Archive for August, 2002

Dziś koszykarki grają z Wisłą

Thursday, August 22nd, 2002

Pierwszoligowe koszykarki ŁKS od piątku przebywają na zgrupowaniu w Brennej. Trenerzy Andrzej Nowakowski i Dariusz Raczyński ćwiczą z dziewiętnastoma zawodniczkami.

Kadra jest tak liczna, bo do drużyny dołączyło również siedem najzdolniejszych juniorek. Z ŁKS ćwiczą również Milena Owczarek i Magdalena Włodarska oraz Joanna Szymańska, którą łódzcy działacze zamierzają wypożyczyć z Polfy Pabianice.

– Trenerzy wykorzystują doskonałą pogodę i obok zajęć w hali przeprowadzają również treningi w terenie – mówi kierownik drużyny Wojciech Smaczny. – Wczoraj zawodniczki miały forsowną wyprawę w góry. Niewątpliwie jest to pewne urozmaicenie od zajęć specjalistycznych w hali – kończy Smaczny.

Wczoraj wieczorem działacze próbowali się skontaktować z Oksaną Iglejewą. Koszykarki nie było jednak w jej moskiewskim mieszkaniu. Przypomnijmy, że pozyskaniem tej środkowej (197 cm wzrostu) ŁKS jest zainteresowany, szczególnie po tym, jak Marzena Grabowska postanowiła zakończyć karierę.

Dziś łodzianki rozegrają pierwszy mecz kontrolny. Trenerzy nie musieli długo szukać sparingpartnera, ponieważ w tym samym ośrodku przybywają koszykarki innego pierwszoligowca, krakowskiej Wisły.

Autor artykułu: (hof)

Dostali urlop, stracili pracę

Thursday, August 22nd, 2002

Szok przeżyli pracownicy spółki z.o.o „Vilo” przy ul. Starorudzkiej, którzy po trzytygodniowym urlopie, stawili się w pracy. W poniedziałek o godzinie 5.30 szef kazał im podpisać listę obecności, podzielił na grupy i wszystkim po kolei wręczył wypowiedzenia.

– Poinformowano nas, że zwolnienie nastąpiło z powodu likwidacji stanowisk pracy – mówi szwaczka pracująca w spółce od 4 lat.

Pracownicy nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Gdy odchodzili na urlop, na maszynach została jeszcze niedokończona produkcja. Gdy wrócili nie było już nawet maszyn. Firma praktycznie przestała istnieć.

– Wszystko wywieźli. Została tylko pusta hala – denerwuje się jedna ze zwolnionych kobiet. – Szef twierdzi, że zrobił to, aby mieć z czego wypłacić nam zaległe pensje…

W spółce „Vilo”, zajmującej się od 10 lat produkcją obuwia, zatrudnionych było około 100 osób. Pracownicy fizyczni zarabiali średnio po 800 zł miesięcznie.

– Od kilku miesięcy dostawaliśmy tylko część wynagrodzenia, zawsze z opóźnieniem – twierdzi szwaczka, która w firmie przepracowała 6 lat. – Zakład nie płacił za nas składki ZUS–owskiej. W tym miesiącu powinniśmy otrzymać pensje do dziesiątego. Do dziś większość z nas nie zobaczyła ani grosza.

Zwolnieni pracownicy otrzymali trzymiesięczne wypowiedzenia, których termin mija 30 listopada. Zakład ma jednak zostać zamknięty jeszcze w tym tygodniu. Szwaczki martwią się, że nie dostaną świadectw pracy. Bez nich nawet nie zarejestrują się w „pośredniaku”.

Zwolnieni pracownicy złożyli wczoraj w Okręgowym Inspektoracie Pracy w Łodzi skargę na swoich szefów. Ci bowiem, zwalniając ich z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia, nie kazali więcej przychodzić do pracy i nie dali dokumentów poświadczających zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy. Na szczęście pracownicy – po wizycie w inspektoracie pracy – zażądali stosownych dokumentów.

