Archive for January, 2002

15 ton PET-ów rocznie

Friday, January 25th, 2002

Kolejnych 15 siatkowych koszy na plastikowe butelki typu „PET” stanęło na aleksandrowskich osiedlach mieszkaniowych. Teraz w mieście jest już 65 pojemników do zbiórki butelek. Mimo ich sporej liczby, szybko się zapełniają. Aleksandrowianie zaakceptowali tę formę selekcji odpadów i chętnie wrzucają „plastiki” do koszy, zamiast do kontenerów na śmieci.

- Rocznie zbieramy około 15 ton butelek – poinformowano nas w spółce PGKiM, opróżniającej kosze. – Z roku na rok do pojemników trafia ich coraz więcej. Nawet w zimie, kiedy mniej zużywa się napojów w plastikowych butelkach, niektóre kosze trzeba opróżniać co tydzień.

Butelki wybrane z koszy są przez PGKiM prasowane w zgrabne kostki. Służy do tego specjalna prasa, zakupiona przez gminę. Kostki odbiera firma z Torunia, która przerabia je na granulat polietylenowy, wykorzystywany przy ponownej produkcji butelek.

Aleksandrów nadal nie rozwiązał natomiast problemu zbiórki innych surowców wtórnych. W mieście nie ma w ogóle pojemników na makulaturę czy szkło. Mieszkańcy, od których śmieci zabiera PGKiM, wystawiają związane paczki makulatury obok pojemników. Firma zabiera je, ale by sprzedać papier, musi jeszcze do tego dopłacać. Makulaturę zbelowaną i posegregowaną odwozi do łódzkiego „Wtórpolu”. Uzyskane wpływy nie pokrywają jednak nawet kosztów transportu.
Nie ruszyła także zbiórka szkła. Jak dotąd nie udało się znaleźć firmy zainteresowanej odbiorem stłuczki.

Autor artykułu: (jaz)

Konsumenci bez rzecznika

Friday, January 25th, 2002

Jeśli łodzianin kupi buty, od których po tygodniu odpadnie podeszwa, a sklep nie chce przyjąć reklamacji – może zwrócić się o pomoc do Rzecznika Ochrony Praw Konsumenta. Takiej możliwości nie mają mieszkańcy Pabianic. Chociaż rzecznik powinien również i tam urzędować przynajmniej od roku. Tak bowiem wynika z ustawy z dn. 15. 12. 2000 r. o ochronie konkurencji i konsumentów.

Do obowiązków rzecznika należy m.in. polubowne rozstrzyganie sporów między konsumentami a sklepami lub usługodawcami czy kierowanie spraw do sądu w imieniu klientów. Niestety, pabianiczanie są w tych kwestiach zdani sami na siebie, albo muszą szukać pomocy prawnej w Łodzi. A to nie zawsze jest możliwe, choćby dlatego, że łódzki rzecznik jest finansowany z pieniędzy łódzkich podatników i nie musi pomagać mieszkańcom innych miejscowości.

- On może nawet zgodnie z prawem odmówić udzielenia im pomocy – tłumaczy Barbara Romańczak-Graca, zastępczyni dyrektora łódzkiej delegatury Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. – Spotkałam się nawet z przypadkami, kiedy rzecznicy mieli spore nieprzyjemności właśnie dlatego, że pomagali ludziom z powiatów, gdzie nie istnieje taka funkcja.

Rzecznika w Pabianicach powinna powołać Rada Powiatu. Dlaczego do tej pory tego nie zrobiła?

- Bo nie mieliśmy pieniędzy. Być może będzie jeszcze w tym półroczu. Nic więcej na ten temat nie powiem – ucina rozmowę Urszula Kraska, przewodnicząca Rady Powiatu w Pabianicach.

- Źle, że dotychczas nikt nie pełni tej funkcji – mówi Barbara Romańczak-Graca. – Tracą na tym zarówno konsumenci jak i my, bo nie wiemy o wielu naruszeniach prawa, a co za tym idzie – nie możemy pomóc. Nasz urząd nie posiada żadnej możliwości nadzoru nad powiatami, gminami i starostwami i nie może ich zmusić do powołania Rzecznika Ochrony Praw Konsumenta.

