną na boisku, dopóki nie znajdzie się jakiś wyborowy strzelec, dopóty kibice skazani będą na bardzo mierną i nieefektywną grę swej drużyny.

Porażająca jest też słabiutka dyspozycja tej grupy łódzkich piłkarzy, którzy mieli być wielką nadzieją polskiego futbolu. Mowa tutaj o Pawle Golańskim, Robercie Sierancie, Adrianie Napierale i Arturze Błażejewskim.

Autor artykułu: Michał Strzelecki

Legia – Widzew 2:0

Saturday, October 26th, 2002

Mecz w porównaniu z bandyckim zachowaniem na trybunach zszedł na drugi plan (piszemy o tym obok). Czas najwyższy coś zrobić ze stadionowym chuligaństwem. Karać surowo prowodyrów budzących grozę zajść. Inaczej trzeba zamknąć stadiony na klucz, a murawę zaorać.

Czy w tej sytuacji pojedynek powinien zostać dokończony. Moim zdaniem, nie! Po takich gorszących wydarzeniach człowiek traci wiarę w sens uprawiania sportu i bycia prawdziwym kibicem. Arbiter z Katowic uznał, że trzeba grać dalej i wznowił mecz po 20 minutach. Czy jest sens go opisywać?!

Pierwszą groźną akcję przeprowadziła Legia. W 10 min. po centrze z wolnego Kiełbowicza, obok bramki główkował Zieliński. Widzew schowany za podwójną gardę próbował atakować z kontry.

W 27 min. po błędzie Hermesa idealnie obsłużył Svitlicę Kucharski. W sytuacji sam na sam napastnik Legii strzelając z 12 metrów przeniósł piłkę nad poprzeczkę.

W 40 min. szansę miał Widzew. Batata dokładnie prostopadle zagrał do Grzelaka. Ten zacentrował wzdłuż bramki, ale Stanew był szybszy od Włodarczyka.

Dwie minuty później po dokładnym prostopadłym podaniu Włodarczyka w znakomitej sytuacji znalazł się Seweryn. Miał 12 metrów do bramki i przed sobą Stanewa. Posłał jednak piłkę nad poprzeczkę. Odpowiedź Legii była natychmiastowa. Robakiewicz pewnie chwycił mocny strzał Jóźwiaka z 25 metrów.

Początek drugiej połowy okazał się fatalny dla Widzewa. Po serii błędów pod własną bramką, kiedy to żaden z łódzkich graczy nie zdołał wybić piłki w polu, doszedł do niej Kucharski. Zagrał dokładnie do Majewskiego, ten do Svitlicy, a Jugosłowianin nie zmarnował sytuacji sam na sam.

Widzew próbował podnieść się z kolan. W 55 min. Stanew z najwyższym trudem obronił strzał Monteiro z rzutu wolnego. W 65 min. wszedł na boisko Andjelkovic i za chwilę mógł wpisać się na listę strzelców. Niestety po jego uderzeniu z 14 metrów piłka poszybowała nad poprzeczkę.

W 73 min. powinno być 1:1. Do idealnego prostopadłego podania Terleckiego doszedł Batata, niestety przegrał pojedynek sam na sam ze Stanewem. Gdy niewykorzystuje się takich sytuacji trudno marzyć o zdobyciu choćby punktu.

Po wznowieniu gry łodzianie kłócili się z sędzią o niesłusznie podyktowany rzut wolny. Legia szybko rozegrała piłkę. Otrzymał ją niezawodny Svitlica i zaskakującym uderzeniem w krótki róg pokonał Robakiewicza.

Ponad półtora tysiąca kibiców Widzewa spóźniło się na mecz. Specjalny pociąg wyruszył z opóźnieniem z Łodzi, a potem czas podróży wydłużał się w nieskończoność, tak że łodzianie dotarli na trybuny stadionu z 32-minutowym opóźnieniem.

Pod jednym względem jesteśmy zdecydowanie lepsi. Podróż kibiców Widzewa z Łodzi do Warszawy i z powrotem kosztowała trzy złote. Fanom Legii za wyprawę pociągową do Poznania każe się zapłacić 50 złotych! Pociąg załatwił tygodnik Nasza Legia. Ktoś tu widać bardzo chce dobrze zarobić na kibicach. Inna sprawa, że może warto zapłacić więcej i dotrzeć na miejsce na czas.