– Gdybyśmy nie przyszli do pracy szef zwolniłby nas dyscyplinarnie i nie musiałby już wypłacać pensji – mówi szwaczka, która przez 5 lat szyła buty.

Pracownicy boją się podawać nazwiska. Są przekonani, że wówczas nie zobaczą obiecanych pieniędzy. Chętnie jednak opowiadają, jak byli traktowani w firmie.

– Gdy z dziurawego dachu lała się nam na głowę, woda szefowie przywieźli kaski – mówi zwolniony pracownik. – Dyrektora technicznego sytuacja bardzo śmieszyła.

Twierdził, że jeśli dach jest dziurawy, to mamy lepszą wentylację. Kierownictwo zwracało się do nas używając niecenzuralnych słów. Często słyszeliśmy: „Komu się nie podoba, to raus”.

– Nie będę tego komentował – mówił nam wczoraj Louis Menanteau, francuski prokurent spółki. – Wszystko wyjaśniłem pracownikom w poniedziałek. Musiałem im wręczyć wypowiedzenia. Sam też jestem praktycznie zwolniony.

Jak nam wyjaśnił, decyzję o zwolnieniu pracowników podjęto, gdy francuski kontrahent zrezygnował ze współpracy z łódzką spółką.

Autor artykułu: (lb)

Pielgrzymi nie chcieli rozstać się z papieżem

Tuesday, August 20th, 2002

Większość pątników po mszy na Błoniach rozjechała się do domów. Ci, których pociągi odjeżdżały późno, a w Krakowie nie mieli gdzie przenocować odsypiali noc spędzoną w podróży na ławkach w parku, na trawie wokół rzeki, na schodach wejściowych do sklepów.

Łodzianie, którzy przyjechali w zorganizowanych grupach, zaraz po mszy wrócili do domu. Zostali ci, którzy przyjechali samochodami prywatnymi i którzy chcieli pożegnać papieża na lotnisku Balice. Cały wieczór spali na ulicach czekając, że choć w przelocie zobaczą jadący papamobile.

Większość jednak nie wiedziała, kiedy ani którędy papież będzie przejeżdżał. Dochodziło więc do zabawnych sytuacji: za biegnącymi (i krzyczącymi) na zbiórkę harcerkami nagle rzucił się tłum przechodniów w przekonaniu, że dziewczęta dostrzegły papamobile.

Na ulicy Podwale czekałam wraz z pielgrzymami na przejazd Ojca Świętego. Choć papież miał pojawić się o godzinie 19.00, ulice zamknięto już o 16. Dochodziło do kłótni z policjantami. Co chwila ktoś chciał przejść na drugą stronę jezdni.

Awanturowano się też między sobą o miejsca jak najbliżej barierek. Kiedy przejeżdżały pierwsze samochody papieskiej ochrony ludzie powchodzili na drzewa, słupy, latarnie, a nawet znaki drogowe.

Po przejeździe Ojca Świętego wszyscy rzucili się w stronę Pałacu Arcybiskupiego, gdzie o godzinie 21 papież co dzień wychodzi do zgromadzonych przed budynkiem. Tu ludzi przybyło tyle, że zaczęto obawiać się o bezpieczeństwo zgromadzonych. Kierujący tłumem harcerze apelowali, że pierwszeństwo mają osoby z dziećmi, więc ludzie podawali sobie wózki z maluchami nad głowami.

Zanim papież pojawił się w oknie, na scenie śpiewał chór i ludzie zaczęli skandować: „Scena cicho! Kiedy Ojciec Święty wyszedł do wiernych i powiedział, że to spotkanie pożegnalne niektórzy zaczęli płakać. Krzyczano: „Nie ostatnie! Zostań z nami!”. Po odejściu papieża sprzed pałacu trudno było się wydostać. Przy wyjściu zrobił się zator, więc ludzie przeskakiwali przez ogrodzenia.

