Archive for November, 2001

Spotkanie widzewiaków z młodzieżą

Thursday, November 22nd, 2001

Trener Widzewa Dariusz Wdowczyk, kierownik drużyny i piłkarze Sławomir Gula, Przemysław Urbaniak i Sergiusz Wiechowski spotkali się wczoraj z młodzieżą Ośrodka Szkolno-Wychowaczego przy ul. Siedleckiej.

Rozmowa o futbolu i jego problemach trwała blisko dwie godziny. Nie brakło wielu trudnych pytań. Po spotkaniu młodzież wręczyła swym gościom drobne upominki. Potem przez dłuższy czas przedstawiciele Widzewa rozdawali autografy i pozowali do wspólnych pamiątkowych fotografii.

Młodzi kibice Ośrodka Szkolno-Wychowaczego planują utworzyć przy swojej szkole „Klub Kibica”, aby zapraszać na specjalne spotkania znanych łódzkich sportowców.

Autor artykułu: (hof)

Nie złożyłem broni – Marcin Ludwikowski

Thursday, November 22nd, 2001

- Stracił pan miejsce w podstawowej jedenastce. Co było przyczyną?

Marcin Ludwikowski: – Trudno mi to oceniać. Taka była decyzja trenera Dariusza Wdowczyka. Postanowił wystawić Adama Piekutowskiego i musiałem się z tym pogodzić.

- Poddaje się pan bez walki?

- Tego nie powiedziałem. Nie zamierzam składać broni i zrobię wszystko, aby znów występować w podstawowym składzie.
- Ponoć jedną z przyczyn było to, że zbyt mało dyryguje pan obrońcami…

- Ja tak tego nie odbieram. Krzyczę cały czas na kolegów. Być może przy głośnym dopingu moje słowa giną gdzieś w ogólnym gwarze.

- Może warto popracować nad siłą głosu?

- Trzeba się na tym poważnie zastanowić.

- W dwóch ostatnich meczach, w których pan bronił, Widzew stracił 6 goli. Co pan na to?

- Wydaje mi się, że przy przy tych golach nie ponoszę winy. Zgadzam się jednak, że sześć wpuszczonych bramek, to nie jest dobra wizytówka bramkarza. Z drugiej jednak strony Adam Matysek po powrocie do naszej ekstraklasy wpuścił więcej goli i nikt z tego nie robił w Lubinie tragedii.

- Wkrótce może się tak stać, że zostanie pan jedynym bramkarzem w klubie…

- Nie sądzę, aby doszło do takiej sytuacji.Nawet gdyby odszedł Adam, to działacze będą chcieli ściągnąć jego następcę.

- A jeśli to będzie Zbigniew Robakiewicz?

- Nie jest ważne, kto przyjdzie do Widzewa. Ja i tak się będę starał, aby grać w podstawowej jedenastce. Rysiek Robakiewicz jest bardzo doświadczony i myślę, że będę się mógł przy nim wiele nauczyć.

- Gdyby miał pan grać w meczu z Zagłębiem, to nie będzie pana deprymowało, że bramki rywala bronić będzie reprezentant Polski?

- Sądzę nawet, że to mogłoby mi pomóc. Wygrać rywalizację z Adamem Matyskiem byłoby wielką sprawą.

Autor artykułu: (hof)

„Strzelec” niepoczytalny

Wednesday, November 21st, 2001

Bulwersująca przed trzema laty sprawa strzelaniny na ul. Traugutta, w której zginął młody mężczyna, a jego ojciec odniósł rany, nie zakończy się procesem.

Wczoraj Sąd Okręgowy w Łodzi umorzył bowiem postępowanie z uwagi na niepoczytalność strzelającego 68-letniego dzisiaj Władysława G. Jednocześnie sąd uznał, że podejrzany nie trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, bowiem nie stanowi obecnie zagrożenia dla porządku publicznego.

Rozprawa toczyła się przy drzwiach zamkniętych. Wcześniej sąd wysłuchał opinii 13 biegłych psychiatrów.
Wczorajsze postanowienie nie jest prawomocne.

18 listopada 1998 r. Władysław G., dysponując zezwoleniem wydanym przez policję, kupił rewolwer. W pół godziny później zaczął strzelać do dwóch mężczyzn, którzy zwrócili mu uwagę, by nie siusiał w bramie. 34-letni Albert W., trafiony w brzuch, zginął na miejscu. Drugi pocisk przeszył kolano ojca denata.