Autor artykułu: (Alp)

Sprawdzian ŁKS

Wednesday, January 23rd, 2002

Z wyjątkiem Artura Błażejewskiego, który narzeka na drobny uraz (naciągnięty jeden z mięśni) wszyscy piłkarze ŁKS są zdrowi i gotowi do gry w dzisiejszym meczu kontrolnym (godz.12) z warszawską Polonią.

Będzie to pierwszy, bardzo poważny, sprawdzian dla młodej drużyny z al. Unii, szczególnie dla tych piłkarzy, którzy zaledwie przed kilku tygodniami przywdziali barwy ŁKS. Polonia, z której szeregów ubyło kilku znanych zawodników, zastąpiła ich młodszymi, ale ponoć wartościowymi piłkarzami. Zasadniczy trzon stołecznej drużyny pozostał jednak bez zmian, a więc należy oczekiwać, że „Czarne Koszule” nadal zaliczać się będą do ścisłej czołówki krajowej.

Dzisiejszy sprawdzian między ŁKS i Polonią zapowiada się więc bardzo ciekawie. Łódzkim szkoleniowcom pozwoli on na bliższe rozpoznanie wartości poszczególnych piłkarzy, a tym samym optymalne zestawienie drużyny na mecze o ligowe punkty.

Już w najbliższą sobotę czeka piłkarzy ŁKS kolejny sparring. Właściwie dwa: o godz.11 z SMS Eneregtyk (V liga) i o godz.13 z liderem IV ligi Stalą Głowno.

Autor artykułu: (m. st.)

Łódź będzie stolicą boksu

Wednesday, January 23rd, 2002

Sympatycy pięściarstwa w naszym mieście jeszcze wspominają kapitalną galę boksu zawodowego, która w ub. roku odbyła się w Łodzi, a już niebawem będą mieli kolejne i częste okazje do emocjonowania się walkami najlepszych bokserów.

- Co czeka łódzkich kibiców boksu?

Krzysztof Syrowy, prezes SSA Start: – Mamy wiele planów dotyczących organizacji gal bokserskich w Łodzi. Start Promotions będzie współorganizatorem ośmiu tegorocznych gal w różnych miastach kraju, w tym także w Łodzi. U nas powstaje specjalistyczna grupa organizująca bokserskie spektakle wespół z Knockout Promotions i Polskim Związkiem Bokserskim. Jesteśmy bardzo blisko, by w naszym mieście istniał centralny ośrodek boksu.

- Czy oglądać będziemy w Łodzi tylko polskich pięściarzy, czy także obcokrajowców?

- W Łodzi organizować będziemy mecze międzypaństwowe, a zatem wielkich bokserów z zagranicy brakować nie będzie.

- Co zamierzacie robić w kierunku popularyzacji boksu w Łodzi?

- Już dziś przyjmujemy wszystkich chętnych do kilku sekcji bokserskich i kickboxingu w SSA Start. Na zgłoszenia czekamy pod nr tel. 611-67-45. Tworzymy sekcje początkujących, kadetów, juniorów, seniorów i oldbojów. Zapraszamy wszystkich. Pod okiem wyspecjalizowanej kadry szkoleniowej na czele z trenerem Stanisławem Pisarkiem każdy będzie mógł u nas uczyć się walczyć. Kończymy montaż ringu na naszych obiektach przy ul. Teresy.

- Czy będziecie zapraszać do Łodzi najsłynniejszych bokserów świata?

- Oczywiście. Zdobyliśmy już wiele doświadczeń. Nie będę wymieniał nazwisk, ale walki wielkich pięściarzy w Łodzi są pieczołowicie przygotowywane.

Autor artykułu: (dk)

Lodowe „bomby” spadły na auto – w Zgierzu o włos od tragedii

Wednesday, January 23rd, 2002

Chwile grozy przeżyli młodzi rodzice z ul. Łąkowej w Zgierzu, którzy wraz z 2-miesięczną córeczką wybrali się wczoraj na szczepienie do przychodni lekarskiej.

- Zrezygnowaliśmy z jazdy, bo kilkakrotne próby uruchomienia silnika zakończyły się niepowodzeniem – opowiada roztrzęsiona Dorota Dziamara. – Wysiadłam z samochodu, trzymając dziecko na ręce, a mąż w tym czasie wyjmował wózek z bagażnika. Nagle usłyszeliśmy huk – na nasz samochód z dachu 4-piętrowego budynku spadła ogromna bryła lodu. Znieruchomieliśmy i to – być może – uratowało nas od nieszczęścia. Za chwilę bowiem z dachu poleciały kolejne dwie „bomby” lodowe.