*****

1:0 – Svitlica (48), 2:0 – Svitlica (87).

ŻÓŁTE KARTKI: Stanew, Omeljańczuk, Jóźwiak (Legia), Włodarczyk, Węgrzyn (Widzew).

SĘDZIOWAŁ: Piotr Święs (Katowice). WIDZÓW: 9 tys.

Noty w rankingu Expressu “Złote Buty”
WIDZEW: Robakiewicz 4 – Ciesielski 4, Węgrzyn 4, Stasiak 4, Monteiro 4, Giuliano 4, Hermes 2 (68, Terlecki 2), Batata 3, Seweryn 3 (62, Dymkowski 2), Grzelak 5, Włodarczyk 3 (65, Andjelkovic 2)

*****

Z ostatniej chwili
Po meczu warszawscy chuligani zdemolowali autokar Widzewa. Uderzyli również lekarza łódzkiej ekipy Marka Smarzyka.

Odjazd zawodników do Łodzi został znacznie opóźniony, a widzewiacy opuszczali stolicę w silnej asyście policji.

Autor artykułu: Paweł Strzelecki

Futbol przegrał z bandytami

Saturday, October 26th, 2002

Już samo wejście na murawę obu drużyn zapowiadało wyjątkowe emocje. Na trybunie, gdzie zasiada warszawska „żyleta”, pojawił się utworzony z kartonów napis: Witamy w piekle. Czy piekłem miało być bandyckie starcie chuliganów?!

Wtargnięcie na boisko przy Łazienkowskiej w Warszawie kibiców (nie jest to jednak odpowiednie słowo) Legii i Widzewa zmusiło sędziego do przerwania na około dwadzieścia minut meczu piłkarskiej ekstraklasy.

W 80 minucie spotkania, przy prowadzeniu Legii 1:0, kibice Widzewa i Legii zaczęli w siebie rzucać racami świetlnymi. Po chwili ludzie zasiadający w sektorze przeznaczonym dla łodzian sforsowali ogrodzenie i wdarli się na boisko.

Zdaniem porządkowych sympatycy widzewskiej drużyny przepiłowali kraty ogrodzenia i dzięki temu mogli wejść na murawę. Na stadionie przy ul. Łazienkowskiej powiało w tym momencie grozą. Niektórzy przepowiadali już najczarniejsze scenariusze.

Sędzia Piotr Święs natychmiast przerwał spotkanie, a piłkarze obu drużyn w pośpiechu uciekli do szatni. Także pseudokibice Legii przewrócili ogrodzenie i znaleźli się na boisku. Na murawie dochodziło do bandyckich bójek, ale dzięki interwencji policji, która ścisłym kordonem oddzieliła sympatyków obydwu drużyn, nie doszło do poważniejszych zamieszek. Policja sprowadziła również dwie armatki wodne, które wjechały na murawę boiska.

Prośby liderów kibiców Legii i okrzyki: wracajcie, nie skutkowały. Pseudokibice stołecznej drużyny nadal jednak nie opuszczali boiska i gotowi byli bić się, ile wlezie.

Dopiero na prośbę kapitana stołecznego zespołu Cezarego Kucharskiego oraz jego kolegów zdecydowali się wrócić na trybuny. Gdy sytuacja się uspokoił, sędzia wznowił mecz. W całym zamieszaniu ucierpiał trener Legii Dragomir Okuka. Szkoleniowca stołecznej drużyny trafił kamień, rozcinając mu czoło. Na szczęście rana nie była groźna.

Autor artykułu: (pas)

Czołówka polskich pływaków wystartuje w Łodzi

Thursday, October 24th, 2002

W najbliższy weekend sympatycy talentu pływackiego i urody Otylii Jędrzejczak będą mogli ją zobaczyć w akcji na pływalni Uniwersytetu Łódzkiego przy ul. Styrskiej 14.

