Przyjechała policja
– Szedłem schować rower do komórki, gdy zobaczyłem naszą kotkę „Malinkę” pod wiatą, pod kołami poloneza sąsiadów. Przy jej głowie leżał kamień. Z płaczem pobiegłem do domu, żeby o wszystkim opowiedzieć rodzicom – relacjonuje 9-letni Tomek.
Na podwórko wybiegła starsza siostra Tomka, Karolina i ich ojciec Marek. Mężczyzna wyciągnął kotkę spod samochodu i dokładnie obejrzał. – Została zamordowana – stwierdził po krótkim namyśle i już kilka minut później doszło do ostrej kłótni z sąsiadami, których posądził o śmierć zwierzęcia.
– Przestraszyłam się nie na żarty, gdyż pod moim i męża adresem padły poważne oskarżenia i groźby. Na pomoc wezwałam policję – opowiada pani Grażyna, którą posądzono o śmierć kota.
Kilkanaście minut później na terenie posesji pojawili się mundurowi. Wysłuchali racji zwaśnionych stron i zdecydowali, że skoro „Malinka” padła w niewyjaśnionych okolicznościach, trzeba koniecznie powiadomić Schronisko dla Zwierząt przy ul. Marmurowej.
– To oczywiste. Za znęcanie się nad zwierzętami grozi do dwóch lat więzienia – tłumaczy Małgorzata Włodarczyk, główny specjalista w schronisku dla zwierząt.
Zwłoki kotki przywieziono do schroniska przy ul. Marmurowej w plastikowym worku i zamrożono do czasu przekazania ich do Wojewódzkiego Zakładu Higieny Weterynaryjnej.
Pan Marek, właściciel kotki, jeszcze tego samego dnia oficjalnie zawiadomił komisariat policji przy ul. 3 Maja, że na terenie jego posesji, popełniono przestępstwo.
Z kamieniami i z procą
Jako pierwszą funkcjonariusze poprosili o wyjaśnienia panią Grażynę, jego sąsiadkę.
– Zaprzeczyłam wszystkiemu. My z mężem ze śmiercią kota nie mamy nic wspólnego – broni się podejrzana.
– To nieprawda – oskarża sąsiadkę pani Jolanta, żona właściciela kotki. – Są świadkowie, mieszkańcy naszej kamienicy, którzy widzieli jak ta pani i jej mąż urządzali na „Malinkę” polowania.
Te słowa potwierdza 76-letnia pani Maria. – Rzucali w kotkę kamieniami i strzelali z procy. Bała się ich jak ognia i uciekała na ich widok – zaznacza oburzona.
– A co miałam robić, przecież kocisko dewastowało mój ogródek – odpiera zarzuty podejrzana.
Nie wytrzymało serce
Sekcję zwłok kotki przeprowadzono w Wojewódzkim Zakładzie Weterynaryjnym przy ul. Proletariackiej. Biegły medyk stwierdził, że przyczyną śmierci zwierzęcia było pęknięcie tętnicy wieńcowej serca.
– Nie zauważyliśmy złamań, krwiaków i zasinień. Kotka nie została więc uśmiercona kamieniem czy innym tego typu narzędziem. Wykluczamy też, że została otruta – uzasadnia werdykt lekarz weterynarii.
– Dlaczego pękła tętnica?
– Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Prawdopodobnie na skutek stresu. Nie możemy jednak wypowiadać się, co było tego przyczyną – wyjaśnia biegły.
Jak potoczy się dalej dochodzenie w sprawie śmierci kota? Czy zostanie umorzone?
– Trudno wyrokować. Decydujący głos należeć będzie do prokuratury na Górnej – poinformowano nas w komisariacie na Rudzie.
Autor artykułu: (em)