Archive for March, 2002

Przerwaliśmy pasmo wyjazdowych niepowodzeń

Thursday, March 21st, 2002

Dariusz Wójtowicz, trener ŁKS: – Najważniejsze jest to, że wreszcie przełamaliśmy to pasmo niepowodzeń w wyjazdowych meczach. Na pewno pierwsza połowa meczu nie była taka w naszym wykonaniu jakbyśmy sobie tego życzyli.

Mimo prowadzenia dość szczęśliwie udało się nam dowieźć prowadzenie do przerwy. Zupełnie nie wiem dlaczego moi zawodnicy po pierwszych kilku minutach dobrej gry po prostu stanęli i sprawiali wrażenie zagubionych. Brak było krycia z naszej strony. Nie potrafiliśmy sensownie wyprowadzić piłki.

Uważam jednak, że w drugiej połowie ŁKS zagrał bardzo rozsądnie i mądrze. Dobrze ograniczaliśmy poczynania rywala na naszej połowie i przy okazji wyprowadzaliśmy bardzo groźne kontry. Cieszę się, że wszyscy zawodnicy zagrali bardzo ofiarnie i ambitnie. Najważniejsze jest jednak to, że dopisało nam szczęście, którego w ostatnich wyjazdowych spotkaniach nie mieliśmy.

Na pewno nie ma co się tym wynikiem zachłystywać, bo nasza gra pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Na pewno już w drugiej połowie meczu było widać u tych młodych chłopców symptomy mądrości boiskowej. Często poklepali dokładnie piłkę, czym odbierali rywalowi chęć do gry. W odpowiednich mentach przytrzymywali piłkę. Fajnie także wyprowadzali kontry. Cieszę się również, że Paweł Brożek pokazał, że grać w futbol potrafi. Mam nadzieję, że jego dobre zagranie odblokuje tego piłkarza i uwierzy, że umiejętności ma bardzo duże. On musi nam pomoc w kolejnych spotkaniach. Już myślimy o pojedynkach z Arką Hutnikiem, bo będą one dla nas równie ważne i mam nadzieję,że wówczas będziemy mogli trochę odetchnąć.

- Dlaczego nie zagrał Błażejewski?

- Był przewidywany w podstawowym składzie, ale niedyspozycja żołądkowa sprawiła, że nie był brany pod uwagę, by zasiąść na ławce rezerwowych.

- Co się stało?

- Nie wiemy, w autobusie zrobił się blady i już wiedziałem, że nie będzie grał. Coś mu zaszkodziło, ale nie wiem jeszcze do końca co, bo przecież na obiad wszyscy jedliśmy to samo.

Franciszek Krótki, trener Zagłębia: – Myślę, że spotkanie trener ŁKS podsumował wystarczająco. Ja muszę się odnieść tylko do zachowania kibiców. To, że kibice mnie nie lubią, to już wiedziałem od początku podjęcia pracy w Zagłębiu.

Natomiast to co dzisiaj usłyszałem przebiło moje najgorsze sny. Jedno jest pewne. Mam z Zagłębiem podpisany kontrakt do czerwca i zamiarzam się z niego wywiązać. Natomiast jakie decyzje podejmą władze klubu to jest już zupełnie inna sprawa.

Nie chcę się tłumaczyć, ale mówiłem, że mój zespół stać góra na środek tabeli. Kiedy jednak zabrakło w meczu z ŁKS pięciu podstawowych zawodników, to widzieliśmy wszyscy efekty. Na więcej nas po prostu nie stać. Ambicja i zaangażowanie to za mało, aby wygrać z takim zespołem jak ŁKS.

Autor artykułu: (hof)

Hat trick Matusiaka – Zagłębie – ŁKS 0:3

Thursday, March 21st, 2002

Wreszcie kibice ŁKS doczekali się na wyjazdowe zwycięstwo. Wczoraj łodzianie pokonali w Sosnowcu miejscowe Zagłębie 3:0. Sukces tym cenniejszy, bowiem odniesiony na boisku znacznie wyżej notowanego rywala.