Na szczęście, rodzicom ani dziecku nic się nie stało. Ucierpiało za to ich renault safrane. Auto ma wgnieciony dach i wybitą tylną szybę.

Więcej o całej sprawie napiszemy w sobotnim dodatku „Bliżej Ciebie” dla powiatu zgierskiego.

Autor artykułu: (dj)

Maturzyści płacą więcej za zabawę szkolną niż za bal w restauracji

Monday, January 21st, 2002

Aż 150 złotych od osoby zapłacili maturzyści IV Liceum Ogólnokształcącego za studniówkę, na której bawili się w minioną sobotę. Para musiała wydać na tę przyjemność 230 zł! Oczywiście są w Łodzi szkoły, w których licealiści płacą jeszcze więcej. W I LO składali się po 170 zł. Tyle, że oni mają studniówkę w restauracji „Malinowa”. Tymczasem IV LO bawiło się w auli własnej szkoły.

Nie jest tajemnicą, że w liceum nr IV uczą się dzieci łódzkiej elity. Dla wielu rodziców 150 zł to żadne obciążenie. Stać ich, by dziecko jeździło własnym samochodem, trenowało tenisa i jazdę konną. Ale wśród uczniów jest również młodzież z biednych rodzin…

- Organizuje się studniówkę w szkole, żeby było tanio – żalą się mniej zamożni rodzice młodzieży z IV LO. – U nas było odwrotnie. Prawie wszystko robiliśmy sami. Nawet ochroną zajmowali się ojcowie uczniów.
Dyrektor liceum, Katarzyna Felde nie ukrywa, że słyszała o narzekaniach.

- Nikt jednak nie przyszedł do mnie i nie powiedział otwarcie o co chodzi. Wiem o tym na zasadzie plotek. Słyszałam o skargach, że w innych szkołach jest taniej – mówi Katarzyna Felde.

Dodaje przy tym, iż sprawy finansowe studniówki nie bardzo ją interesują. Zawsze bowiem zajmują się wszystkim rodzice. Wobec tego, nie zna nawet dokładnie cen. Nie sprawdza także rachunków po studniówce. Choć – jak sama przyznaje – organizatorzy nie zawsze są oszczędni. W ubiegłym roku okazało się, że po imprezie zabrakło na śniadania maturalne. Jeden z ojców zdenerwował się i wyłożył z własnej kieszeni brakujące pieniądze.

Czy pretensje mniej zamożnych rodziców maturzystów z „czwórki” są uzasadnione? Aby to sprawdzić, porównaliśmy studniówkowe składki w innych szkołach.

120 zł od osoby płacili uczniowie klas maturalnych XXXII LO na Widzewie. Tam w budynku szkoły bawiło się aż 400 osób, w tym niemal wszyscy nauczyciele liceum oraz ich osoby towarzyszące, za których płacili uczniowie. Sama dekoracja kosztowała ponad 2 tys zł. Pieniędzy ze składek wystarczyło, by zamówić jedzenie w znanej firmie catteringowej (65 zł od osoby). Były 3 ciepłe dania i przystawki. Gości obsługiwali kelnerzy. W kilku miejscach ustawione były minibarki, a w nich stoły uginały się od tortów, ciast i owoców. Kawą i herbatą można się było raczyć do woli. Do tańca przygrywała wynajęta orkiestra.
To jednak nie wszystko. Wynajęto również prywatną firmę ochroniarską. Mimo to, pieniędzy zostało tyle, że wystarczy na maturalne śniadanie dla ok. 200 uczniów i kwiaty dla nauczycieli.

W IX LO czwartoklasiści płacili po 130 zł, a więc o 20 zł mniej niż w „czwórce”. Zaproszenie osoby towarzyszącej kosztowało 90 zł. Tutaj też w cenę wliczono koszt śniadania maturalnego. Prowadzenie imprezy (podobnie jak w IV LO) powierzono radiowemu discdżokejowi.