Sprawa ta już po raz drugi znalazła się na wokandzie Sądu Okręgowego w Łodzi. Poprzednia decyzja była taka sama – umorzenie i nieinternowanie Władysława G.

Rodzice nieżyjącego złożyli zażalenie do Sądu Apelacyjnego w Łodzi, który dopatrując się pewnych rozbieżności w opiniach biegłych zdecydował o ponownym rozpatrzeniu sprawy. Wątpliwości miał rozstrzygnąć trzeci zespół biegłych powołany z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wszyscy lekarze byli zgodni w ocenie stanu zdrowia Władysława G. Stąd wczorajsza decyzja sądu.

Autor artykułu: (st)

Nie wypijesz nawet w bramie

Wednesday, November 21st, 2001

800 wniosków o ukaranie osób pijących alkohol skierowała łódzka Straż Miejska do (nieistniejących już) kolegiów do spraw wykroczeń – to efekt uchwały Rady Miejskiej zakazującej picia na pl. Wolności, Piotrkowskiej, pobliskich pasażach i przyległych do nich bramach i podwórkach.

Teraz nową uchwałą łódzcy radni chcą rozszerzyć zakaz picia na podwórka i bramy całego miasta. Mają w ten sposób zamiar załatać lukę w ustawie o wychowaniu w trzeźwości – zakazuje ona co prawda picia na ulicach i placach, ale o bramach i podwórkach nie wspomina ani słowem.

- Za picie alkoholu w tych miejscach (powyżej 4,5 proc.) może grozić kara kilkusetzłotowej grzywny – przestrzega Maciej Lenart, przewodniczący komisji ładu społeczno-prawnego Rady Miejskiej.

Autor artykułu: (kow.)

Jakie szkoły dla gimnazjalistów?

Wednesday, November 21st, 2001

Gimnazjaliści nadal nie wiedzą, do jakich szkół będą chodzić po wakacjach i jakie mają być kryteria przyjęć. Rodzaj szkół poznają po zakończeniu prac nad kolejnym projektem nowej sieci szkolnej, który przygotowuje Wydział Edukacji Urzędu Miasta Łodzi.

Projekt musi być gotowy do 30 grudnia. Już w przyszłym tygodniu, podczas konsultacji z dyrektorami, mają być wstępnie ustalone zasady rekrutacji.

- Sejm powinien na dniach stworzyć podstawy prawne do podejmowania wiążących decyzji o utrzymaniu lub stopniowym wygaszaniu istniejących placówek – informuje dyrektor wydziału Bogdan Wojakowski.

- Nim posłowie przegłosują zmiany, próbujemy odpowiedzieć na pytania dotyczące Łodzi: Ile ma być 3-letnich liceów ogólnokształcących? Jakie specjalności wprowadzić do 3-letnich liceów profilowanych? Jakich zawodów uczyć w planowanych 4-letnich technikach (z maturą po 3 klasie), które budzą najwięcej emocji. Nie ma wątpliwości, że gospodarce potrzebni są i będą np. technicy elektronicy, informatycy, technicy budownictwa i technologii żywienia. Trzeba jednak zauważyć bezrobocie wśród techników administracji. Przewidzieć czy wystarczy kandydatów do dwu łódzkich techników budowlanych.

Wydział Edukacji trzyma w głębokiej tajemnicy przygotowywane decyzje. Mówią o nich dyrektorzy szkół i nauczyciele. Przewidują, że z powodu niżu demograficznego – do 2005 roku – musi wygasnąć co najmniej 8 łódzkich szkół.

Obecnie jest ich 61, a uczniów wystarczy dla 53. Wszystkie ogólniaki liczą, że zostaną przekształcone w 3-letnie licea o profilu akademickim. Nadzieja na utrzymanie pracy wzrosła wśród nauczycieli szkół zawodowych. Realiści przewidują, że większą popularność wśród młodzieży zdobędą licea, a nie zawodówki.

Autor artykułu: (HC)

Remis, który nie cieszy

Monday, November 19th, 2001

Widzew – RKS Radomsko 2:2 (2:1)

0:1 – Jóźwiak (9), 1:1 – Zając (26), 2:1 – Bogusz (43), 2:2 – Folc (57).

Żółte kartki: Chańko, Morawski (Widzew), Lewandowski, Jóźwiak, Leszczyński (RKS). Czerwona kartka: Morawski. Sędziował Marek Mikołajewski (Ciechanów). Widzów 4000.