Wystartuje w zawodach pływackich z cyklu Grand Prix Polski, w których oprócz rekordzistki świata na 200 m motylkowym na słupkach startowych stanie cała czołówka polskich i łódzkich pływaków.

Oczywiście największą osobistością łódzkiej imprezy, organizowanej przez Łódzki Okręgowy Związek Pływacki, będzie Otylia Jędrzejczak, ale oprócz niej zobaczymy także innych reprezentantów Polski.

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na Agatę Korc, niezwykle utalentowaną młodą, bo zaledwie 16-letnią sprinterkę ze Śląska Wrocław, która na mistrzostwach Europy seniorów w Berlinie zajęła 4. miejsce na 50 m motylkowym i 6 na 50 m dowolnym. W stylu grzbietowym i dowolnym wystartuje finalista mistrzostw w Berlinie Mariusz Siembida (AZS Gdańsk). W Łodzi popłyną także Beata Kamińska, żabkarka AZS Gdańsk i wicemistrz Europy juniorów na 200 m motylkowym Łukasz Drzewiński ze Słowianki Gorzów. Oboje startowali również w Berlinie.

Na pływalni przy ul. Styrskiej stawi się niemal cała reprezentacja Polski juniorów, która na tegorocznych europejskich mistrzostwach wywalczyła 7 medali. W tym gronie jest łodzianka Aleksandra Urbańczyk z MKS Trójka.

– Po raz drugi w Łodzi na pływalni Uniwersytetu Łódzkiego gościmy imprezę Grand Prix Polski – powiedział Jerzy Izydorczyk, prezes ŁOZP. – Dużym wysiłkiem udało się wszelkie sprawy zapiąć na ostatni guzik, zapewnić zawodom bardzo dobrą obsadę z Otylią Jędrzejczak na czele. Wystartuje w Łodzi 280 zawodniczek i zawodników.

Szkoda jednak, że nie dysponujemy pływalnią z prawdziwego zdarzenia. Powstające i remontowane w Łodzi baseny nie spełniają nawet krajowych wymogów. Obiekt na Styrskiej jest bardzo drogi dla pływaków. Gdyby nie to, w Łodzi znacznie częściej gościłoby wielkie pływanie.

Zawody Grand Prix Polski w pływaniu zostaną rozegrane w trzech częściach: sobota o godz. 10.00 i 16.45 (na początku uroczyste otwarcie) oraz w niedzielę o godz. 10.00.

Autor artykułu: (m)

Rodzina Gałkiewiczów oferuje Widzewowi 3,6 mln złotych

Thursday, October 24th, 2002

Nadal trwa dziwna przepychanka między prezesem Widzewa Mirosławem Czesnym, przyszłym udziałowcem klubu z al. Piłsudskiego Antonim Ptakiem a rodziną Gałkiewiczów, którzy chcą zostać reklamodawcami widzewskiej drużyny. Każda ze stron wytacza swoje argumenty.

Wyciągane są sprawy, która mają raczej mało wspólnego ze sportem. Walka jest ostra i tylko zastanawiam się, co to wszystko obchodzi kibiców i piłkarzy. Dla nich przecież najważniejsze jest dobro klubu i najważniejsze jest to, czy Widzew ma szansę na kolejnego sponsora, który deklaruje że w ciągu trzech lat przekaże 3,6 miliona złotych.

Sprawa jest o tyle dziwna, że gdy grupa ITI chciała wejść do Widzewa, nie deklarując oficjalnie żadnej kwoty, wszyscy pisali o tym szeroko, zachwycając się jaka to łaska, że ktoś chce dać pieniądze na łódzki klub. Były zdjęcia, wspólne posiedzenia, tylko jakoś nic z tego nie wyszło.

Kiedy ktoś inny chce dać sporą kasę, szuka się jakichś wybiegów.

Może warto, aby wreszcie włodarz Widzewa raz stanowczo wypowiedział się, czy grono sponsorów się powiększy.

Wzajemne ataki i atmosfera tajemniczości wokół sprawy nie służą dobremu wizerunkowi Widzewa, a w niektórych kręgach wzbudzają już uśmiech politowania. Przecież znacznie uczciwsze będzie powiedzieć, że z tymi ludźmi jest nam nie po drodze.

