Archive for February, 2002

Szklana pułapka – Czy w wieżowcu przy ul. Sienkiewicza powstanie wreszcie centrum biznesu?

Thursday, February 21st, 2002

Przeszklony wieżowiec przy ul. Sienkiewicza 85/87 jest jednym z najefektowniejszych budynków w Łodzi. Co z tego, skoro od dwóch lat stoi pusty. Niebieski gmach okazał się finansową pułapką dla bankowej spółki PEKAO Development, do niedawna właściciela wieżowca.

Bankowcy zainwestowali w niego duże pieniądze. Zrobili kapitalny remont – zainstalowali nowoczesny system klimatyzacji, wentylacji i regulacji wilgotności oraz strukturalną sieć komputerową. W wieżowcu działa także inteligentny system zarządzania BMS. Okazało się, że na takie luksusy nie ma chętnych.

Cena wynajmu pomieszczeń biurowych była zbyt wysoka i 10 tys. metrów kwadratowych powierzchni wieżowca przez dwa lata nie było użytkowane.

Bankowcy właśnie pozbyli się kosztownego balastu. Sprzedali wieżowiec spółce Echo Investment SA. Nowy właściciel najnowocześniejszego w Łodzi biurowca nie obawia się, że wpadł w szklaną pułapkę, która może go drogo kosztować.

- Rozpoczęły się już prace wykończeniowe, które potrwają do końca tego roku – mówi Iwona Chodkiewicz, zarządca budynku z Echo Investment SA. – W czerwcu zostanie zakończona renowacja parteru, który zajmie bank. Wtedy też uporządkujemy teren wokół biurowca, zainstalowane zostanie oświetlenie zewnętrzne. Mimo że do zagospodarowania jest 16 pięter, nie martwimy się o najemców. Codziennie zgłaszają się osoby, które chciałyby ulokować w wieżowcu siedziby swoich firm.

Na razie zajęte jest tylko 13 piętro, gdzie ma biura towarzystwo ubezpieczeniowe. Jego pracownicy czują się trochę nieswojo w tak wielkim budynku. Na współlokatorów muszą jeszcze poczekać.

Aktualnie zarezerwowanych jest już kilka pięter, a kilkanaście umów jest w trakcie negocjacji. Zgłosiły się m. in. agencje finansowe, kancelaria prawnicza, duże łódzkie i warszawskie firmy. Te chcą mieć wysoki standard za atrakcyjną cenę.

Właściciele wieżowca zapewniają, że wynajem metra powierzchni ma kosztować mniej niż na ul. Piotrkowskiej (tam cena wynosi około 100 zł za m kw).

Autor artykułu: (ew)

Bandyci strzelali do listonosza – Dramatyczny pościg na Dąbrowie

Wednesday, February 20th, 2002

Przed blokiem przy ul. Grota-Roweckiego trzej bandyci napadli wczoraj na 56-letniego listonosza i zrabowali mu pieniądze.

Listonosz wskoczył do swojego samochodu i ruszył w pogoń za przestępcami. Nagle jeden z napastników wystrzelił do niego z pistoletu. Kula przebiła szybę samochodu, otarła się o skroń mężczyzny, a następnie utkwiła w jezdni.
Bandyci dobrze przygotowali się do napadu. Około godziny 10 na ulicę Grota-Roweckiego przyjechali granatowym fiatem uno, skradzionym dzień wcześniej na Widzewie. Zaczekali, aż listonosz wyjdzie z bloku i zaatakowali go przed klatką schodową.

Po napadzie przebrali się w kurtki, które mieli schowane w bagażniku samochodu i odjechali.

- Listonosz w pościg ruszył swoim ciemnym oplem kadetem, w towarzystwie dozorcy bloku – mówi nadkom. Dariusz Krawczyk, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.
Napastnicy z dużą prędkością uciekali ul. Tatrzańską i ul. Dąbrowskiego. Listonosz dogonił ich zanim zdążyli skręcić w ul. Podgórną. Kilkanaście sekund później bandyta siedzący na tylnym siedzeniu fiata uno otworzył drzwi w pędzącym samochodzie i wystrzelił w kierunku opla. Kula roztrzaskała w drobny mak przednią szybę i skaleczyła w skroń kierowcę. Uciekający zniknęli między blokami. Listonosz nie ryzykował. Zawrócił i pojechał na pocztę przy ul. Dąbrowskiego, skąd powiadomiono policję.