Wczoraj w Kalwarii Zebrzydowskiej mieszkańcy naszego regionu mieli swój dzień. Podczas mszy świętej papież poświęcił korony do obrazu Matki Bożej Piotrkowskiej w Piotrkowie Trybunalskim (kościół Ojców Bernardynów). Ojciec Święty poświęcił też kopie obrazu Matki Boskiej Kalwaryjskiej dla parafii pod Jej wezwaniem w Praszce.

Na koniec pobłogosławił między innymi sztandar Liceum Ogólnokształcącego w Tuszynie. Poprosił o to, w imieniu uczniów i dyrekcji ksiądz Piotr Turek (szkoła nosi imię Jana Pawła II). Sztandar zostanie przekazany przez księdza arcybiskupa Władysława Ziółka 2 września podczas mszy świętej na rozpoczęcie roku szkolnego.

Msza w Kalwarii Zebrzydowskiej miała charakter zamknięty. Uczestniczyły w niej tylko zakonnice i zaproszeni goście – około 500 osób.

Jednak przed bazyliką przygotowano miejsca w czterech sektorach dla 18 tysięcy wiernych, którzy zajęli je już poprzedniego dnia wieczorem (razem ze stojącymi na trasach dojazdowych zebrało się 60 tys. pielgrzymów).

– Jak przejeżdżałam o 4 w nocy to ludzie spali na trasie w śpiworach – mówi starszy posterunkowy Małgorzata Hombesch.
Małgorzata Madej z Koszalina czekała od 6 rano.

– Mój mąż pochodzi z Kalwarii Zebrzydowskiej. Ma tu rodzinę i ona załatwiła nam przepustki, które rozprowadzali księża wśród miejscowych. Inaczej byśmy się tu nie dostali – mówi.
Zebrani przed samą świątynią (w sektorze A) mogli tylko wysłuchać liturgii. Na schodach stali przedstawiciele BOR-u i policji strzegący wejścia do kościoła. Stojący na zewnątrz mogli obejrzeć uroczystość na telebimie. Mszę koncelebrowało 40 duchownych, a wśród obecnych w środku byli głównie duchowni oraz przedstawiciele władz samorządowych i miejskich.

Autor artykułu: magdalena grochowalska

Ameryka dla naiwnych

Tuesday, August 20th, 2002

Łodzianie zostali zasypani listami z ulotkami obiecującymi załatwienie legalnego pobytu w Stanach Zjednoczonych
Ameryki. Na druku jest stempel biura imigracyjnego, co sugeruje, że jest to rządowa akcja promocyjna. Tymczasem
ambasada USA w Warszawie odcina się od tego typu ofert.

– Czy kiedykolwiek pragnąłeś wyjechać do Stanów Zjednoczonych? Czy kiedykolwiek pragnąłeś zamieszkać i pracować w USA? Teraz jest to możliwe! – kuszą autorzy ulotki, która trafiła do wielu łódzkich mieszkań.

W mieście nękanym bezrobociem taka oferta jest bardzo kusząca, szczególnie że wygląda na urzędowy druk rządu Stanów Zjednoczonych. Autorzy ulotki sugerują, że współpraca z nimi daje ogromne szanse na wylosowanie naszego nazwiska. Trzeba tylko podać dokładne dane: adres, zawód, wiek, wykształcenie i opisać swoją sytuację zawodową.
Wypełniony druk wysłać należy na adres skrytki pocztowej w Warszawie. Można też wysłać faks… bezpośrednio do Kalifornii.

Zgłoszenie nic nie kosztuje. Tyle że firma zastrzega sobie prawo handlowania naszymi danymi. W zamian przyśle bezpłatną informację o możliwości uzyskania „zielonej karty”, umożliwiającej legalny pobyt w USA.

Jeżeli ktoś się skusi to otrzyma nie tylko krótką instrukcję, ale także informację, że prawie na pewno uda nam się legalny wyjazd do Ameryki. Trzeba jedynie wpłacić firmie kilkadziesiąt dolarów za pomoc w wypełnieniu wniosku.
Czy jednak warto?