Bohaterem meczu był Radosław Matusiak. Łódzki napastnik strzelił trzy gole, a mało brakowała, aby po raz czwarty wpisał się na listę strzelców. Tym samym był to o czwarty gol z rzędu Matusiaka dla łódzkiej drużyny. Wczorajsze spotkanie nie było porywającym widowiskiem, ale najważniejsze jest to, że podopieczni trenera Dariusza Wójtowicza wywalczyli bardzo ważne trzy punkty w wyjazdowym meczu. Wypada mieć nadzieję, że wynik drużyny z al. Unii jest zapowiedzą lepszych dni dla klubu.

Łodzianie w pierwszych minutach spotkania nie ulękli się rywali i podjęli męską walkę. W 5 minucie silnie strzelał Gielza jednak Jakub Skrzypiec nie miał problemów ze złapaniem piłki.

Łodzianie pierwszy raz zagrozili bramce Zagłębia w dziesiątej minucie. Ładnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Piotr Klepczarek, jednak piłka przeleciała nad poprzeczką. Chwilę później niebezpiecznie było pod łódzką bramką. Próbującego przedzierać się w okolice szesnastego metra Gielzę nieprawidłowo powstrzymali Wójcik i Napierała.

Gospodarze wykonywali rzut wolny i piłka trafiła na przedpole Skrzypca. Najprzytomniej w ogromnym zamieszaniu zachował się dopierała, który dokładnie podał piłkę do Karola Wójcika. Ten spisał się znakomicie, inicjując szybką kontrę. Najpierw popisał się blisko pięćdziesięciometrowym rajdem, a następnie precyzyjnie zagrał do wybiegającego na czystą pozycję Radosława Matusiaka. Napastnik ŁKS wpadł w pole karne i ładnym strzałem zapewnił swojej drużynie prowadzenie.

W tym momencie wydawało się, że łodzianie powinni kontrolować przebieg wydarzeń na boisku. Niestety od 30 minuty meczu drużyna gości zachowywała się niczym boiskowi nowicjusze. Druga linia ŁKS nie potrafiła przytrzymać piłki i uspokoić gry. Niezdecydowanie łodzian wykorzystali gospodarze, którzy raz po raz groźnie atakowali. Nie wytrzymał takie sytuacji trener Wójtowicz, który niczym ekspres wystartował z ławki rezerwowych do linii bocznej.

Łódzki szkoleniowiec wykrzykiwał na swoich podopiecznych, ale niewiele to dawało. Na szczęście w bardzo dobrej dyspozycji był Jakub Skrzepiec. Bramkarz ŁKS interweniował z dużym wyczuciem. toteż utrzymywał czyste konto. W 38 minucie o wielkim pechu mógł mówić były ełkaesiak Daniel Treściński. Jego piekielnie silny strzał trafił w poprzeczkę.

Gospodarze także w pierwszym kwadransie po przerwie dominowali na boisku, ale nie potrafili znaleźć skutecznej recepty na rozmontowanie defensywy łódzkiej drużyny.
W 58 minucie kolejny raz dobrą interwencją popisał się Skrzypiec, broniąc silny strzał Gilezy.

Jednak z upływem czasu łodzianie zaczynali opanowywać sytuację w środku pola. Gospodarze z każdą minutą tracili impet, co bezwzględnie wykorzystali łodzianie. W 65 znów ełkaesiacy zaprezentowali doskonałą akcję. Z lewej strony dokładnie zagrał Piotr Klepczarek. Piłka trafiła do Radosława Matusiaka. Łódzki napastnik kapitalnie uwolnił się spod opieki obrońcy i po ograniu bramkarza gospodarzy skierował piłkę do pustej już bramki.

Drugi stracony gol zupełnie podciął skrzydła gospodarzom. Wykorzystali to ełkaesiacy. Piłkarze ŁKS szanowali już piłkę i czekali na okazję do wyprowadzenia kolejnej groźnej kontry. W ostatniej minucie meczu znów w roli głównej wystąpił Matusiak, który dokładne podanie Pawła Brożka zamienił na trzeciego gola dla ŁKS.

Łodzianie zasłużenie wygrali, bo wykorzystali niemal wszystkie sytuacje do zdobycia gola. A to w futbolui jest wielką sztuką.

*****

Zagłębie Sosnowiec – ŁKS 0:3 (0:1)

0:1 – Matusiak (12), 0:2 – Matusiak (65), 0:3 – Matusiak (90).