- Byłam w pokoju, gdy usłyszałam pisk gwałtownie hamującego samochodu – opowiada mieszkanka bloku przy ul. Podgórnej. – Podbiegłam do okna. Zobaczyłam, że granatowy fiat uno chciał przejechać na ul. Broniewskiego, ale zatrzymały go wbite w osiedlową drogę metalowe słupki. Z samochodu wyskoczyli czterej młodzi mężczyźni. Byli krótko ostrzyżeni, w ciemnych kurtkach i dżinsach. Zabrali jakieś rzeczy i pobiegli w stronę wieżowca za ul. Broniewskiego.
Policja zablokowała drogi. Do przeczesywania okolicznego terenu skierowano kilkudziesięciu funkcjonariuszy. Użyto też policyjnego psa. W posesji przy ul. Mazurskiej odnaleziono pustą torbę listonosza. Kilkanście minut później w audi na ul. Odyńca zatrzymano dwóch Polaków i Ormianina.

Policja zabezpieczyła ślady pozostawione przez napastników. Na ul. Podgórnej odnaleziono m. in. łuskę naboju wystrzelonego przez bandytów. Ustalono, że strzelano z pistoletu kalibru 9 mm z tłumikiem.

Zatrzymani nie przyznają się do napadu. Mają 24 – 27 lat i są znani jako złodzieje samochodów i sprawcy napadów. O tym czy brali udział w napadzie na listonosza będzie wiadomo po badaniach śladów zapachowych i pobranych drobinek prochu.

- W ubiegłym roku w województwie łódzkim odnotowano 6 napadów na listonoszy. Jednak usiłowań napadów i pobić listonoszy było znacznie więcej – informuje Anna Bubas, z Dyrekcji Okręgu Poczty w Łodzi. Najgroźniejszą próbę napadu stwierdzono 19 marca ubiegłego roku. Na klatce schodowej bloku przy ul. Rajdowej listonosza zaatakowały dwie kobiety. Jedna z nich kamieniem zawiniętym w skarpetę uderzyła go w głowę i próbowała zabrać mu torbę z korespondecją. Gdy mężczyzna zaczął się bronić, napastniczki rzuciły się do ucieczki. Listonosz dogonił je i przy pomocy przechodnia zatrzymał.

Autor artykułu: (em)

Surowo ukarani – ŁKS – Okęcie Warszawa 1:2 (1:1)

Monday, February 18th, 2002

Piłkarze ŁKS na własnej skórze przekonali się, że stare futbolowe prawdy sprawdzają się na boisku. Cóż z tego, że byli lepsi od rywali. Cóż z tego, że stworzyli więcej dogodnych sytuacji podbramkowych. Nie potrafili ich wykorzystać i zostali surowo ukarani. W 90 minucie po błędach obrony w zamieszaniu na polu karnym łodzian Norbert Petasz uderzył piłkę niezbyt mocno, ale niezwykle precyzyjnie. Ta uderzyła o słupek i wpadła do siatki.

Za chwilę sędzia Przemysław Przesmycki odgwizdał koniec pojedynku. Tak głupio nie wolno przegrywać meczów, nawet sparingowych, nawet grając w mocno rezerwowym składzie!
Pojedynek rozegrany w Rudzie Bugaj na dobrze przygotowanym boisku rozpoczął się bardzo dobrze dla łodzian. W 10 minucie w sytuacji sam na sam obok słupka strzelił Radosław Matusiak. 8 minut później Jacek Cyzio sfaulował w polu karnym Cezarego Czpaka. Jedenastki nie wykorzystał Sierant. Strzelił dokładnie w to miejsce, w które rzucił się bramkarz Sebastian Młodziński.

W 26 min. drugi karny dla łodzian za zagranie ręką obrońcy gości. Tym razem jedenastkę wykorzystał Karol Piątek. Strzelił dokładnie w róg bramki i golkiper Okęcia nie zdążył z interwnecją.

