Jeszcze rok temu używane mieszkanie w Łodzi można było sprzedać w trzy miesiące. Teraz potrzeba na to roku. Jeszcze trudniej znaleźć kupca na mieszkanie prosto spod igły. W nowych osiedlach wiele mieszkań stoi pustych od kilku lat. Choć mieszkania staniały nawet o 25 proc., zaporą jest nadal za wysoki, jak na łódzką kieszeń, koszt metra podłogi.
- Jeśli w ogłoszeniu widnieje cena 1400-1500 zł za metr, to przy podpisywaniu zbija się ją do 1300 – mówi Katarzyna Sławecka z biura obrotu nieruchomościami. – Wycenione na 100 tys. mieszkanie na Bałutach w okolicy al. Włókniarzy, z trudem sprzedaliśmy za 90 tys. Za 60-metrowe mieszkanie na Janowie, za które w ubiegłym roku właściciel chciał 105 tys. zł, teraz dostanie najwyżej 85.
Standartowe, trzypokojowe mieszkanie o powierzchni 53 m można już kupić za 70 tys. zł. Dwupokojowe o powierzchni 42 m kw. – za niecałe 60 tys. zł.
- Opłaca się kupować mieszkania od osób, które gromadzą gotówkę na nowe lokum oraz sprzedają mieszkanie odziedziczone w spadku – radzi Katarzyna Sławecka. – Wtedy można zbić cenę nawet o 10 tysięcy złotych
Jeszcze trudniej sprzedać nowe mieszkania.
Oblicza się, że w Łodzi takich mieszkań jest około 1000. Nie ma na nie chętnych, bo są znacznie droższe od używanych. Za metr kw. nowej podłogi trzeba zapłacić od 2100 do 3500 tys. zł, podczas gdy metr starej jest co najmniej o połowę tańszy.
Na przykład, w nowym bloku przy ul. Armii Krajowej jedenaście mieszkań stoi pustych od trzech lat. Od półtora roku nie ma kupców na mieszkania w wielopiętrowym budynku przy ul. Królewskiej.
- Najtrudniej sprzedają się mieszkania małe, np. 30- metrowe, ze względu na wysoką cenę w porównaniu ze stawkami żądanymi za stare mieszkania o podobnym metrażu – mówi Agnieszka Taborowska, kierownik działu sprzedaży jednego z inwestorów.
Dobrze sprzedają się jedynie mieszkania dla bogatych: na ogrodzonym terenie, z dużą działką i tarasem. Z 40 apartamentów na Smulsku (2.407 zł za metr) w ciągu roku sprzedano 35.
Za najdroższy apartament w Łodzi, o powierzchni 145 m, trzeba zapłacić obecnie około 400 tys. zł. Stumetrowe apartamenty przy ul. Warszawskiej, z garażem na dwa auta inwestor wycenił na 350 tys. zł.
Kupno nowego mieszkania nadal jest poza możliwościami finansowymi ludzi nieźle zarabiających, jak na łódzkie warunki. Rodzina, w której dochód netto na osobę wynosi 1500 zł, przy odrobinie szczęścia dostanie 60 tys. zł kredytu (oczywiście jeśli oboje małżonkowie są zatrudnieni na czas nieokreślony i mają już 20 proc. potrzebnej sumy).
Zapożyczona familia łódzka będzie spłacać przez 25 lat po 646 zł miesięcznie, gdyż za 60 tys. zł kredytu bank każe jej zapłacić aż 92 tys. zł odsetek, czyli łącznie 152 tys. zł!
Na taki wydatek przeciętnego łodzianina na pewno nie stać. A tym bardziej nie stać na kredyt w wysokości 160 tys. zł – tyle kosztuje nowe mieszkanie średniej wielkości (wymagany minimalny dochód „na głowę” – 6 tys. zł).
- Nowe mieszkania tańsze już nie będą, bo inwestorzy musieliby do nich dopłacać – przewiduje Mirosław Zięba, szef biura obrotu nieruchomościami.- W zdecydowanej większości ci, co mieli pieniądze, już mieszkania kupili. I chociaż kredyty są bardziej dostępne niż jeszcze 3-4 lata temu, a wymagania banków wobec klientów zmniejszyły się, to zainteresowanie nimi jest mniejsze niż kiedyś. Nawet ci, których dziś stać na zaciągnięcie takiego kredytu boją się go wziąć, bo nie wiedzą czy za rok lub dwa będą mieli równie dobrze płatną pracę.
Autor artykułu: (lb)