- Staraliśmy się zrobić wszystko, żeby było jak najtaniej – tłumaczy dyrektor liceum, Andrzej Kolasiński. – Dlatego na przykład o przygotowanie posiłków poprosiliśmy technikum gastronomiczne z ul. Sienkiewicza.

Również po 130 zł składali się uczniowie III LO. Tradycyjnie będą się bawić we własnej szkole.

- Będzie orkiestra, trzeba kupić materiały na dekorację, wypożyczyć stroje dla uczniów przygotowujących program artystyczny – dyrektor Marek Kaczorowski wylicza, na co oprócz jedzenia trzeba wydać pieniądze. – Musi też wystarczyć na śniadanie podczas matury i pastę do czyszczenia połóg po imprezie.

Może być jeszcze taniej. W minioną sobotę bal organizowało XLVI LO z ul. Żeromskiego. 500 osób szalało na parkiecie sali dawnej wytwórni filmów przy ul. Łąkowej. Uczniowie płacili po 100 zł od osoby! Jedzenia było tyle, że jeszcze zostało, a do tańca przygrywała orkiestra.

- Dla wielu nawet 100 zł to duży wydatek – mówi Jan Stupak, dyrektor XLVI LO. – Trzeba przecież jeszcze kupić garnitur, sukienkę… Żeby odciążyć uczniów, w tym roku niewielu było zaproszonych nauczycieli. W dodatku, jeśli któryś z nich chciał przyjść z żoną lub narzeczoną, musiał zapłacić za nią z własnej kieszeni.

Autor artykułu: (iwo)

Jak żyć bez zębów? – W Łodzi na protezę trzeba czekać 3 lata!

Monday, January 21st, 2002

Trzy lata muszą czekać pacjenci, którzy chcieliby wykonać protezę zębową w poradni przy ul. Tatrzańskiej! Jak obywać się bez zębów przez tak długi czas?

Łucja Przycka w czasie wizyty w Przychodni Stomatologicznej przy ulicy Tatrzańskiej usłyszała, że w sprawie protezy powinna zgłosić się dopiero 5 marca 2005 roku.
Stomatolog doradził też, aby skontaktowała się z poradnią jeszcze rok przed tym terminem, „bo może ktoś się wykruszy”.

- Dobrze, że wciąż pracuję i mogę odłożyć trochę pieniędzy – konstatuje pani Łucja.

Na razie jest listonoszką, ale za półtora roku ma przejść na emeryturę.

– Tyle, że już 3 lata temu, nie oglądając się na ubezpieczalnię, zrobiłam sobie protezę prywatnie. Pani doktor zachwalała, że to włoska porcelana, kosztowało to cudo 850 zł, ale cóż – w ogóle nie mogę jej nosić. Lekarka przypuszcza, że to z powodu uczulenia. Dlatego teraz tak zależy mi na „państwowych” zębach. Boję się znowu wydać pieniądze na coś, co może okazać się nieprzydatne. A proteza jest mi naprawdę bardzo potrzebna, ponieważ mam chorobę wrzodową.

Protezy zębowe są bolesnym problemem wielu starszych łodzian. Nie każdego stać na odłożenie z renty czy emerytury kilkuset czy ponad tysiąca złotych. Akrylanowa proteza refundowana przez kasę chorych przysługuje raz na 5 lat. Pozostaje długie czekanie w kolejce i płynna dieta…

- Zapobiegliwi zapisują się kilka lat wcześniej – przyznaje Dariusz Rożewski, kierownik Przychodni Stomatologicznej przy ul. Tatrzańskiej. – Ale nie jest wcale regułą, że trzeba czekać latami. Ja na przykład zapisuję swoich pacjentów na październik 2002. Niektóre osoby otrzymują protezy poza kolejnością, np. chorzy po wylewach. Do pacjentów, którzy nie wstają z łóżka, chodzimy na wizyty domowe – dla nich wykonuje się protezy poza kolejnością. Zdarzało się też, że ktoś rezygnował z usług naszej przychodni, bo znalazł placówkę , w której obiecano mu oprotezowanie w krótszym terminie.

Przychodnia przy ul. Tatrzańskiej, podobnie jak inne placówki publicznej służby zdrowia, ma wieloletnią tradycję i jest znana, szczególnie starszym pacjentom. Kasa chorych podpisuje także umowy z niepublicznymi poradniami stomatologicznymi, gdzie przy odrobinie szczęścia można uzyskać protezę szybciej. Kolejki tworzą się jednak nie tylko dlatego, że dużo pacjentów potrzebuje protez. Przyczyną są też umowy z kasą chorych, ograniczające możliwości poradni.