ŁKS miał do przerwy jeszcze dwie dobre sytuacje. Cezary Czpak strzelił obok słupka, a piłkę po główce Michała Łabędzkiego obronił bramkarz Okęcia. Skoro nie strzelali łodzianie… W 43 min. Adrian Napierała niefrasobliwie odbił piłkę ręką w polu karnym, a trzecią podyktowaną w ciągu 45 min. jedenastkę pewnie wykorzystał Andrzej Stretowicz.

Po zmianie stron dwóch doskonałych okazji nie wykorzystał Radosław Matusiak. W szybkim kontrataku trzech na dwóch Eddy Dombraye źle dośrodkował w pole karne. Marcin Skrydalewicz strzelając zza pola karnego trafił w słupek.
Okęcie miało w drugiej połowie trzy bramkowe szanse.

Wszystkie miał Norbet Petasz. Zgodnie z przysłowiem: „do trzech razy sztuka”, ostatnią z nich wykorzystał…
Wszyscy wypatrywali na trybunach Tomasza Wieszczyckiego, którego prezes Roman Stępień usilnie namawia do gry w ŁKS, ale „Wieszcz” się nie pojawił. Nie był też na sparingu Włókniarza Konstantynów, z którym regularnie trenuje.
Okęcie dyspoonuje dziś jednym z najsilniejszych szkoleniowych teamów w Polsce. Prowadzi zespół Bogusław Oblewski, a pomagają mu Paweł Dawidczyński, Piotr Czachowski i… Władysław Stachurski. Warszawski team nie składa broni w walce o II ligę i ciągle myśli o prześcignięciu prowadzącej Piotrcovii Ptak.

ŁKS – Okęcie Warszawa 1:2 (1:1)

1:0 – Piątek (26, karny), 1:1 – Stretowicz (43, karny), 1:2 – Petasz (90)

ŁKS: Sadecki – Bubiłek, Golański, Napierała (68, Oamen), Piątek, Sierant, Dopierała (65, Stanisławski), Rączka (75, Dombraye), Łabędzki (54, Skrydalewicz), Czpak, Matusiak.

Autor artykułu: (pas)

Była szansa na remis – Widzew – Pusan 1:2 (0:1)

Monday, February 18th, 2002

Piłkarze Widzewa, przebywający na zgrupowaniu w Turcji, rozegrali drugi mecz towarzyski. Tym razem podopieczni trenera Dariusza Wdowczyka musieli uznać wyższość pierwszoligowego zespołu koreańskiego Pusan, przegrywając 1:2.

Azjatycki rywal, który w ekstraklasie Korei zajmuje 4 miejsce, był wymagającym sparingpartnerem. W drużynie z Pusan występuje czterech Brazylijczyków. Szczególnie dwóch napastników z tego kraju sprawiało wiele problemów łódzkiej defensywie.

Łodzianie w szóstej minucie mogli objąć prowadzenie. W doskonałej sytuacji znalazł się Sławomir Suchomski, ale piłka po jego silnym uderzeniu trafiła w poprzeczkę, a następnie wyszła na aut bramkowy.

Pierwsza bramka dla Pusan padła w piętnastej minucie meczu po stałym fragmencie gry. Po rzucie rożnym widzewska defensywa zostawiła bez opieki jednego z zawodników rywala. Doskoczył on do półgórnej piłki i strzałem głową pokonał Zbigniewa Robakiewicza. Przy całej akcji nie popisali się łódzcy obrońcy, którzy zapomnieli o pilnowaniu piłkarzy przeciwnej drużyny.

Chwilę później łodzianie mieli szansę na wyrównie, jednak silny strzał Marcina Morawskiego zdołał wybić na rzut rożny bramkarz Pusan.

Na początku drugiej części gry widzewiacy osiągnęli znaczną przewagę.

Wyrównanie padło w 50 minucie. Akcję zapoczątkował Tomas Żvirgżdauskas. Litwin podał do wybiegającego na prawą stronę Clementa Beauda. Kameruńczyk podciągnął kilkanaście metrów i dokładnie dośrodkował w pole karne. Widzewiacy dwukrotnie strzelali, ale za każdym razem dobrze odbijał piłkę bramkarz. Dopiero skapitulował przy strzale Marcina Zająca. W 55 minucie powinno być 2:1. Po ładnej akcji piłka trafiła do Damiana Seweryna. Widzewski pomocnik miał przed sobą tylko koreańskiego bramkarza, ale nie zdołał go pokonać. Pięć minut później znów Seweryn stanął przed szansą zdobycia gola, ale i tym razem trafił w golkipera drużyny Pusan.

Kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem drużyna Pusan znów wykonywała rzut rożny, po czym Koreańczycy zdobyli zwycięskiego gola. Na zegarze była dziewięćdziesiąta minuta meczu.

Po raz pierwszy w łódzkiej drużynie wystąpił Kazimierz Węgrzyn.

- Stoper, który przebywa u nas na testach spisał się bardzo dobrze. W jego grze widać było doświadczenie, które bardzo przyda się naszej drużynie – mówi kierownik drużyny Tadeusz Gapiński. – Po przerwie zameldował się na boisku Clemente Beaud i trzeba przyznać, że wypadł bardzo dobrze. Grał na prawej pomocy i widać, że czuje się doskonale na tej pozycji. Z tego co wiem trenerzy będą mu się nadal pilnie przyglądać i jeśli w kolejnych sparingach potwierdzi swoje umiejętności, to zapewne ma szanse zostać w Widzewie – zakończył Gapiński.

W sobotnim sparingu nie zagrał lekko kontuzjowany Paweł Sobczak.

Widzew – Pusan 1:2 (0:1). Bramka dla łodzian Zając (50).
Widzew: Robakiewicz – Brodecki, Paszulewicz (46, Morawski), Węgrzyn, Żvirgżdauskas, Rutka (46, Beaud), Chwastek (46, Gostyński), Rachwał, Seweryn – Kalu, Suchomski (46, Zając).
Kolejny sparing zaplanowany jest na dzisiejsze popołudnie. Rywalem łodzian będzie pierwszoligowa drużyna austriacka Interwetten. W środę widzewiacy zmierzą się z przedstawicielem ukraińskiej ekstraklasy Metalistem Charków.

Autor artykułu: (hof)

Sędziowie wypaczyli wynik meczu

Monday, February 18th, 2002

Wiadomo było, że mecz wyjazdowy piłkarzy ręcznych Blachy Pruszyński przeciwko Śląskowi Wrocław będzie należał do jednych z trudniejszych. Łodzianie przystąpili więc do niego w pełni zmobilizowani i skoncentrowani. I przez większą część pojedynku przewaga była po stronie gości.

W 23 minucie spotkania podopieczni trenera Ryszarda Skutnika prowadzili 10:4, aby powiększyć tę różnicę do sześciu bramek (17:11) w 44 min. Potem nastąpił zaskakujący przestój w grze łodzian, którzy zaczęli popełniać kardynalne błędy, zarówno w ataku, jak i w obronie. W tej sytuacji Śląsk po raz pierwszy doprowadził w 53 min. meczu do wyrównania (18:18). Potem co kilkadziesiąt sekund na jednobramkowe prowadzenie wychodziła to jedna to druga drużyna. W 59 min. po celnym rzucie Pawła Laskowskiego łodzianie ponownie objęli prowadzenie 22:21. Na 40 sek. przed zakończeniem meczu gospodarze doprowadzili do remisu. Wydawało się, że takim rezultatem zakończy się ta konfrontacja. Nic z tego. W 59 min. i 51 sek. sędziowie nie raczyli odgwizdać ewidentnego błędu kroków popełnionego przez zawodnika Śląska, co ułatwiło mu zdobycie zwycięskiego gola.

Sędziowie ze Szczecina – Jakub Tarczykowski i Andrzej Rajkowicz już po raz piąty „gwiżdżą” w tym sezonie mecze Śląska. I wrocławianie z tych konfrontacji zawsze wychodzili obronną ręką. Dalszy komentarz jest zbędny.

Śląsk – Blachy Pruszyński 23:22 (9:12)

Blachy: Łabuziński, Hyży – Anuszewski 6, Laskowski 4, Siemionow 3, Radosław Matyjasik 3, Michał Matyjasik 3, Batourin 2, Wróbel 1, Jędraszczyk 0.