Żółte kartki: Stanek, Antczak (Zagłębie), Skrzypiec, Piątek (ŁKS).

Sędziował Sławomir Berezowski (Opole). Widzów 2000.

Zagłębie: Stanek – Stach, Michalski, Antczak- Ziółkowski (46, Józefowicz), Baczyński. Nowak (23, Stolpa), Treściński, Łuczywek – Gielza, Kurdziel.

NOTY W RANKINGU SREBRNE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”

ŁKS: Skrzypiec 7 – Łabędzki 5 , Kowalski 6, Napierała 5 – Piątek 5 (87, Paweł Brożek 1), Dopierała 6, Zawadzki 2 (43, Rączka 3), Sierant 5 , Klepczarek 6 – Matusiak 9, Wójcik 4 (58, Czpak 4).

Autor artykułu: (hof)

Po „wpis wieczysty”

Tuesday, March 19th, 2002

Na wpis do księgi wieczystej trzeba czekać miesiąc, a na założenie nowej nawet pół roku. W szafach Wydziału Ksiąg Wieczystych przy ul. Pomorskiej jest zgromadzonych jeszcze blisko 15 tysięcy spraw z lat 2000 i 2001, a część z nich została złożona wcześniej.

Na udostępnienie księgi wieczystej petenci czekają trzy dni. A potem muszą stać w kolejce do czytelni. Pierwsi zainteresowani pojawiają się przed jej drzwiami co najmniej na pół godziny przez otwarciem. Tutaj panuje największa ciasnota. W niewielkim pomieszczeniu udało się ustawić zaledwie pięć stolików. Nie dla wszystkich osób wystarcza miejsc. Podczas gdy jedni przeglądają dokumenty, drudzy stoją im nad głowami.

- Trzeba mieć dwa fakultety, żeby się w tym połapać. Albo przyjść tu dwa, trzy razy – denerwuje się starsza pani, która czekała w kolejce po odpis z księgi wieczystej.

- Odkąd banki udzielają kredytów mieszkaniowych poręczanych hipoteką, najwięcej wniosków dotyczy założenia ksiąg wieczystych i wpisania hipoteki. Załatwiamy je w pierwszej kolejności – zapewnia Jarosław Twardowski, przewodniczący Wydziału Ksiąg Wieczystych.

Gdy sprawa jest szczególnie pilna, potrzebne dokumenty są wydawane szybciej. Odpis z księgi wieczystej można otrzymać już po trzech dniach, a nowa księga zakładana jest w ciągu miesiąca.

Do pracy w wydziale brakuje ludzi. Na zatrudnienie dodatkowych pracowników nie ma pieniędzy, a wymagania co do ich kwalifikacji są nadal bardzo wysokie. Zanim personel wyszkolimy, mija pół rok – ubolewa Jarosław Twardowski.

W budynku przy ul. Pomorskiej wyremontowano już część pomieszczeń. Wszelkie dokumenty są przechowywane w archiwum mieszczącym się w podziemiach. Koniec prac w siedzibie wydziału zaplanowano na wrzesień. Wtedy obsługa interesantów ma znacznie się poprawić.

Autor artykułu: (mr)

Napad na sklep

Tuesday, March 19th, 2002

Kilku bandytów dokonało brutalnego napadu na sklep telefonii komórkowej przy ul. Piotrkowskiej. Grożąc śmiercią skrępowali sprzątaczkę i wynieśli 600 aparatów telefonicznych wartości 200 tys. zł!

Napadu dokonano w niedzielę późnym wieczorem, gdy kobieta pojawiła się w pracy.

- Bandyci musieli ją obserwować, gdyż dopadli ją, gdy tylko wyszła wynieść śmieci – opowiada jeden ze współwłaścicieli sklepu. – Zarzucili jej worek na głowę, skrępowali taśmą samoprzylepną i wynieśli telefony, które przygotowaliśmy do wysłania za granicę.

Gdy tylko przestępcy wybiegli ze sklepu, kobieta doczołgała się do przycisku antynapadowego i uruchomiła go językiem. Kilka minut później na miejscu pojawili się ochroniarze pilnujący sklepu i policja. Użyto psa tropiącego. Nie udało się jednak natrafić na ślad bandytów.