- W tym roku rozszerzono zakres świadczeń stomatologicznych, jakie finansuje kasa chorych – przyznaje Zbigniew Solarz, rzecznik Łódzkiej Regionalnej Kasy Chorych. – Płacimy nie tylko za podstawowe usługi, ale również za dodatkowe leczenie młodzieży i kobiet w ciąży. Zwiększone obciążenie finansowe miało być pokryte przez większą składkę na ubezpieczenie. Niestety, składka nie wzrosła, czyli pieniędzy mamy tyle samo, co w ubiegłym roku, a zobowiązań – więcej.

Co kasa chorych radzi pacjentom w tej sytuacji?
Szukać stomatologa, u którego kolejka jest krótsza. Pacjent ma wolny wybór lekarza, a listy placówek, które podpisały umowę z ubezpieczalnią są dostępne w biurach ŁRKCh. Umowy z kasą zawarło w tym roku kilkaset gabinetów i poradni stomatologicznych. Ich adresy można uzyskać m.in. pod numerem informacji ŁRKCh 94-88.

Jednak pacjenci i sami lekarze twierdzą, że sytuacja nie jest tak różowa jak się kasie wydaje. Po pierwsze – nie wszystkie gabinety stomatologiczne świadczą usługi protetyczne. Po drugie – tam też trzeba czekać!

Autor artykułu: (ag)

Podejrzanych wciąż przybywa…

Saturday, January 19th, 2002

Afera korupcyjna, w którą zamieszani są: były prezydent Łodzi Marek Czekalski i członek zarządu miasta Paweł Pawlak, zatacza coraz szersze kręgi.

W najbliższym czasie wezwań na przesłuchania może się spodziewać kilku łódzkich biznesmenów, polityków, prawników oraz obecnych i byłych wysokich urzędników z magistratu oraz urzędu wojewódzkiego.

Śledztwo w sprawie korupcji w zarządzie miasta, którym rządzili Marek Czekalski i Paweł Pawlak radomska prokuratura wszczęła w marcu 2001 roku na zlecenie Prokuratury Krajowej. Pierwszą zatrzymaną i przesłuchaną osobą w sprawie był łódzki lekarz (a nie jak podawały wszystkie media warszawski biznesmen) Maciej Sz., którego żona prowadzi w Łodzi sieć sklepów z markową odzieżą dżinsową.

Później zatrzymano Czekalskiego, Pawlaka i adwokata Adama M. Pierwszy z nich to były prezydent Łodzi, a ostatnio, przed aresztowaniem wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi. Drugi był kiedyś członkiem zarządu miasta, teraz jest radnym miejskim. Adam M., natomiast to młody zdolny prawnik, który szybko doszedł do dużych pieniędzy. Był wyróżniającym się studentem, a później pracował w kancelarii prawnej żony znanego łódzkiego polityka. Był też współwłaścicielem, razem z Maciejem Sz. i Henrykiem O., łódzkiej spółki „Integro”, która powstała w 1997 roku. Miała się ona zajmować świadczeniem usług prawnych na rzecz „Centrum M1” w zakresie wynajmowania pomieszczeń. Według prokuratury była tylko „przykrywką” dla operacji finansowych prowadzonych przez Czekalskiego i Pawlaka. Właściciele spółki powoływali się na wpływy w organach samorządowych i oferowali pośrednictwo w załatwianiu spraw administracyjnych. Jak wynika z zabezpieczonych dokumentów, w 1998 r. na konto spółki wpłynęło 600 tysięcy zł. Pieniądze wpłaciła niemiecka firma. I były to właściwie jedyne obroty jakie „Integro” wykazywało.

Pieniądze dla prezydenta

Czekalski jest podejrzany o przyjęcie łapówki w wysokości co najmniej 450 tys. zł, Pawlakowi zarzucono przyjęcie dwóch łapówek 450 tys. zł i 200 tys. zł. Adam M., który pośredniczył w transakcjach między Niemcami, a byłymi prezydentami będzie odpowiadał za tzw. płatną protekcję.