Pozostałe wyniki: Chrobry – Olimpia 23:22 (10:12), Kolporter – Orlen 28:28 (14:12), MMTS Kwidzyń – Warszawianka 24:22 (12:10), Wybrzeże – MKS Końskie 30:18 (15:10). Metalplast – Zagłębie 21:28 (14:16).

Tabela: 1. Warszawianka 30, 2. Orlen 29, 3. Zagłębie 27, 4. Śląsk 22, 5. Kolporter 21, 6. Wybrzeże 20, 7. Metalplast 19, 8. MMTS Kwidzyń 18, 9. Blachy Pruszyński 15, 10. Olimpia 14, 11. Chrobry 9, 12. MKS Końskie 4.

Autor artykułu: (m. st.)

Handlował „kompotem”

Friday, February 15th, 2002

Aresztowano mieszkańca ul. Traktorowej, podejrzanego o produkcję, handel i posiadanie narkotyków. Był powiązany z rozbitą kilka dni temu szajką Ormian i Polaków, specjalizującą się w produkcji i handlu „polską heroiną”.

Przestępców ujęto w mieszkaniu przy ul. Niskiej. 28-letnia gospodyni była tak wycieńczona narkotykami, że od razu trafiła do szpitala. W ręce funkcjonariuszy wpadły ponadto cztery osoby, które przyszły zaopatrzyć się w „towar”.

Funkcjonariusze zarekwirowali m.in. gotowy narkotyk, ponad 20 l wywaru słomy makowej.

Autor artykułu: (em)

Policja dzieli na czworo

Friday, February 15th, 2002

Łódzka policja jest w katastrofalnej sytuacji finansowej. Komendat miejski musi oszczędzać już na wszystkim. Tym razem ograniczył wykorzystywanie kopert podczas przesyłania korespondencji. Koperty mają być dzielone jak zapałki w czasie wojny – na czworo.

Polecenie takie zostało rozesłane do wszystkich ośmiu komisariatów, sekcji oraz referatu prezydialnego KMP w Łodzi. Obowiązuje od 12 lutego br. Przytaczamy je w całości:

„W związku z brakiem kopert do pakowania poczty polecam następujące rozwiązanie jako obowiązujące w ruchu miejskim tj. między jednostkami organizacyjnymi KMP w Łodzi:

- duże koperty dwustronnie podzielić na cztery pola

- średnie koperty dwustronnie podzielić na cztery pola

- małe koperty dwustronnie podzielić na dwa pola

Wzory podziału kopert w załączeniu – także do wykorzystania.

Taki podział pozwoli duże i średnie koperty wykorzystać 8-krotnie, a małe 4-krotnie. W jednym polu powinna znajdować się pieczątka nadawcy wraz z numerem oraz nazwą adresata – Sekcji, Komisariatu, bez napisu „KMP w Łodzi”. Określenie samej Sekcji lub Komisariatu będzie jednoznaczne, że przesyłka dotyczy ruchu miejskiego i w zupełności wystarczy by trafiła do właściwego adresata. Nakazuje się stosowanie prawidłowych – aktualnych nazw jednostek organizacyjnych KMP w Łodzi. Powyższe dotyczy tylko przesyłek jawnych.

Koperty mają być otwierane ostrym narzędziem, nie powodującym strzępienia krawędzi otwarcia, co pozwoli na wielokrotne ich użycie. Przy ponownym użyciu koperty należy jednoznacznie przekreślić poprzednio użyte pole, a kopertę zakleić taśmą klejącą.”

Łódzcy policjanci sami kupują sobie długopisy, maszyny do pisania, robią zrzutki na komputery. Brakuje im druków.

Protokoły o wszczęciu czy też umorzeniu dochodzeń, protokoły przesłuchań muszą kserować. Niektórzy nie otrzymują części należnych sobie pieniędzy – równoważników za urlopy, ekwiwalentów za brak mieszkania czy też codzienną obsługę samochodów. Już dawno wprowadzono ograniczenia paliwowe.

*****

Gratulujemy pomysłu i radzimy go opatentować. Jeszcze będzie można zarobić na tym parę złotych. Być może nie będą już potrzebne kolejne oszczędności. Chociażby zatrudnienie do rozwożenia tych kopert 8-krotnego użytku gołębia pocztowego, którego utrzymanie jest znacznie tańsze od utrzymania służbowego samochodu.