Właściciele okolicznych sklepów są przerażeni bezprawiem szerzącym się w tej okolicy. Jest to już trzeci napad na sklep z telefonami komórkowymi. Za pierwszym razem bandyci przyszli z kilofami. Za drugim już z bronią.

- Zachowywali się bardzo brutalnie i wolałem nie sprawdzać czy pistolet jest nabity – opowiada napadnięty sprzedawca.
Poszukiwaniami sprawców ostatniego napadu na sklep telefonii komórkowej przy ul. Piotrkowskiej zajęli się funkacjonariusze komisariatu przy al. Kościuszki. Czy uda się im odnaleźć bandytów?

Pracownicy sklepu, którzy widzieli ich w czasie napadu, są raczej przekonani, że i tym razem nic z tego nie wyjdzie.

Autor artykułu: (em)

Co studentka ma pod spódnicą?

Tuesday, March 19th, 2002

W gablotce na korytarzu Zakładu Farmakologii Klinicznej Akademii Medycznej można obejrzeć sobie zbiór… ściąg. Te niezbyt legalne „pomoce naukowe” zostały odebrane studentom VI roku Akademii Medycznej w czasie ostatniego egzaminu z farmakologii klinicznej.

Pomysłowość w tworzeniu ściąg nie zna granic. Najdłuższa z nich ma ponad pół metra, jest złożona w harmonijkę i oprócz tego nawleczona na długą nitkę, tak że jej poszczególne kartki można przewracać jak w książce.

- W pewnym sensie podziwiam autora tej ściągi, bo musiał zadać sobie sporo trudu, by ją sporządzić i mam nadzieję, że przy okazji czegoś się jeszcze nauczył – mówi dr n. med. Wojciech Matusewicz, który zgromadził zbiór „pomocy naukowych”. – Najbardziej oburzają mnie ściągi w formie zminiaturyzowanych odbitek ksero podręcznika do farmakologii (ze spisem treści włącznie!). Świadczą o skrajnym lenistwie egzaminowanych. Wobec ściągających nie stosuję żadnych kar, raczej staram się całą sprawę obśmiać.

Egzamin z farmakologii klinicznej należy do najtrudniejszych, ponieważ zasób wiedzy pamięciowej, jaką trzeba opanować, by go zdać, jest bardzo duży.

W Polsce zarejestrowano około 10 tysięcy leków – trzeba znać nie tylko ich nazwy, ale również mechanizm działania, substancje aktywne, jakie zawierają oraz ich działania niepożądane. Dochodzi do tego także spory zasób wiedzy z farmakologii społecznej. Trudno jednak wyobrazić sobie przyszłego lekarza, który nie wie, jaki lek powinien zastosować. Dlatego egzaminatorzy są nieubłagani.

Co roku na egzaminie pisemnym z farmakologii klinicznej w grupie kilkudziesięciu studentów dr Matusewicz „odławia” kilka ściąg. Obserwuje też różne metody ściągania.

Najwięcej inwencji wykazują przyszłe panie lekarki. Zdarza się, że studentka ubrana w spódnicę siada na otwartej książce i stara się czytać tekst pomiędzy nogami. Złapanie takiej osoby na gorącym uczynku jest dość krępujące, zarówno dla egzaminatora, jak i dla egzaminowanej.

Jednak nie tylko studenci uciekają się do podstępów na egzaminach. Absolwenci Akademii Medycznej nie mogą powstrzymać śmiechu wspominając egzamin z chemii analitycznej sprzed kilku lat. Profesor S. schował się za zasłonką i niezauważony przez nikogo obserwował całą salę.

Po kilkunastu minutach egzaminu wyskoczył z ukrycia, by odebrać wszystkie ściągi krążące wśród studentów. Podobne metody stosował często, np. udawał, że wychodzi, a po chwili znienacka otwierał drzwi, by złapać ściągających na gorącym uczynku.

Legendą obrosły egzaminy z fizjologii u profesora T. W wyznaczonym dniu studenci gromadzili się na stadionie Orła (ale zdarzyło się też, że w wynajętym tramwaju). Każdy musiał mieć ze sobą specjalnie przygotowaną deseczkę o wymiarach A4, której używał jako pulpitu. Każdy punkt testu trzeba było rozwiązywać po kolei i na komendę pana profesora, który przechadzał się ze stoperem i… lornetką.