NOTY W RANKINGU ZŁOTE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”

Widzew: Piekutowski 4 – Rutka 5, Urbaniak 5, Bogusz 5, Chańko 5 – Wiechowski 3 (59, Michalczuk 2), Morawski 5, Rachwał 5, Gula 5 – Zając 6 (67, Dubicki 1), Suchomski 3 (46, Kalu 4).

RKS Radomsko: Wyparło 4 – Lewandowski 5, Julcimar 5, Prokop 5, Wódkiewicz 2 (46, Nowak 3) – Jóźwiak 6, Trzeciak 5 (89, Myśliński 0), Leszczyński 6, Dziuba 3 (46, Folc 5) – Kowalczyk 6, Sypniewski 6.

Pierwsze w historii ekstraklasy piłkarskie derby województwa łódzkiego Widzew – RKS Fameg Radomsko zakończyły się remisem. Z takiego rezultatu nie byli zadowoleni goście, którzy stworzyli więcej groźnych sytuacji strzeleckich i przy lepszej skuteczności mogli wyjechać z Łodzi w glorii zwycięzców.

Powodów do radości nie miał również trener Widzewa Dariusz Wdowczyk. Jego podopieczni nie wywalczyli trzech punktów i nadal musi cierpliwie czekać na pierwsze ligowe zwycięstwo.

Mecz w grupie drużyn walczących o utrzymanie się w ekstraklasie był emocjonujący, ale nie stał na najwyższym poziomie. Ambicji piłkarzom obydwu zespołów nie można odmówić, ale zbyt często brakowało dokładności i futbolowej wirtuozerii. Bez wątpienia słowa uznania należą się beniaminkowi, który bez zbędnego respektu podszedł do walki z łódzkim rywalem. Widać, że nazwa Widzew na nikogo już zbyt nie działa i nawet ligowi nowicjusze widzą szansę wywalczenia punktów na stadionie przy al. Piłsudskiego.

Dość niespodziewanie w pierwszych dwudziestu minutach na boisku dominowali goście. RKS znacznie lepiej prezentował się od Widzewa. Już w trzeciej minucie RKS miał okazję do zdobycia gola. Z prawej strony boiska dośrodkowywał Andrzej Dziuba. Dokładnie dograł do stojącego na szóstym metrze Igora Sypniewskiego. Napastnik RKS natychmiast silnie strzelił, ale piłka poleciała wysoko nad poprzeczką.

W 9 minucie doszło do kuriozalnej sytuacji. Bramkarz Widzewa zachował się tak, jakby przepisy gry w futbol były mu obce. Adam Piekutowski złapał piłkę, a następnie rzucił ją na murawę. Kiedy zobaczył, że zmierza do niej rywal, ponownie wziął ją w ręce. Sędzia nie miał wątpliwości i podyktował rzut wolny pośredni dla gości. Zawodnicy RKS bardzo dobrze rozegrali stały fragment gry, a kapitalnym, mierzonym strzałem popisał się Bogdan Jóźwiak. W 21 minucie goście mogli prowadzić 2:0. Zdzisław Leszczyński dokładnym podaniem puścił w bój Radosława Kowalczyka. Na szczęście dla Widzewa Piekutowski zrehabilitował się za wcześniejszą niefortunną interwencję, wygrywając pojedynek z napastnikiem RKS.

Widzew podrażniony takim obrotem wypadków, zabrał się wreszcie do dynamiczniejszej gry. W 25 minucie łodzianie wyrównali, ale od razu trzeba przyznać, że również w dość dziwnych okolicznościach. Na dynamiczny rajd zdecydował się Marcin Zając. Łodzianin wpadł w pole karne i silnie strzelił. Niekonwencjonalne uderzenie zupełnie zaskoczyło Bogusława Wyparłę. Bramkarz RKS był przekonany, że widzewiak będzie dośrodkowywał. Zrobił krok do przodu i nie pozostało mu już nic innego jak tylko śledzić wzrokiem piłkę wpadającą w krótki róg jego bramki.

Po stracie bramki gospodarze przez kilka minut nie mogli złapać właściwego rytmu. Wykorzystali to gospodarze. Widzew osiągnął znaczną przewagę, ale nie potrafił stworzyć klarownej sytuacji na przedpolu RKS. W 34 minucie tylko niezdecydowanie Kowalczyka sprawiło, że Widzew nie stracił gola. Kolejny raz napastnik RKS okazał się szybszy od obrońców Widzewa. Kiedy był już w polu karnym zamiast strzelać zdecydował się na drybling i stracił piłkę. Chwilę później silnym strzałem z dystansu popisał się Jacek Trzeciak, ale i tym razem szczęście uśmiechnęło się do Widzewa, bo piłka odbijając się od poprzeczki wyszła poza boisko.