Autor artykułu: (ćma)

Gotowe do zapłacenia

Friday, February 15th, 2002

Jak już informowaliśmy, rozpoczęła się wymiana blankietów opłat za energię elektryczną wystawianych klientom przez Łódzki Zakład Energetyczny.

Dotychczasowe „książeczki” zastąpią czerwone blankiety zgodne z normami Związku Banków Polskich. Część klientów martwi się jednak, że z chwilą, gdy otrzymają pierwsze czerwone rachunki z „elektrowni” będą musieli je samodzielnie wypełnić…

- Podobno ma być lepiej dla klientów, ale wypisanie tego czerwonego blankietu trwa 15 minut! Sprawdziłem osobiście – irytuje się Zdzisław Łukaszczuk, mieszkaniec Chojen.
Lucjan Beźnicki zapewnia, że to nieporozumienie.

- Odbiorcy otrzymają blankiety już wypełnione, gotowe do zapłacenia na poczcie lub w banku. Nic nie trzeba będzie wpisywać. Wszystkie niezbędne dane zostaną wydrukowane.

Każdy klient wraz z nową fakturą rozliczeniową za minione półrocze otrzyma 6 czerwonych blankietów przekazów do zapłacenia przez kolejnych 6 miesięcy.

Autor artykułu: (pij)

Lekarz nie jest funkcjonariuszem publicznym?

Tuesday, February 12th, 2002

Lada dzień może się okazać, że aresztowani w związku z „handlem zwłokami” pracownicy pogotowia opuszczą więzienne cele. Już wpłynęły zażalenia na tymczasowe aresztowania. Niewykluczone, że podejrzani w ogóle nie będą mieli przedstawionych zarzutów o korupcję.

Zgodnie z polskim prawem bowiem za przyjęcie łapówki może odpowiadać jedynie funkcjonariusz publiczny lub osoba pełniąca funkcję publiczną. Według Sądu Najwyższego szeregowy lekarz nie jest funkcjonariuszem publicznym i nie pełni też funkcji publicznej, podobnie jak dyspozytor, sanitariusz, a tym bardziej kierowca karetki pogotowia.

W aferze łódzkiego pogotowia prokuratura wykorzystała jednak pewną furtkę. W ustawie o zawodzie lekarza jest bowiem zapis (art. 44), który mówi, że lekarz pracujący w ramach pomocy doraźnej (czyli na przykład w pogotowiu ratunkowym) korzysta z ochrony należnej funkcjonariuszom publicznym. Zdaniem prokuratury jeżeli korzysta z ochrony, to może również ponosić konsekwencje jak funkcjonariusz publiczny. Także według tej samej prokuratury lekarz opłacany ze środków publicznych jest funkcjonariuszem publicznym, a więc może być oskarżony o korupcję. Czy aby na pewno?

Już dwa lata temu Sąd Okręgowy w Poznaniu zwrócił się do Sądu Najwyższego z pytaniem: „czy lekarz i pielęgniarka, których nietykalność cielesna została naruszona podczas pełnienia obowiązków służbowych, korzystają z ochrony prawnej przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznym”? SN stwierdził, że chociaż kodeks karny nie obejmuje tej kategorii zawodów wśród funkcjonariuszy publicznych, reguluje to ustawa o zawodzie lekarza oraz ustawa o zawodach pielęgniarki i położnej. Zdaniem SN lekarzom i pielęgniarkom przysługuje ochrona prawna tak jak funkcjonariuszom publicznym. Ale nie prawnokarna. Ustawy nie regulują odpowiedzialności karnej sprawcy (będącej domeną kodeksu karnego), lecz regulują uprawnienia oznaczonych osób. Naruszenie tych uprawnień ma dopiero określony wpływ na zakres odpowiedzialności karnej innych osób – sprawców przestępstwa.