Po kilkudniowym pobycie w areszcie cała trójka wyszła na wolność za poręczeniami majątkowymi i osobistymi. Wobec Macieja Sz., który według policji otrzymał 150 tys. zł, od razu zastosowano dozór policji i poręczenie majątkowe.

Natomiast trzeci ze wspólników „Integro”, a zarazem nieoficjalny pełnomocnik prezydenta Łodzi ds. inwestycji zagranicznych i promocji miasta Henryk O. został zatrzymany dopiero 4 października ubiegłego roku kiedy próbował wyjechać z kraju. Prokuratura zarzuciła mu powoływanie się na wpływy w łódzkim magistracie, pośrednictwo w załatwieniu zezwolenia na budowę hipermarketu i przyjęcie korzyści majątkowej w wysokości 600 tys. zł. Po kilku dniach spędzonych w areszcie on również wyszedł na wolność za poręczeniem majątkowym.

Sam się zgłosił

Inaczej było kilka dni temu z Rudolfem S., szefem warszawskiej spółki „Inter Commerce”. Stawił się na wezwanie sam. Prokuratura Okręgowa w Radomiu przedstawiła mu zarzut wręczenia 200 tys. zł łapówki jednemu z członków zarządu miasta Łodzi. Miał tego dokonać w 1998 roku za pośrednictwem spółki „Integro”. Pieniądze te miały pomóc w wybudowaniu przy ul. Zgierskiej hipermarketu „Carrefour”. Market nie powstał jednak do dziś. Rudolf S. nie przyznał się do zarzutu. Za poręczeniem majątkowym i osobistym zwolniono go do domu.

Spółka Rudolfa S. „Inter Commerce”, specjalizuje się w wyposażaniu powierzchni handlowych, prowadzi usługi poligraficzne, developerskie, produkuje meble sklepowe. Od 1997 roku jest wyłącznym importerem kamieni szlachetnych z Afganistanu.

Nie dostali, to się wycofali

Dwa lata temu spółka ta była przez krótki czas sponsorem łódzkiego żużla. Podpisała umowę sponsorską w marcu 2000 roku i zobowiązała się, że przekaże na ten sport 300 tys. zł, a jak współpraca będzie się układała, to dorzuci jeszcze 700 tys. zł. Współpraca się nie ułożyła. „Inter Commerce” nie otrzymała od urzędu miasta terenów w okolicach Stawów Jana pod budownictwo mieszkaniowe i wycofała się ze sponsoringu. Nie wpłaciła już ostatniej raty z umówionej kwoty – 26 tys. zł. O 700 tys. zł w ogóle zapomniano.

O Rudolfie S. było głośno również w grudniu za sprawą Andrzeja Leppera, który z trybuny sejmowej oskarżał polityków o korupcję i powiązania z mafią. W „Inter Commerce” pracował przez pewien czas (był kierownikiem oddziału na Warmii i Mazurach) koronny świadek (ostatnio aresztowany) Andrzeja Leppera – Bogdan G. To właśnie on oskarżał Rudolfa S. m. in. o to, że ten wręczył 300 tys. zł łapówki marszałkowi województwa warmińsko-mazurskiego.
W 1996 roku „Inter Commerce” upatrzył sobie również teren pod budowę hipermarketu przy ul. Traktorowej w Łodzi.

Pech chciał, że wcześniej wykupili go Niemcy z firmy „Metro AG” (ci sami co mają „Centrum M1” przy ul. Brzezińskiej). Rudolfowi S. tak bardzo zależało na tym terenie, że rada miejska przez dwa lata nie chciała zmienić planu zagospodarowania przestrzennego dla Niemców. W końcu zmieniła, podobnie jak plany terenów przy ul. Brzezińskiej, a Rudolf S. zrezygnował ze starań.

Kto jeszcze?

Prokuratura w Radomiu już dwukrotnie przedłużała śledztwo w sprawie Czekalskiego i Pawlaka. Ostatnio do 19 lutego. Gdy spytaliśmy Elżbietę Tarkę, naczelnika wydziału do spraw przestępczości zorganizowanej, czy w lutym można się spodziewać aktu oskarżenia w tej sprawie, nie potrafiła nam odpowiedzieć.