– Nie wchodzimy w jakiekolwiek związki z komercyjnymi firmami pomagającymi w zdobyciu „zielonej karty” – dowiedzieliśmy się w biurze prasowym ambasady USA.

– Firmy te często żerują na naiwności ludzi, a sugerowanie powiązań z biurem imigracyjnym jest poważnym nadużyciem. W tym roku nie zostały jeszcze ogłoszone listy krajów, których obywatele zyskają prawo do ubiegania się o prawo pobytu.

Prawdopodobnie zostanie ona ogłoszona w październiku i wówczas będzie czas na przygotowanie wniosków. Są one bardzo proste i każdy może je sam wypełnić.

Pośrednicy pomagający w wypełnieniu wniosku nie mają żadnego wpływu na to kto, uzyska prawo pobytu.

Autor artykułu: krzysztof zając

Poduszkowcem do powodzian

Tuesday, August 20th, 2002

Łódzcy dziennikarze Radosław Wilczek i Przemysław Witkowski, którzy przez miesiąc podróżowali po Polsce na poduszkowcu chcą pomagać ofiarom powodzi w Niemczech.

– Jedziemy z poduszkowcem do Drezna, gdzie dołączymy do grupy wrocławskich strażaków i przez tydzień będziemy do dyspozycji tamtejszych służb ratowniczych – mówi Radosław Wilczek.

– Celem naszych ostatnich wakacji było prezentowanie poduszkowca jako sprzętu do ratowania ludzi, a teraz chcemy wykorzystywać jego możliwości.

Łodzianom towarzyszyć będzie konstruktor poduszkowca Józef Adamowicz.

– Mój pojazd bardzo przydał się w czasie ubiegłorocznej powodzi w Gorzycach i mam nadzieję, że i tym razem okaże się niezastąpiony – mówi Józef Adamowicz.

Poduszkowiec może poruszać się zarówno po wodzie jak i lądzie. Osiąga prędkość około 100 km na godz.

Załoga poduszkowca wyruszyła z Łodzi wczoraj po południu. Dzisiaj ma dotrzeć na miejsce. Polacy zamierzają zostać w Niemczech do poniedziałku.

Autor artykułu: (mac)

Widzew przed meczem z Polonią – Giuliano czeka na certyfikat

Saturday, August 17th, 2002

W niedzielę o godz. 17.00 Widzew spotka się z liderem rozgrywek ekstraklasy Polonią Warszawa. Podopieczni trenera Janusza Białka w dwóch dotychczasowych meczach z Amiką Wronki i Wisłą Płock odnieśli zwycięstwa. Mecz w Łodzi będzie pierwszym wyjazdowym spotkaniem, Czarnych Koszul”.

W zespole Polonii Warszawa bramki strzela jak na zawołanie Arkadiusz Bąk, a podporą linii pomocy jest Emmanuel Ekwueme. Obaj w rundzie rewanżowej ubiegłego sezonu grali w Widzewie. Z kolei w łódzkim zespole znajdują się Tomasz Ciesielski i Maxwel Kalu, którzy grali w Polonii Warszawa.

- W Polonii ostatnio mi nie szło i chciałem zmienić warszawskie otoczenie – powiedział Tomasz Ciesielski. – Przyszła oferta z Widzewa i skorzystałem z niej. W meczu z Polonią nie chcę nikomu nic udowadniać, a raczej pokazać, że umiem dobrze grać w piłkę nożną. Trzeba bardzo uważać na polonistów, bo to twarda drużyna.

Wszystko wskazuje na to, że Tomasz Ciesielski zagra przeciwko swoim byłym kolegom. Na wczorajszym treningu założył pomarańczowy znacznik, a to wskazuje na jego udział w niedzielnym pojedynku. W ,pomarańczowej” drużynie grali: Gostyński, Węgrzyn, Ciesielski, Giuliano, Rachwał, Batata, Perez, Monteiro, Włodarczyk i Andjelković. Po pewnym czasie znacznik od Pereza przejął Terlecki.