W tym samym roku SN podczas rozprawy kasacyjnej stwierdził, że lekarz zatrudniony w publicznej służbie zdrowia może być uznany za funkcjonariusza publicznego jedynie wówczas, gdy swój zawód łączy z funkcjami o charakterze administracyjnym. Lekarz karetki pogotowia – kierownik zespołu reanimacyjnego nie pełnią tego rodzaju funkcji. SN stwierdził, że istotą zawodu lekarza jest szeroko pojmowane leczenie i chociaż lekarz spełnia również pewne funkcje administracyjne, np. wypisuje zwolnienia lekarskie, karty zgonów, czy skierowania na badania, to nie mają one charakteru decyzji administracyjnych, a ich wykonywanie nie nadaje lekarzowi przymiotu funkcjonariusza publicznego.

Używając takich argumentów SN oddalił kasację Naczelnego Prokuratora Wojskowego i uniewinnił lekarza pogotowia ratunkowego Dariusza Z. SN zwrócił uwagę, że Dariusz Z. nie mógł być uznany za funkcjonariusza publicznego z tej racji, że w chwili czynu był lekarzem wojskowym, a więc pełnił czynną służbę wojskową. W stacji pogotowia ratunkowego zatrudnił się na podstawie umowy o pracę, którą wykonywał w ramach swojego prywatnego czasu, a zatem między jego statusem żołnierza, a zarzucanym mu czynem nie zachodzi żaden związek przyczynowy.

Sąd Najwyższy wydał jeszcze bardziej precedensowy wyrok. Pijany lekarz pogotowia stwierdził zgon ofiary wypadku, mimo, że jeszcze żyła. Prokurator oskarżył go, że jako funkcjonariusz publiczny nie dopełnił obowiązków. Sąd Najwyższy stwierdził, że lekarz nie jest osobą publiczną.
Według tego samego sądu funkcję publiczną pełni natomiast ordynator i jego można skazać za łapówkę.

Mówi o tym uchwała wydana w ubiegłym roku przez skład siedmiu sędziów Sądu Najwyższego pod przewodnictwem samego prezesa SN.

Również Minister Sprawiedliwości Barbara Piwnik w wywiadzie radiowym stwierdziła m. in., że może się okazać, iż pracownicy łódzkiego pogotowia przyjmując łapówki nie popełnili przestępstwa. Kodeks karny dokładnie bowiem określa kogo uważa się za funkcjonariusza publicznego. Nie ma wśród tych osób ani lekarzy, ani przykładowo nauczycieli – chyba że pełnią oni funkcje kierownicze. Z podobnego założenia musiał wyjść lubelski sąd, który w ubiegłym roku umorzył postępowanie w sprawie nauczyciela, który był oskarżony o przyjmowanie łapówek za wystawianie uczniom pozytywnych ocen. Sąd stwierdził, że skoro nauczyciel nie jest wymieniony w kodeksie karnym jako funkcjonariusz publiczny, to nie można go sądzić za to, że przyjął korzyść majątkową „w związku z pełnieniem funkcji publicznej”.

Autor artykułu: (ćma)

Paszporty z psiego gardła

Tuesday, February 12th, 2002

Z roku na rok służby graniczne zatrzymują coraz więcej osób posługujących się zniszczonymi paszportami. Na przykład dwa lata temu Zarząd Kontroli Ruchu Granicznego Komendy Głównej Straży Granicznej zarejestrował 1.544 takie przypadki, a w 2001 r. aż 2.219, to jest prawie tysiąc więcej!

Niektóre dokumenty są w tak fatalnym stanie, że nie można rozszyfrować nazwiska, ani innych danych. Do łódzkiego Wydziału Paszportowego trafiały nawet dokumenty w kawałkach.

Niektórzy podróżni twierdzą, że… wyprali paszport razem ze spodniami, inni, że pogryzł je pies. Zdarzają się nawet przypadki pomazania go przez dziecko. Właściciele mocno zniszczonych paszportów są zawracani z granicy i – jeśli chcą podróżować – muszą wyrobić sobie nowy. Niestety, przy wymianie osoby uprawnione do zniżek (np. emeryci, uczniowie) tracą swoje przywileje. O ile przy wyrabianiu paszportu po raz pierwszy płacą 50 zł, o tyle za nowy, otrzymywany w zamian za zniszczony muszą zapłacić aż 300 zł. (Osoby bez zniżek za nowy dokument płacą 100 zł, za wymieniany 300 zł).

Autor artykułu: (mgro)