- Jeszcze w grudniu nie wiedziałam nic o Rudolfie S., a teraz nie mogę przewidzieć co może się zdarzyć do 19 lutego – powiedziała Elżbieta Tarka.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w kręgu zainteresowania prokuratury znajduje się jeszcze wiele osób z łódzkiego establishmentu.

Autor artykułu: (ćma)

Szeroka kadra zespołu ŁKS

Thursday, January 17th, 2002

Piłkarze ŁKS trenują dwa razy dziennie pod kierunkiem trenera Dariusza Wójtowicza. Wczoraj pierwszy trening zaliczyli w terenie, drugi na sztucznym boisku SMS.

Dariusz Wójtowicz (trener ŁKS) – W związku z tym, że mamy możliwość gry na boisku, skorzystaliśmy z okazji i dzisiaj przeprowadziliśmy pierwsze zajęcia taktyczne. Rano mieliśmy trudne zajęcia w terenie, a więc popołudniowy trening poświęcić mogliśmy na typowo piłkarskie elementy.

- Zadowolony jest pan z pewnością z przyjazdu do ŁKS braci Brożków.

- Na pewno, bo są to bardzo utalentowani chłopcy. Trudno jest jeszcze powiedzieć jak zaaklimatyzują się w nowym mieście i w jakim stopniu pomogą drużynie ŁKS, ale potencjał tych zawodników jest ogromny. Rozszerzył nam się skład o dwóch dobrych zawodników, którzy zwiększą rywalizację o miejsce w drużynie. Im więcej dobrych zawodników, tym łatwiej przebrnąć przez kłopoty wynikające choćby z powodu kontuzji, czy absencji za żółte czy też czerwone kartki.

- Miał pan duży udział w sprowadzeniu tych piłkarzy?

- Ja bym nie uzurpował sobie prawa do stwierdzenia, że wyłącznie dzięki mnie Brożkowie przyjechali do ŁKS. Na pewno moja osoba, znana jest wśród działaczy Wisły, którzy wiedzą pod czyją szkoleniową opiekę oddają swoich utalentowanych piłkarzy. Jakiś to wpływ miało, choć nie decydujący. Podobnie było w przypadku Karola Wójcika, którego dyrektor sportowy Mirek Dawidowski nie znał wcześniej, a ja go do tego zawodnika przekonałem. Natomiast Zawadzkiego obaj dobrze znaliśmy i byliśmy przekonani, że będzie przydatny w zespole ŁKS.

- Czy miał pan dziś na treningu innych nowych zawodników?

- Nie, nadal trenują z nami tylko Piotr Bibułek i Michał Gruszczyński. Nie gramy teraz meczów kontrolnych, a więc musi trochę treningów upłynąć zanim określimy przydatność tych zawodników do naszej drużyny. Musimy być w stu procentach pewni czy podejmiemy dobrą decyzję.

- Czy dużo jeszcze brakuje do skompletowania kadry zespołu?

- Mamy już wystarczającą liczbę zawodników, mamy już ich 26. Kadra jest więc szeroka. Chciałbym część młodych graczy zastąpić bardziej doświadczonymi, ale ze względu na określone finansowe możliwości klubu może być to niemożliwe. Cieszę się więc z tego, że mam szeroką kadrę takich zawodników jakich mam.

- Wydaje się jednak, że bez doświadczonych zawodników, rutynowanego reżysera gry, będą mniejsze szanse na sukces drużyny?

- Nie uważam, że nie mamy doświadczonych zawodników. Został w naszej drużynie Rafał Dopierała, jest Eddy Dombraye, który grał już w pierwszej lidze, a więc są to piłkarze, którzy mogą poprowadzić grę. Poza tym obecnie gra jest bardzo kolektywna i każdy ma swoje zadanie do wykonania na boisku. Jeżeli wsyscy zrozumieją na czym ich zadanie polega i wszytkie klocki się odpowiednio poustawia, to powinno być dobrze.

Autor artykułu: (mm)

Życie po… śmierci klinicznej

Thursday, January 17th, 2002

- Jaka jest aktualnie sytuacja ŁKS?

Prezes klubu – Roman Stępień: W zeszłym roku przeżyliśmy z ŁKS śmierć kliniczną. Ale potrafiliśmy sami się reanimować. I sądzę, że tak źle już nie będzie, a wręcz przeciwnie będzie lepiej. Nie jest łatwo, wręcz nadal jest bardzo ciężko, ale sądzę, że mamy tylu przyjaciół, ludzi, którzy nam pomagają, że będzie szło ku lepszemu.

