„Człowiek miesiąca” to akcja mająca na celu promowanie ludzi, którzy nie przechodzą obojętnie, gdy na ich oczach komuś dzieje się krzywda. Co miesiąc na cześć każdego z nich wydawana jest uroczysta kolacja.
Funduje ją jeden z najsłynniejszych łódzkich restauratorów Grzegorz Zieliński w lokalu przy ul. Piotrkowskiej 97. W sobotę nasi laureaci otrzymali od organizatorów akcji: „Expressu Ilustrowanego”, TV Toya i Radia „Eska” mosiężne tabliczki z wyrytym swoim nazwiskiem.
Na balu, który odbył się w restauracji „Green’ski” przy ul. Kilińskiego 59/63 obecni byli nie tylko bohaterzy wraz z żonami, ale także wojewoda Krzysztof Makowski, komendant wojewódzki policji Jacek Staniecki, komendant straży pożarnej Kazimierz Szlendak, komendant miejski policji Wojciech Wulkiewicz.
Zdarzenia, w jakich wzięli udział nasi bohaterowie miały miejsce w roku 2001 r. W wielu przypadkach odbyły się już procesy bandytów złapanych przez naszych laureatów. Podczas sobotniej uroczystości goście nie kryli goryczy z powodu bezradności polskiego prawa. Paweł Krajewski, który w marcu ubiegłego roku złapał złodzieja, wziął do tej pory udział w dwóch rozprawach sądowych. Pan Paweł złapał mężczyznę, który ukradł kobiecie torebkę. Bandyta był szczególnie niebezpieczny: grasował w okolicy od wielu miesięcy, napadał na starsze kobiety, opornym łamał ręce. Przestępstw dokonywał, będąc na tzw. niepowrocie z zakładu karnego.
- Cały mój trud poszedł na marne – żalił się w sobotę Paweł Krajewski. – Jedna z rozpraw w ogóle się nie odbyła, bo oskarżony nie stawił się do sądu, a nikt nie wiedział gdzie on jest: ani policja i służba więzienna, ani prokurator z adwokatem…
Smutna była też Jadwiga Osieja, która wraz z sąsiadem Januszem Matusiakiem, przyczyniła się do złapania dwóch sprawczyń napadu na listonosza.
- Byłam na rozprawie i przyglądałam się oskarżonym. Starsza z nich przez cały przewód sądowy uśmiechała się lekceważąco pod nosem – opowiadała.
Jeden z wrześniowych bohaterów – Mirosław Michalski, który wspólnie z Robertem Borzyńskim, strażnikiem miejskim z Pabianic, złapał pijanego kierowcę (spowodował wypadek i usiłował zbiec) dwa miesiące później znów musiał interweniować.
- Przegonił dwóch młodocianych bandytów, którzy włamywali się do schowka w bloku – relacjonowała Małgorzata Grabowska, narzeczona łódzkiego bohatera. – Obaj byli pijani i wymachiwali „tulipanem” (rozbitą butelką z ostrymi krawędziami).
Żony i narzeczone łódzkich bohaterów nie kryły dumy ze swoich mężczyzn.
- Kiedy dowiedziałam się o tym, co zrobił Mirek wcale mnie to nie zdziwiło. Takie postępowanie bardzo do niego pasuje. On zawsze pomaga ludziom – mówiła o Mirosławie Michalskim Małgorzata Grabowska.
Najmłodszy z bohaterów, 19-letni uczeń Krzysztof Włodarczyk (złapał złodzieja, który wyrwał torebkę wracającej z kościoła kobiecie) swój dyplom „Człowieka miesiąca” zostawił w szkole na prośbę pani dyrektor.
- Wisi w korytarzu, żeby dawał przykład innym uczniom. Kiedy jednak skończę naukę, to go zabiorę – obiecywał.
Dyplom Pawła Krajewskiego wisi w pokoju na centralnym miejscu, podobnie jak Janusza Matusiaka.
- Cieszę się, że to co zrobiłem, zostało docenione. Statuetkę, którą dostałem na sobotnim balu powieszę w przedpokoju, żeby widział ją każdy, kto przekroczy próg mojego domu – powiedział J. Matusiak.
Anna Wulkiewicz, żona komendanta miejskiego policji Wojciecha Wulkiewicza, była wzruszona:
- Bardzo przeżywam, gdy widzę poszkodowanych ludzi starszych i dzieci. Oni są najbardziej bezradni i im powinno się pomagać przede wszystkim, dlatego cieszę się, że czyny tych, którzy nie są obojętni na los innych nie idą w zapomnienie, a sami bohaterowie są honorowani. Mam nadzieję, że w ich ślady będzie szło coraz więcej osób.
Komendant wojewódzki policji Jacek Staniecki zapowiedział, że co miesiąc będzie osobiście gratulował wszystkim naszym „zwyczajnym niezwyczajnym”, którzy otrzymają od „Expressu”, Tv Toya i Radia „Eska” dyplom „Człowieka miesiąca”. Stróże prawa są przekonani, że przy współpracy całego społeczeństwa łatwiej będzie im wyeliminować zło.
Bohaterowie roku 2001 bawili się doskonale. Zjedli wykwintną kolację, na którą składały się m.in.: zupa cytrynowa, zapiekane w szynce szparagi, wspaniały, śmietankowy tort. Przez cały czas gościom towarzyszyła nastrojowa muzyka.
Niestety na balu nie zjawił się policjant z Aleksandrowa Adam Szwugier (wyniósł na plecach z płonącego budynku niepełnosprawnego człowieka). Nagrodę w jego imieniu odebrał komendant Jacek Staniecki.
W lutym rozpoczynamy kolejną, trzecią już edycję „Człowieka miesiąca”. Naszym pierwszym gościem będzie 80-letni Wacław Kuna, który w tramwaju linii „11” złapał kieszonkowca – młodego, sprawnego mężczyznę…
Autor artykułu: Magdalena Grochowalska