Obaj panowie odeszli na emeryturę i – jak twierdzą studenci – nie mają godnych następców. Z jednej strony dobrze, bo egzaminy same w sobie przysparzają stresów, ale z drugiej – trochę szkoda. Po latach nie będzie czego wspominać.

Autor artykułu: (ag)

Będzie strajk?

Friday, March 15th, 2002

Koszykarki ŁKS, które walczą o utrzymanie ekstraklasy dla Łodzi, powinny jutro rozegrać mecz ligowy w Gdańsku ze Startem. Jak się jednak nieoficjalnie dowiedzieliśmy, zawodniczki poważnie rozważają możliwość pozostania w Łodzi i oddania spotkania walkowerem.

Co jest powodem tak desperackiego kroku koszykarek? Okazuje się, że zupełna obojętność władz klubu na losy zawodniczek. Ełkaesianki od czterech miesięcy nie otrzymują stypendiów.

Cały czas tylko słyszą od klubowych władz, że muszą spokojnie czekać na swoje pieniądze. A cierpliwość zawodniczek jest już na granicy wytrzymałości.

Jedna z dziewczyn, prosząca o zachowanie anonimowości, powiedziała rozżalona, że prezesa ŁKS interesują wyłącznie piłkarze. – Inni sportowcy w klubie są tylko zbędnym balastem. Odczuwamy to na każdym kroku – mówi.

Sytuacja staje się bardzo poważna. Niemal wszystkie dziewczyny zastanawiają się, jak przetrwać trudne czasy. W teorii koszykówka jest ich zawodem, ale w praktyce nie mogą liczyć na pieniądze za wykonywaną przez siebie pracę.

Ostatnio doszło nawet do sytucji, w której koszykarki, które mają rodziny w Łodzi przynoszą jedzenie dla dziecka zagranicznej zawodniczki, bo ta nie ma za co go kupić.
Okazuje się, że sympatyczne ełkaesianki zawodzi nie tylko ich własny prezes, ale również prezydent Łodzi.

Na początku lutego włodarz naszego miasta otrzymał złotą odznakę zasłużonego dla ŁKS. Podczas miłej uroczystości przed ligowym meczem prezydent przedstawił szefa firmy, która miała pomóc sekcji żeńskiego basketu w przetrwaniu. Ów jegomość zobowiązał się, że jego przedsiębiorstwo przekazywać będzie co miesiąc na potrzeby sekcji 3 tysiące złotych.

Niestety, na obietnicach skończyło się. Koszykarki do wczoraj nie otrzymały ani grosza i wszystko wskazuje na to, że owacje na cześć prezydenta Łodzi i nowego sponsora były przedwczesne i rozbudziły tylko niepotrzebne nadzieje.

Trudno się zatem dziwić koszykarkom, że są coraz bardziej rozżalone i zdesperowane. Ich poświęcenie spotyka się z obojętnością. Odnoszą wrażenie, że w Łodzi nikomu nie zależy na utrzymaniu żeńskiego basketu.

Oczywiście najłatwiejszym wyjściem jest likwidacja sekcji w ŁKS. Zastanawiam się jednak czy w blisko milionowym mieście, ktoś nie ma lepszego pomysłu na rozwiązanie problemu koszykarek?

Autor artykułu: (hof)

Zjazdowa kontra miasto

Friday, March 15th, 2002

Od dwóch tygodni trwa i wciąż się zaostrza jawny konflikt pomiędzy Urzędem Miasta Łodzi a Łódzkim Centrum Handlowym Zjazdowa. Wywołała go opłata targowa, jaką miasto pobiera od handlujących tam rolników.Targowisko należy do spółki Zjazdowa. Spółka zaproponowała, by miasto zaniechało pobierania opłaty targowej.

Gdy urząd na to nie przystał, Zjazdowa przestała ją inkasować od rolników, ale w to miejsce wprowadziła własną (niższą o 2-3 zł) opłatę handlową. Zarząd Miasta zatrudnił tymczasowego inkasenta, który przystąpił do ściągania należnej miastu opłaty targowej. To zaś wzbudziło protest rolników – teraz musieli przecież płacić w sumie ok. 50 procent więcej.