Z kolei w 40 minucie ładnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Sławomir Suchomski. Piłka jednak o centymetry minęła słupek bramki radomszczańskiej drużyny.

Tuż przed końcem pierwszej części gry z prawej strony boiska dośrodkowywał Suchomski. Niezdecydowanie Wyparły i Trzeciaka wykorzystał Daniel Bogusz i strzałem głową zapewnił swojej drużynie prowadzenie.

W przerwie szkoleniowiec gości zdecydował się na wprowadzenie do gry Marcina Nowaka i Marcina Folca. Zagrywka Piotra Mandrysza przyniosła efekty. W 57 minucie meczu właśnie Folc w zamieszaniu na polu karnym Widzewa wykazał się największym sprytem. Silnie uderzył piłkę, którą jeszcze po drodze próbował wybić Sergiusz Wiechowski. Nie na wiele się to jednak zdało, bo wylądowała ona w siatce.

Sześć minut później Folc mógł zostać bohaterem meczu. Napastnik RKS urwał się spod opieki widzewskiego obrońcy, ograł Piekutowskiego i miał już przed sobą tylko pustą bramkę. Zbyt rozluźniony strzelił jednak anemicznie, co wykorzystał Przemysław Urbaniak, który tuż przed linią bramkową zdołał jeszcze wybić pikę na rzut rożny.

Wiele kontrowersji wywołała sytuacja z 81 minuty. Rzut wolny wykonywał Jacek Chańko. Silnie strzelił, ale piłkę zdołał odbić Wyparło. W łódzkiej ekipie wszyscy byli przekonani, że bramkarz RKS wygarnął piłkę już zza linii bramkowej, ale sędzia był innego zdania.

W ostatnich sekundach spotkania jeszcze raz gorąco zrobiło się na polu karnym gości. Marcin Morawski, który ponownie w piątek został zawodnikiem Widzewa, przewrócił się w polu karnym. Arbiter uznał to za próbę wymuszenia jedenastki i pokazał Morawskiemu żółtą kartkę, a chwilę później czerwoną, bo był to już jego drugi w tym meczu żółty kartonik.

Widzew nadal nie zachwyca swą grą. W środkowej linii wyraźnie brakowało rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Wydaje się, że szkoleniowcy powinni zakazać Rafałowi Kaczmarczykowi piątkowych treningów, bo zbyt często tego właśnie dnia doznaje nieoczekiwanych urazów.

Autor artykułu: (hof)

Co ekolodzy zrobili z pieniędzmi?

Monday, November 19th, 2001

Trzy miesiące temu ekolodzy z Obywatelskiego Ruchu Ekologicznego otrzymali 450 tysięcy złotych za odstąpienie od protestu przeciwko budowie centrum rozrywkowo-handlowego u zbiegu al. Mickiewicza i ul. Żeromskiego. Co zrobili z tymi pieniędzmi?

- Wpłaciliśmy je na 3 miesiące na lokatę do Spółdzielczego Banku Rzemiosła – mówi Rafał Górski, szef ORE. – Z procentów zamierzamy wydać książkę słynnych, francuskich antyglobalistów Jose Bove’a oraz Francoisa Dufoura pt. „Świat nie jest na sprzedaż”. Chcemy ją wydrukować w 3 tysiącach egzemplarzy. Ubiegamy się też o dotację na ten cel z Ministerstwa Kultury.

Książka Bove’a i Dufoura wydana we Francji okazała się bestsellerem. Sprzedano ją w 80 tysiącach egzemplarzy. Łódzkim ekologom marzy się też sprowadzenie obu autorów do Polski.

Autor artykułu: (MGr)

Telefon zaufania jak biuro pracy

Monday, November 19th, 2001

Minął tydzień od dnia uruchomienia przez Ligę Kobiet Polskich bezpłatnego telefonu zaufania. W tym czasie pod numer 0-800-345-056 zadzwoniło kilkadziesiąt osób, głównie bezrobotnych. Tymczasem ten telefon przeznaczony jest przede wszystkim dla ludzi samotnych i zagubionych.

