Widzew – RKS Radomsko 2:2 (2:1)
0:1 – Jóźwiak (9), 1:1 – Zając (26), 2:1 – Bogusz (43), 2:2 – Folc (57).
Żółte kartki: Chańko, Morawski (Widzew), Lewandowski, Jóźwiak, Leszczyński (RKS). Czerwona kartka: Morawski. Sędziował Marek Mikołajewski (Ciechanów). Widzów 4000.
NOTY W RANKINGU ZŁOTE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”
Widzew: Piekutowski 4 – Rutka 5, Urbaniak 5, Bogusz 5, Chańko 5 – Wiechowski 3 (59, Michalczuk 2), Morawski 5, Rachwał 5, Gula 5 – Zając 6 (67, Dubicki 1), Suchomski 3 (46, Kalu 4).
RKS Radomsko: Wyparło 4 – Lewandowski 5, Julcimar 5, Prokop 5, Wódkiewicz 2 (46, Nowak 3) – Jóźwiak 6, Trzeciak 5 (89, Myśliński 0), Leszczyński 6, Dziuba 3 (46, Folc 5) – Kowalczyk 6, Sypniewski 6.
Pierwsze w historii ekstraklasy piłkarskie derby województwa łódzkiego Widzew – RKS Fameg Radomsko zakończyły się remisem. Z takiego rezultatu nie byli zadowoleni goście, którzy stworzyli więcej groźnych sytuacji strzeleckich i przy lepszej skuteczności mogli wyjechać z Łodzi w glorii zwycięzców.
Powodów do radości nie miał również trener Widzewa Dariusz Wdowczyk. Jego podopieczni nie wywalczyli trzech punktów i nadal musi cierpliwie czekać na pierwsze ligowe zwycięstwo.
Mecz w grupie drużyn walczących o utrzymanie się w ekstraklasie był emocjonujący, ale nie stał na najwyższym poziomie. Ambicji piłkarzom obydwu zespołów nie można odmówić, ale zbyt często brakowało dokładności i futbolowej wirtuozerii. Bez wątpienia słowa uznania należą się beniaminkowi, który bez zbędnego respektu podszedł do walki z łódzkim rywalem. Widać, że nazwa Widzew na nikogo już zbyt nie działa i nawet ligowi nowicjusze widzą szansę wywalczenia punktów na stadionie przy al. Piłsudskiego.
Dość niespodziewanie w pierwszych dwudziestu minutach na boisku dominowali goście. RKS znacznie lepiej prezentował się od Widzewa. Już w trzeciej minucie RKS miał okazję do zdobycia gola. Z prawej strony boiska dośrodkowywał Andrzej Dziuba. Dokładnie dograł do stojącego na szóstym metrze Igora Sypniewskiego. Napastnik RKS natychmiast silnie strzelił, ale piłka poleciała wysoko nad poprzeczką.
W 9 minucie doszło do kuriozalnej sytuacji. Bramkarz Widzewa zachował się tak, jakby przepisy gry w futbol były mu obce. Adam Piekutowski złapał piłkę, a następnie rzucił ją na murawę. Kiedy zobaczył, że zmierza do niej rywal, ponownie wziął ją w ręce. Sędzia nie miał wątpliwości i podyktował rzut wolny pośredni dla gości. Zawodnicy RKS bardzo dobrze rozegrali stały fragment gry, a kapitalnym, mierzonym strzałem popisał się Bogdan Jóźwiak. W 21 minucie goście mogli prowadzić 2:0. Zdzisław Leszczyński dokładnym podaniem puścił w bój Radosława Kowalczyka. Na szczęście dla Widzewa Piekutowski zrehabilitował się za wcześniejszą niefortunną interwencję, wygrywając pojedynek z napastnikiem RKS.
Widzew podrażniony takim obrotem wypadków, zabrał się wreszcie do dynamiczniejszej gry. W 25 minucie łodzianie wyrównali, ale od razu trzeba przyznać, że również w dość dziwnych okolicznościach. Na dynamiczny rajd zdecydował się Marcin Zając. Łodzianin wpadł w pole karne i silnie strzelił. Niekonwencjonalne uderzenie zupełnie zaskoczyło Bogusława Wyparłę. Bramkarz RKS był przekonany, że widzewiak będzie dośrodkowywał. Zrobił krok do przodu i nie pozostało mu już nic innego jak tylko śledzić wzrokiem piłkę wpadającą w krótki róg jego bramki.
Po stracie bramki gospodarze przez kilka minut nie mogli złapać właściwego rytmu. Wykorzystali to gospodarze. Widzew osiągnął znaczną przewagę, ale nie potrafił stworzyć klarownej sytuacji na przedpolu RKS. W 34 minucie tylko niezdecydowanie Kowalczyka sprawiło, że Widzew nie stracił gola. Kolejny raz napastnik RKS okazał się szybszy od obrońców Widzewa. Kiedy był już w polu karnym zamiast strzelać zdecydował się na drybling i stracił piłkę. Chwilę później silnym strzałem z dystansu popisał się Jacek Trzeciak, ale i tym razem szczęście uśmiechnęło się do Widzewa, bo piłka odbijając się od poprzeczki wyszła poza boisko.
Z kolei w 40 minucie ładnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Sławomir Suchomski. Piłka jednak o centymetry minęła słupek bramki radomszczańskiej drużyny.
Tuż przed końcem pierwszej części gry z prawej strony boiska dośrodkowywał Suchomski. Niezdecydowanie Wyparły i Trzeciaka wykorzystał Daniel Bogusz i strzałem głową zapewnił swojej drużynie prowadzenie.
W przerwie szkoleniowiec gości zdecydował się na wprowadzenie do gry Marcina Nowaka i Marcina Folca. Zagrywka Piotra Mandrysza przyniosła efekty. W 57 minucie meczu właśnie Folc w zamieszaniu na polu karnym Widzewa wykazał się największym sprytem. Silnie uderzył piłkę, którą jeszcze po drodze próbował wybić Sergiusz Wiechowski. Nie na wiele się to jednak zdało, bo wylądowała ona w siatce.
Sześć minut później Folc mógł zostać bohaterem meczu. Napastnik RKS urwał się spod opieki widzewskiego obrońcy, ograł Piekutowskiego i miał już przed sobą tylko pustą bramkę. Zbyt rozluźniony strzelił jednak anemicznie, co wykorzystał Przemysław Urbaniak, który tuż przed linią bramkową zdołał jeszcze wybić pikę na rzut rożny.
Wiele kontrowersji wywołała sytuacja z 81 minuty. Rzut wolny wykonywał Jacek Chańko. Silnie strzelił, ale piłkę zdołał odbić Wyparło. W łódzkiej ekipie wszyscy byli przekonani, że bramkarz RKS wygarnął piłkę już zza linii bramkowej, ale sędzia był innego zdania.
W ostatnich sekundach spotkania jeszcze raz gorąco zrobiło się na polu karnym gości. Marcin Morawski, który ponownie w piątek został zawodnikiem Widzewa, przewrócił się w polu karnym. Arbiter uznał to za próbę wymuszenia jedenastki i pokazał Morawskiemu żółtą kartkę, a chwilę później czerwoną, bo był to już jego drugi w tym meczu żółty kartonik.
Widzew nadal nie zachwyca swą grą. W środkowej linii wyraźnie brakowało rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Wydaje się, że szkoleniowcy powinni zakazać Rafałowi Kaczmarczykowi piątkowych treningów, bo zbyt często tego właśnie dnia doznaje nieoczekiwanych urazów.
Autor artykułu: (hof)