- Zwolnienie z opłaty jest niemożliwe – tłumaczył skarbnik miasta Witold Barszcz. – Ustawa o finansach publicznych zobowiązuje władze miasta do pobierania dochodów własnych, w tym opłaty targowej. Zaniechanie byłoby złamaniem dyscypliny finansowej, na co nikt się nie zgodzi.

Zobowiązaliśmy się już przecież, że w tym roku opłata targowa przynajmniej nie wzrośnie. A na Zjazdową (miasto ma w spółce 20 proc. akcji – przyp. red.) wyłożyliśmy 3 miliony złotych, by polepszyć warunki, w jakich sprzedaje się tam płody rolne. I nie może być tak, że gdy przychodzi do ponoszenia opłat, jedna grupa zawodowa, rolnicy, udaje, że jej to nie dotyczy.

Cezary Kołota, prezes zarządu Zjazdowej mówi, że opłata targowa to anachronizm, a on, jako szef spółki, musi bronić przede wszystkim interesów Zjazdowej. I szukać źródeł dochodu, by sfinansować wielkie inwestycje, które spółka robi sama, nie oglądając się na pomoc miasta.

Tymczasem konflikt pomiędzy urzędem a spółką wciąż się zaostrza. Podczas wizyty urzędników wydziału handlu na targowisku padła propozycja, by rolnicy porzucili Zjazdową i przenieśli się na pobliski teren należący do miasta.

- Sami nie wiemy, co o tym myśleć – powiedzieli „Expressowi” sprzedawcy. – Może na początek miasto da nam ulgi, ale potem i tak będziemy musieli płacić o wiele więcej.

- Urzędnicy nie namawiali handlujących do przenosin – zapewnia jednak Zbigniew Małolepszy, wicedyrektor wydziału handlu. – To była tylko jedna z kwestii poruszonych podczas rozmowy, zresztą przez rolników. Urzędnicy informowali ich o uprawnieniach gminy do poboru opłaty targowej. Przekazali też tabelę opłat targowych.

- To, co miasto robi w sprawie Zjazdowej, to skandal – mówi Witold Rosset, radny Unii Wolności. – Nowego inkasenta może wybrać tylko Rada Miejska, a nie Zarząd Miasta. – Rada to zrobiła, ale póki jej uchwała nie wejdzie w życie (14 dni od dnia ogłoszenia), rolnicy opłaty targowej nie muszą płacić.

Autor artykułu: (kow)

Skarbonki prezesów

Friday, March 15th, 2002

W spółkę „Port Lotniczy Lublinek” od 1993 roku miasto wpompowało 30 milionów złotych. Lublinek wciąż przynosi straty. Mimo to Michał Marzec – prezes spółki, zarabia miesięcznie 10.947 zł. Tomasz Rosset, przewodniczący pięcioosobowej Rady Nadzorczej ma 2.189 zł diety, a członkowie – Jan Urbański, Stanisław Kolasa, Alojzy Górny i Marcin Witowski – po 1.751 zł.

W lotniskowej spółce łódzka gmina ma 99,98 procent udziałów.

To nie Lublinek jednak płaci swym władzom najlepiej. Rekordowe kwoty zarabia kierownictwo Międzynarodowych Targów Łódzkich. Wypracowany przez nie w 2001 roku zysk to ok. 1,4 mln złotych. Spore kwoty MTŁ czerpie z podnajmowania powierzchni handlowej innym organizatorom targów. Choć w tej spółce udziały miasta wynoszą 99,7 procent, to gmina – jako właściciel – tylko dwa razy, w 1996 i 1998 r., otrzymała dywidendę. Po 40 tys. zł.

Z magistratu nie sposób wyciągnąć informacji o tym, jak gospodarują gminne spółki, w tym władze MTŁ. Ponoć w 1999 roku na wypłaty nagród przeznaczono tam 83 tysiące złotych.

