Większość pątników po mszy na Błoniach rozjechała się do domów. Ci, których pociągi odjeżdżały późno, a w Krakowie nie mieli gdzie przenocować odsypiali noc spędzoną w podróży na ławkach w parku, na trawie wokół rzeki, na schodach wejściowych do sklepów.
Łodzianie, którzy przyjechali w zorganizowanych grupach, zaraz po mszy wrócili do domu. Zostali ci, którzy przyjechali samochodami prywatnymi i którzy chcieli pożegnać papieża na lotnisku Balice. Cały wieczór spali na ulicach czekając, że choć w przelocie zobaczą jadący papamobile.
Większość jednak nie wiedziała, kiedy ani którędy papież będzie przejeżdżał. Dochodziło więc do zabawnych sytuacji: za biegnącymi (i krzyczącymi) na zbiórkę harcerkami nagle rzucił się tłum przechodniów w przekonaniu, że dziewczęta dostrzegły papamobile.
Na ulicy Podwale czekałam wraz z pielgrzymami na przejazd Ojca Świętego. Choć papież miał pojawić się o godzinie 19.00, ulice zamknięto już o 16. Dochodziło do kłótni z policjantami. Co chwila ktoś chciał przejść na drugą stronę jezdni.
Awanturowano się też między sobą o miejsca jak najbliżej barierek. Kiedy przejeżdżały pierwsze samochody papieskiej ochrony ludzie powchodzili na drzewa, słupy, latarnie, a nawet znaki drogowe.
Po przejeździe Ojca Świętego wszyscy rzucili się w stronę Pałacu Arcybiskupiego, gdzie o godzinie 21 papież co dzień wychodzi do zgromadzonych przed budynkiem. Tu ludzi przybyło tyle, że zaczęto obawiać się o bezpieczeństwo zgromadzonych. Kierujący tłumem harcerze apelowali, że pierwszeństwo mają osoby z dziećmi, więc ludzie podawali sobie wózki z maluchami nad głowami.
Zanim papież pojawił się w oknie, na scenie śpiewał chór i ludzie zaczęli skandować: „Scena cicho! Kiedy Ojciec Święty wyszedł do wiernych i powiedział, że to spotkanie pożegnalne niektórzy zaczęli płakać. Krzyczano: „Nie ostatnie! Zostań z nami!”. Po odejściu papieża sprzed pałacu trudno było się wydostać. Przy wyjściu zrobił się zator, więc ludzie przeskakiwali przez ogrodzenia.
Wczoraj w Kalwarii Zebrzydowskiej mieszkańcy naszego regionu mieli swój dzień. Podczas mszy świętej papież poświęcił korony do obrazu Matki Bożej Piotrkowskiej w Piotrkowie Trybunalskim (kościół Ojców Bernardynów). Ojciec Święty poświęcił też kopie obrazu Matki Boskiej Kalwaryjskiej dla parafii pod Jej wezwaniem w Praszce.
Na koniec pobłogosławił między innymi sztandar Liceum Ogólnokształcącego w Tuszynie. Poprosił o to, w imieniu uczniów i dyrekcji ksiądz Piotr Turek (szkoła nosi imię Jana Pawła II). Sztandar zostanie przekazany przez księdza arcybiskupa Władysława Ziółka 2 września podczas mszy świętej na rozpoczęcie roku szkolnego.
Msza w Kalwarii Zebrzydowskiej miała charakter zamknięty. Uczestniczyły w niej tylko zakonnice i zaproszeni goście – około 500 osób.
Jednak przed bazyliką przygotowano miejsca w czterech sektorach dla 18 tysięcy wiernych, którzy zajęli je już poprzedniego dnia wieczorem (razem ze stojącymi na trasach dojazdowych zebrało się 60 tys. pielgrzymów).
– Jak przejeżdżałam o 4 w nocy to ludzie spali na trasie w śpiworach – mówi starszy posterunkowy Małgorzata Hombesch.
Małgorzata Madej z Koszalina czekała od 6 rano.
– Mój mąż pochodzi z Kalwarii Zebrzydowskiej. Ma tu rodzinę i ona załatwiła nam przepustki, które rozprowadzali księża wśród miejscowych. Inaczej byśmy się tu nie dostali – mówi.
Zebrani przed samą świątynią (w sektorze A) mogli tylko wysłuchać liturgii. Na schodach stali przedstawiciele BOR-u i policji strzegący wejścia do kościoła. Stojący na zewnątrz mogli obejrzeć uroczystość na telebimie. Mszę koncelebrowało 40 duchownych, a wśród obecnych w środku byli głównie duchowni oraz przedstawiciele władz samorządowych i miejskich.
Autor artykułu: magdalena grochowalska