W grze treningowej górą jednak byli gracze w białych strojach, a wyróżniał się aktywnością Maxwel kalu, który z pewnością chciałby wybiec na boisko w meczu przeciwko swojej byłej drużynie.

Nie wiadomo czy Widzew zdąży potwierdzić do gry Giuliano.

- Nie wiemy, kiedy nadejdzie z Brazylii certyfikat – tłumaczył trener Widzewa Franciszek Smuda. – Jeżeli przyjdą dokumenty, to Giuliano ma szansę zagrać, choć potrzebuje jeszcze kilka dni na aklimatyzację.

- Czy wchodzi w rachubę występ
Tomasza Łapińskiego?
- Na pewno nie. Na razie prowadzone są z Tomkiem rozmowy. Jednak i tak piłkarz ma obecnie kłopoty z przywodzicielem.

- Czy nie przekonał pana do siebie Grzelak?
- To był tylko mecz w IV lidze. Grzelak musi mocno popracować nad odbiorem piłki w defensywie.

Propozycję gry w Widzewie otrzymał od trenera Smudy Zbigniew Wyciszkiewicz. Ma zdecydować się w przyszłym tygodniu.

Przypuszczalny skład Widzewa: Robakiewicz – Gostyński, Węgrzyn, Ciesielski – Giuliano (Kalu), Rachwał, Batata, Terlecki, Monteiro – Włodarczyk, Andjelković.

Autor artykułu: (mm)

Andrzej Grajewski sprowadzi do Widzewa zawodników Niemiec?

Saturday, August 17th, 2002

Udziałowiec Widzewa Andrzej Grajewski nie ustaje w wysiłkach, by wspomóc łódzki klub. Ostatnio sprowadził do drużyny napastników: Piotra Włodarczyka z Francji oraz Giuliano Marinho dos Santos z Brazylii. Teraz szykują się nowi piłkarze z Niemiec.

Grajewski rozmawiał już z dwoma zawodnikami, którzy wstępnie wyrazili chęć występów w łódzkiej drużynie. Jeśli uda się pomyślnie załatwić wszystkie sprawy, to zawodnicy powinni w przyszłym tygodniu zameldować się na stadionie przy al. Piłsudskiego.

Chodzi o Matthisa Breitkreutza byłego środkowego pomocnika Hansy Rostock, a ostatnio gracza – 1. FC Saarbruecken (liga regionalna) oraz Piotra Peszela, który występował z MSV Duisburg i był kolegą klubowym Rafała Grzelaka.

Autor artykułu: (hof)

Transfery, kontuzje…

Saturday, August 17th, 2002

Pozyskać Mierzejewskiego!

Z bardzo dobrej strony pokazał się w sparingu w Poddębicach napastnik Legii – Łukasz Mierzejewski. Strzelił dla ŁKS trzy bramki. Łodzianie dogadali się z zawodnikiem, który podpisał umowę na rok. Teraz ruch należy do działaczy, którzy muszą się domówić z Legią. Niby wszystko jest załatwione, że Mierzejewski zostanie wypożyczony na rok ale… Łodzianie jadą w poniedziałek do Warszawy, a tam może nastąpić piłkarskie trzęsienie ziemi.
Stołeczne wróble na wierzbie ćwierkają, że jeśli kolejny mecz, tym razem ligowy pojedynek z Pogonią, nie wyjdzie trenerowi Legii – Dragomirowi Okuce, to pożegna się on z posadą. A jego miejsce zajmie Jerzy Engel. Nowy szkoleniowiec zechce pewnie dokonać przeglądu całej ligowej kadry i wtedy sprawy Mierzejewskiego mogą się mocno skomplikować. Taki scenariusz jest możliwy: Engel każe Łukaszowi wrócić do Warszawy i pokazać, co naprawdę potrafi! Łodzianie powinni zatem dmuchać na zimno, żeby Okuce nie powinęła się noga.