Nie wiadomo, ile z tego dostali pracownicy, a ile władze spółki, która zatrudnia 39 osób, ze średnim wynagrodzeniem 3.790 zł. Małgorzata Gałuszka, dyrektor Międzynarodowych Targów Łódzkich zarabia 12 tys. 947 zł plus 2 tys. zł dodatku. Zastępca dyrektora Mirosław Barburski otrzymuje 9.853 zł pensji i 1,5 tys. zł dodatku. Główna księgowa – Eufemia Kamińska dostaje 8.758 zł i tysiąc zł dodatku. Rada Nadzorcza MTŁ to 5 osób. Jej przewodniczący ma 3.283 zł diety, sekretarz – 2.626 zł, trzej członkowie po 2.408 zł.
Czesław Rydecki, prezes MPK zarabia miesięcznie 13.137 zł. Dwóch pozostałych członków zarządu – Wiesław Wołoszyn i Hanna Kubecka – po 12.480 zł. Zastępca przewodniczącego Rady Nadzorczej – 1.970 zł, pięciu członków RN – 1.751 zł.

Przewodniczącym Rady jest Janusz Błaszczyk, dyrektor wydziału finansowego magistratu. Jak nam powiedział, funkcję w MPK sprawuje bezpłatnie.

- To generalna zasada – potwierdza Marek Klimczak, wiceprezydent Łodzi, który nadzoruje gminne spółki.

- Urzędnicy zasiadający we władzach spółek nie pobierają z tego tytułu wynagrodzenia.

Na nieco mniejsze niż szefowie MPK pieniądze może liczyć kierownictwo Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. I to mimo tego, że ubiegłoroczny zysk osiągnięty przez ZWiK był ponad 13 razy wyższy (4,8 mln złotych) niż wynik finansowy MPK. Albin Iżykowski – prezes zarządu ZWiK otrzymuje 10.947 zł.

Jego zastępcy – Marek Kubiczak, Andrzej Rodziewicz i Zdzisław Kwieciński – po 8.756 zł. Przewodniczący 7-osobowej Rady Nadzorczej ma przyznaną dietę w wysokości 2.189 zł, członkowie – 1.751 zł co miesiąc.

Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania płaci swemu szefowi 9.304 złote – to miesięczne wynagrodzenie Zbigniewa Starygi – prezesa. Wiceprezes Ryszard Dziekański zarabia 8.347 zł. Czterej członkowie RN – po 1.970 zł.

Przewodniczącym Rady jest członek Zarządu Miasta Łodzi Andrzej Żardzin. W 2001 roku MPO zarobiło ok. 400 tys. złotych.

Szef jednej z dwóch spółek „Zieleń Miejska” ma 6.568 zł miesięcznego uposażenia. To znacznie mniej niż 8.400 zł pensji Edwarda Kolbuszy, prezesa Grupowej Oczyszczalni Ścieków. Wiceprezes w tej spółce zarabia 7.200 zł. W siedmioosobowej Radzie Nadzorczej można zaś otrzymać od 1.751 zł do 2.189 zł miesięcznie. W 2001 roku GOŚ odnotowała ok. 130 tys. złotych zysku. Po podniesieniu opłat za odprowadzanie ścieków powodzić jej się będzie pewnie jeszcze lepiej.

Aż 3 miliony złotych na plusie ma Widzewskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego. Jan Olczyk, prezes spółki uznanej niedawno za najlepszy TBS w Polsce, zarabia 7.170 zł. W skład zarządu wchodzą też Zbigniew Marcinkowski, Jadwiga Ławecka i Teresa Latocha. Rada Nadzorcza nie pobiera diet.

Nieporównanie gorsze efekty osiąga śródmiejskie TBS. Ma straty i niczego jeszcze nie udało mu się wybudować… Pewnie dlatego Zbigniew Jakubczyk, szef śródmiejskiego TBS zarabia tylko 2,5 tys. zł, plus 500-złotowy dodatek.

Członkowie Rady, podobnie jak na Widzewie, pracują bez wynagrodzenia.

Chodzą słuchy, że oba TBS-y niebawem zostaną połączone.

Autor artykułu: (kow)

Samotność w radiowozie

Wednesday, March 13th, 2002

Policjanci z drogówki od dwóch dni jeżdżą w radiowozach pojedynczo. Tak zadecydował komendant miejski policji w Łodzi. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że to samo czeka w najbliższym czasie funkcjonariuszy z patrolówki.

Ma to zwiększyć liczbę patroli w mieście i poprawić bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Sytuacja finansowa w policji nie pozwala na to, aby patrole nadal były dwuosobowe, a jednocześnie było ich więcej.

- Mamy nadzieję, że w ten sposób uda się zwiększyć bezpieczeństwo w ruchu drogowym – mówi nadkom. Dariusz Krawczyk, rzecznik prasowy KMP w Łodzi.