- Jednak zaczynacie sportową działalność roku 2002 od… braku pieniędzy Co zatem będzie dalej?

- Nie ma klubu w Polsce, który by na początku roku nie przeżywał okresowych trudności finansowych. Wiadomo, że nie mamy żadnego strategicznego sponsora. Przełom roku jest dla wszystkich bardzo trudny. Wiele przedsiębiorstw i instytucji, które nas wspierają, muszą zamknąć finansowo rok i go otworzyć. Popłacić swoje świadczenia i zobowiązania, żeby pomyśleć o przekazaniu choćby złotówki na rzez klubu. Każdego, kto zechce przyjść nam z pomocą, przyjmiemy z otwartymi rękami!

- Mimo braku kasy, sportowa działalność nie zamiera, ba w futbolu potraficie pozyskać nowych graczy.

- To najlepszy dowód na to, że jesteśmy wiarygodnym kontrahentem, z którym warto współpracować.

- Piłkarze, którzy nie otrzymali swoich pieniędzy, myśleli o strajku?

- Ale dogadujemy się z nimi i sądzę, że się dogadamy. Potrafiliśmy wcześniej to zrobić. Nawet w znacznie gorszej sytuacji. Gdy tylko będziemy dysponować gotówką, natychmiast uregulujemy wszystkie zobowiązania.

- A czy miasto nie może wam pomóc?

- Miasto, a zwłaszcza osobiście prezydent Panas, bardzo nam pomaga w tym, żeby utrzymć przy życiu sekcje siatkówki i koszykówki. Sądzę, że dzięki jego staraniom one nadal będą mogły funkcjonować. Takiej przychylności ze strony najwyższych władz miasta dla ŁKS dawno nie było.

- A kto pomoże piłce?

- Sądzę, że sobie damy radę. Jest to tylko kwestią czasu. Myślimy, żeby jednka pchnąć Radka Matusiaka do Belgii i zyskać trochę pieniędzy, ale w pierwszym momencie nam Lubański przyblokował całą sprawę.

- Weszliście na jego teren menedżerskiego działania i się w ten sposób odpłacił pięknym za nadobne.

- Ale my chcieliśmy z nim postępować lojalnie. Nie podpisaliśmy żadnej umowy, ale rok temu przedstawiliśmy mu listę naszych zawodników. On mówił, że pomoże. I przez rok nic nie zrobił. Musieliśmy postawić na kogoś innego.

- Czy macie podpisane menedżerskie umowy?

- Tak, z menedżerami z licencją FIFA: Nowakowskim, Profusem, Popovicem i oni mają szukać dobrych klubów dla naszych najzdolniejszych graczy. Jeden dobry transfer do zachodniego klubu pozwoliby nam na spokojne funkcjonowanie przynajmniej przez rok.

- Orlen chciał pozyskać Adriana Napierałę.

- Nie będziemy jednak oddawali zawodników za przysłowiową czapkę gruszek. Orlen gotów był zapłacić za Napierałę 400 tys. zł, płatne na dodatek w czterech ratach. To śmiesznie niska propozycja. Jasne, te pieniądze pozwoliby pospłacać nasze długi i jeszcze by zostało, ale nikt nas nie będzie wykorzystywać, gdy znaleźliśmy się pod ścianą. Wolimy cieprieć, ale przeżyjemy i poczekamy na znacznie bardziej atrakcyjną ofertę dla Adriana.

- Jak będzie wyglądała polityka transferowa w zespole?

– Uważam, że mamy szeroką i wyrównaną kadrę zawodników. Dla przykładu do gry w środku II linii kandyduje dziś… nawet dziewięciu zawodników. A tam są trzy, najwyżej cztery pozycje do obsadzenia. Jeśli ktoś będzie chciał odejść do innego klubu, my nie będziemy robili z tego problemu. Musi jednak to być uczciwa oferta transferowa. Nasza piłkarska polityka jest bardzo przejrzysta – stawiamy na ambitnych ludzi, którzy najpierw mówią, że chcą grać, chcą się wypromować, a potem rozmawiają o pieniądzach.

Autor artykułu: (pas)