Napierała zostaje

Sparing w barwach Wisły Płock rozegrał na prawej obronie Adrian Napierała. Piłkarz, choć chwalił go trener płotczan – Mieczysław Broniszewski, wrócił do Łodzi i wziął udział we wczorajszym treningu ŁKS. Zawodnik nie wie jaka będzie jego piłkarska przyszłość. Prezes Roman Stępień zapewnia natomiast, że Adrian Napierała zostanie jednak w Łodzi.

Nie będzie Pyskatego

Nie będzie graczem ŁKS bramkarz Krzysztof Pyskaty. Działacze podjęli męską decyzję i zrezygnowali z lawirującego i wijącego się jak piskorz z jednoznaczną deklaracją, zawodnika. – Uznaliśmy, że nie ma co dalej trzymać w niepewności Jakuba Skrzypca – mówi dyrektor sportowy – Mirosław Dawidowski. – On jest dziś pierwszym bramkarzem ŁKS i ta deklaracja powinna go zmobilizować do podtrzymania dobrej formy z pierwszych ligowych spotkań.
Do kadry ŁKS został włączony młody golkiper – Jakub Siewierski, który ostatnio bardzo dobrze spisywał się w meczach reprezentacji juniorów z Rumunią.

Błażejewskiego boli noga

Nadal boli noga Artura Błażejewskiego, który został brutalnie sfaulowany w pojedynku ze Świtem. – Najbardziej martwi mnie to, że lekarze nie mogą się jednoznacznie zdecydować, co mi jest – żali się piłkarz. Jeden mówi, że mam naderwany mięsień, drugi, że tylko stłuczony, trzeciemu trudno się zdecydować z postawieniem jednoznacznej diagnozy. Wiem jedno, że kiedy noga przestanie mnie boleć, a mam nadzieję, że nastąpi to w ciągu najbliższych dni, podejmę treningi na własną odpowiedzialność.

Osipowicz nie dojechał

Na wczorajszym treningu miał się pojawić były napastnik Zagłębia 25-letni Białorusin Aleksander Osipowicz. Niestety, piłkarz nie dojechał do Łodzi na zajęcia. – Trudno przewidzieć, czy w ogóle jest zainteresowany grą w naszym klubie – mówi Mirosław Dawidowski.
Widać z tego, że odpowiedzialność za strzelanie bramek dla ŁKS spadnie na barki młodych graczy Grzelaka i Mierzejewskiego.

Autor artykułu: (pas)

Pożegnalny występ?

Tuesday, August 13th, 2002

Trener Ryszard Skutnik zdołał jeszcze namówić piłkarzy ręcznych z ul. Sobolowej (drużyna nie ma oficjalnej nazwy), by wzięli udział w turnieju organizowanym przez warszawski AZS. Łodzianie do Warszawy pojechali i nie sprawili zawodu, wygrywając kolejno: z Kasztelanem Sierpc 30:14, z AZS Biała Podlaska 26:18 i z AZS Warszawa 26:19.

Łodzianie grali w składzie (przy nazwiskach podajemy ilość zdobytych bramek w całym turnieju): Łabuziński, Hyży – Anuszewski 12, Wach 7, Batourin 9, Jędraszczyk 4, Żuk 5, Burliński 6, Dariusz Kubisztal 3, Siemienow 5, Wróbel 19, Mariusz Kubisztal 6, Kosma 6.

Turniej warszawski wykazał, że podopieczni trenera Ryszarda Skutnika są do sezonu w ekstraklasie bardzo dobrze przygotowani. „ Mała to pociecha – mówi trener. Zespół, który już się scementował uległ częściowej rozsypce.

Nowego pracodawcy szukają sobie bracia Kubisztalowie, nie ma Wacha, a i inni mają zamiar pójść w ich ślady. Klub nie wypłaca piłkarzom bieżących apanaży, nie mówiąc o zaległych premiach i stypendiach. Ta bardzo trudna finansowa sytuacja spowodowała, że nie jedziemy dziś na turniej Warszawianki, gdzie mieliśmy grać również z Szachtiorem Donieck”.