Łódzcy policjanci są innego zdania.

- Oszczędza się na patrolach, a rozrastają się inne wydziały – mówi jeden z funkcjonariuszy. – Już po ostatniej likwidacji 5 komisariatów miało być więcej policjantów na ulicach. Jest więcej, ale za biurkami. Także dzielnicowi zamiast patrolować swoje rewiry prowadzą dochodzenia.

Policjanci uważają, że oszczędności można szukać w służbach logistycznych. Za dużo osób siedzi za biurkami. Zbyt wielu jest kierowników, naczelników, ich zastępców i sekretarek.

Dublują się wydziały. Zarówno w komendzie miejskiej jak i wojewódzkiej są komórki, które zajmują się łącznością, informatyką, kadrami, finansami, transportem i zaopatrzeniem. W obu komendach są też inspektoraty (policja w policji), wydziały ochrony informacji niejawnej i zespoły prasowe.

W sumie z około 300 osób zatrudnionych w logistyce połowa mogłaby wykonywać normalną policyjną robotę tak, jak to było przed pierwszą (zlikwidowano komendy rejonowe i utworzono komisariaty) oraz drugą (zmniejszono ilość komisariatów z 13 do 8) reformą w łódzkiej policji. Kiedyś typowe wydziały logistyczne (m. in. transport, zaopatrzenie) były tylko w komendzie wojewódzkiej.

Funkcjonariusze zatrudnieni w komendach rejonowych zaś zajmowali się wyłącznie ściganiem przestępców. Teraz w komisariatach, albo nie mają na to czasu, gdyż są zajęci papierkową robotą (nawet dzielnicowi prowadzą dochodzenia), albo jest ich zbyt mało.

- Trwają prace nad nowym systemem finansowania policji – powiedział podinsp. Jarosław Berger, rzecznik prasowy KWP w Łodzi. – Jego wprowadzenie umożliwi dokonanie zmian w strukturze służb logistycznych. Dotychczas pracujących tam policjantów zastąpią pracownicy cywilni. Funkcjonariusze zaś zostaną przesunięci do rutynowej pracy policyjnej.

*****

Ilość patroli być może się zwiększy, ale tylko optycznie. Policjantów na ulicach będzie tyle samo.

Jest to już kolejny w ostatnim czasie pomysł komendanta miejskiego. O ile te poprzednie, czyli uznanie radiowozu za pomieszczenie służbowe i wielokrotne wykorzystywanie kopert można uznać za humorystyczne, o tyle ostatnia innowacja wydaje się być niebezpieczna dla samych funkcjonariuszy. Od zawsze pracowali parami i nie wyobrażają sobie interwencji w pojedynkę przy takim zagrożeniu przestępczością jak obecnie.

Autor artykułu: (ćma)

Uciążliwe korki na Wróblewskiego

Wednesday, March 13th, 2002

Przebudowa skrzyżowania al. Politechniki i ul. Radwańskiej sprawiła, że w godzinach szczytu komunikacyjnego tworzyły się tam i na okolicznych ulicach korki. Najgorzej było skręcić w lewo z ul. Wróblewskiego w ul. Wólczańską. Manewr ten także przy normalnym ruchu jest trudny do wykonania.

Wczoraj był możliwy jedynie dzięki policjantom, którzy kierowali poczynaniami kierowców.

- Ruch na tym skrzyżowaniu jest zdecydowanie większy.

Wystarczy chwila i korek na ul. Wróblewskiego sięga al. Politechniki – mówi st. sierż. Andrzej Wałasiński z Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi, który po południu kierował ruchem samochodów. – Kierowcy są zdyscyplinowani, choć nie wszyscy chyba pamiętają, które gesty zezwalają na wjazd na skrzyżowanie. Zapominalskim udzielamy pouczeń.

Wzmożony ruch odbywał się wczoraj niemal na wszystkich ulicach przebiegających w pobliżu modernizowanego skrzyżowania.

Przebudowa potrwa do końca maja. W tym czasie drogowcy m.in. wymienią nawierzchnię, zamontują nową sygnalizację świetlną, poszerzą jezdnie, ułożą nowe krawężniki.

Autor artykułu: (tj)