Pieniądze, jakie wchodzą w grę, są spore i łódzki klub mógłby mieć z nich pożytek. Prezes Mirosław Czesny dobrze wie, że nadal nie zapłacił jeszcze zaległych wynagrodzeń ani pracownikom klubu, ani trenerom grup młodzieżowych. To prawda, że deklarował, iż oni są na końcu listy płac, ale wypada pokazać, że ma się jednak serce dla wszystkich widzewskich ludzi, którzy pracują na rzecz klubu i wizerunku prezesa.

Może zatem warto spróbować pokonać wzajemne animozje między biznesmenami i znaleźć nić porozumienia dla dobra Widzewa? Tak myślę, ale jeśli jestem w błędzie to proszę mnie poprawić.

Autor artykułu: (h)

Piłkarze ŁKS ćwiczyli w hali i na boisku

Thursday, October 24th, 2002

Piłkarze ŁKS trenowali wczoraj tylko raz, przed południem. W ramach rozgrzewki trener Bogusław Pietrzak i dyrektor sportowy Mirosław Dawidowski zabrali osiemnastkę piłkarzy do hali. Na zajęcia kilka minut spóźnił się zawodnik z Togo Kossi Assogba i szybko został za swoją niefrasobliwości upomniany przez Dawidowskiego.

Z kolei szkoleniowiec bramkarzy Józef Robakiewicz ćwiczył z trójką łódzkich golkiperów na boisku.

Po półgodzinnym rozruchu szkoleniowcy połączyli już obydwie grupy i dalsze zajęcia obywały się na bocznej płycie stadionu przy al. Unii.

Łodzianie ćwiczyli różne zagrywki taktyczne. Zapewne takie, które będą stosowane w sobotnim pojedynku ligowym ze Śląskiem Wrocław.

Z zespołem trenują już rekonwalescenci Artur Błażejewski i Marcin Stanisławski. Po zachowaniu na boisku tego ostatniego widać, że jeszcze potrzebuje trochę czasu, aby wrócić do dyspozycji sprzed kilku tygodni.

W zajęciach nie uczestniczyli Robert Sierant, Karol Piątek i Bartłomiej Grzelak, którzy przebywali w Szamotułach na konsultacji olimpijskiej reprezentacji Polski prowadzonej przez trenera Edwarda Klejndinsta. Dziś trójka ełkaesiaków ma dołączyć do drużyny i tylko wypada mieć nadzieję, że łódzcy piłkarze wrócą ze zgrupowania bez żadnych urazów.

Autor artykułu: (hof)

Bohaterzy nagrodzeni

Wednesday, October 23rd, 2002

Milena Gałaj i jej narzeczony Kamil Dałek zostali wczoraj uhonorowani za swoją odwagę dyplomem „Człowieka Miesiąca”.

Uroczystość odbyła się w lokalu „Piotrkowska Klub” przy ul. Piotrkowskiej 97. Pani Milena przybyła tam niemal prosto ze szpitala, gdyż niedawno urodziła córeczkę Oliwię.

Kilka tygodni temu Milena Gałaj i Kamil Dałek byli świadkami, jak dwóch nastolatków napadło w bramie przy ul. Nawrot na staruszkę. Złodzieje wyrwali jej torebkę, poturbowali i uciekli. Pani Milena mimo zaawansowanej ciąży rzuciła się za nimi w pogoń wraz ze swoim narzeczonym. Pan Kamil złapał jednego z napastników i oddał w ręce policji.

Na wczorajszej kolacji wydanej na cześć odważnych łodzian był obecny także komendant wojewódzki policji Jacek Staniecki, który osobiście pogratulował im odwagi.

„Express Ilustrowany”, TV „TOYA” i radio „ESKA” od trzech lat honorują ludzi, którzy nie boją się interweniować, gdy komuś dzieje się krzywda. Bohaterowie są nagradzani m.in. pamiątkowym dyplomem „Człowieka Miesiąca”, a uroczystą kolację na ich cześć funduje najznakomitszy łódzki restaurator Grzegorz Zieliński.

Autor artykułu: (mgr)