Wczoraj odbyło się spotkanie kierownictwa klubu z trenerem i piłkarzami.

∂ I jakie podjęto decyzje? – pytamy prezesa MSPR Marka Żuka.
– Sprawę odłożono do przyszłego tygodnia – odpowiada Żuk.

Prezes Agencji Jan Makasewicz , która zajmuje się marketingiem drużyny seniorskiej piłki ręcznej, obiecał, że w tym czasie postara się pozyskać sponsora.

Jeżeli sponsor się nie znajdzie to można oczekiwać, że drużyna nie zostanie zgłoszona do rozgrywek. Byłby to koniec seniorskiej piłki ręcznej w Łodzi na parę ładnych lat.

Autor artykułu: (m. st.)

Do pracy za najniższą stawkę

Tuesday, August 13th, 2002

W największym łódzkim urzędzie pracy, przy ul. Milionowej, zarejestrowanych jest ponad 36 tysięcy bezrobotnych. Pod tym względem jest, niestety, największy w Polsce. W całym mieście na listach bezrobotnych figurują 64 tysiące osób. Wśród łodzian bez pracy przeważają ludzie w wieku od 45 do 54 lat. Jedna czwarta z nich nie ma prawa do zasiłku.

– Nie oszukujmy się. Bezrobocia nie da się całkowicie wyeliminować – mówi Bogdan Piotrowski, wiceszef molocha z Milionowej, gdzie jeden doradca ma pod „opieką” 1,7 tys. ludzi. – Przy nowych technologiach do pracy nie potrzeba już tylu osób co jeszcze kilkanaście lat temu. W Łodzi odczuwamy to szczególnie dotkliwie, tym bardziej że bardzo wielu bezrobotnych nie ma żadnych kwalifikacji.

– Jedna czwarta bezrobotnych rejestruje się tylko po to, by mieć ubezpieczenie, by bezpłatnie iść do lekarza – uważa Tadeusz Śniegucki, zastępca kierownika Urzędu Pracy nr 2.
W „dwójce”, przy ul. 1 Maja na listach bezrobotnych jest prawie 28 tys. osób. Czeka na nich ledwie kilkaset miejsc pracy.

– Z reguły pracodawca oferuje najniższą stawkę, 760 złotych brutto – przyznaje Tadeusz Śniegucki. – Tysiąc złotych to rzadkość, zaś za 1200 złotych netto pracodawcy spodziewają się już zatrudnić wykwalifikowanego pracownika.

Czy opłaca się pracować za takie pieniądze? Jak wynika z urzędowych statystyk, aż 30 procent osób wykreśla się z rejestrów bezrobotnych z powodu dwukrotnej odmowy podjęcia wskazanego zajęcia.

– Choć bezrobotnych pielęgniarek jest w Łodzi czterysta, mieliśmy spory kłopot, by znaleźć chętne na 40 miejsc pracy – mówi Joanna Gralak

-Wójcik, dyrektor miejskiego wydziału strategii zatrudnienia. – Pracę podjęły pielęgniarki spoza Łodzi.

Bywa, że pracy w swym zawodzie nie chcą też szwaczki, masażyści, kierowcy, spawacze… A w urzędach pracy jest 927 ofert, do tego około trzysta, które wywieszone są na tablicach.

– Szukałam dwóch pracowników, magazyniera i sprzedawcy do sklepu. Z urzędu skierowali do mnie ośmiu ludzi. Ale każdy już w drzwiach mówił, że nie chce pracować, chcieli ode mnie tylko stempel pod stwierdzeniem, że się nie nadają – powiedziała „Expressowi” właścicielka sklepu z armaturą, spotkana w urzędzie pracy przy ul. Milionowej.

– Co miałam robić? Zatrzymać ich na siłę? Nie wiem, może akurat źle trafiłam, ale już nie będę szukała przez pośredniak. Szkoda mojego czasu.

Autor artykułu: (kow)