- Bezrobotni spodziewają się, że załatwimy im zajęcie, a my nie jesteśmy pośrednictwem pracy – mówi Ewa Janicka, prezes Zarządu Łódzkiego LKP. – Idea telefonu zaufania polega na tym, że każdy może zadzwonić i wyrzucić z siebie to, co go boli. Sprawy materialne ludzie muszą jednak załatwiać sami.

Autor artykułu: (Jed.)

Noc wagi ciężkiej

Friday, November 16th, 2001

Wczoraj do Łodzi przyjechali zawodowi pięściarze Przemysław Saleta i Maciej Zegan. Obaj będą pierwszoplanowymi postaciami bokserskiej gali, organizowanej przez Knockout Promotions i Grupę Boksu Zawodowego Start w następną sobotę w hali ChKS przy ul. Kosynierów Gdyńskich. Walką wieczoru ma być pojedynek Macieja Zegana z doświadczonym Francuzem, który ma na koncie 26 zwycięstw i 13 porażek. W ub. roku był mistrzem swego kraju. Obok tej walki odbędzie się jeszcze dziesięć innych pojedynków, w tym cztery w wadze ciężkiej.

- Galę w Łodzi można określić mianem „nocy wagi ciężkiej” – mówi Andrzej Wasilewski, szef Knockout Promotions. – Dla Macieja Zegana będzie to jedna z walk na drodze do przyszłorocznego pojedynku o tytuł mistrza Europy.

- Wracam na ring, by także walczyć o mistrzostwo kontynentu oczywiście w wadze ciężkiej – mówi Przemysław Saleta. – Od Łodzi zaczynam swoją drogę do próby zdobycia tytułu.
Łódzkiej gali towarzyszy ogromne zainteresowanie. Już teraz jest pewne, że hala ChKS będzie pękać w szwach. Ponadto zawodowe gale mają niespodziewanie wielką oglądalność w telewizji. Ostatnią oglądało ponad 3 mln widzów. Animator przedsięwzięcia, szef Łódzkiej Grupy Boksu Zawodowego Start Jacek Kowalczyk liczy, że gala pozwoli na rozwój pięściarstwa w naszym mieście.

Wielką ochotę na przyjazd do Łodzi i uczestniczenie w roli kibica miał Zbigniew Boniek, niestety, obowiązki służbowe każą mu w tym terminie wyjechać do Włoch.

Autor artykułu: (dk)

Kasjerzy prezydenta

Friday, November 16th, 2001

Łódzka Straż Miejska najbardziej podoba się jej komendantowi.

W najbliższy poniedziałek Sąd Rejonowy dla Łodzi Śródmieścia zajmie się sprawą strażnika Bogusława Pogodzińskiego. Oskarża on komendanta Straży Miejskiej w Łodzi, Sławomira Seligę o zniesławienie. Komendant miał oświadczyć na rozprawie w Sądzie Pracy, że Pogodziński przywłaszczył pieniądze Straży Miejskiej. – Szukam sprawiedliwości w sądzie, bo zostałem przez komendanta Seligę pomówiony o malwersację bloczków mandatowych wycenionych na 680 zł i zwolniony z pracy – twierdzi Pogodziński.
Ale to nie koniec kłopotów komendanta. Kontrolerzy NIK zakwestionowali aż 5 tys. 450 mandatów wlepionych bezprawnie osobom handlującym bez zezwolenia. Łodzianie też wrzucają kamyczki do ogródka Sławomira Seligi. Zarzucają strażnikom brak umiaru w nakładaniu kar pieniężnych i nadgorliwość w pilnowaniu samochodu prezydenta. Jakby tego było mało, część radnych coraz głośniej domaga się likwidacji straży i przekazania jej etatów policji.
K.o. w pierwszej rundzie
Formalnie doniesienie o nieprawidłowościach w SM skierował do prokuratury śródmiejskiej Związek Zawodowy Funkcjonariuszy oraz Pracowników Straży Miejskich i Gminnych. Imiennie stał za tym m.in. Bogusław Pogodziński, członek Krajowej Komisji Wykonawczej Związku.
- Nasz konflikt z komendantem Seligą zaognił się, gdy przypadkowo w referacie organizacyjnym SM natrafiliśmy na wnioski do kolegium ds. wykroczeń, które nigdy tam nie dotarły. Było ich bardzo dużo, w tym ze trzy moje. Jeden dotyczył dawnego działacza „Solidarności”, a teraz łódzkiego biznesmena, pana B. Nie chciał zapłacić mandatu za złe parkowanie, więc wypisałem wniosek. Były naciski, żebym go wycofał. Zgodziłem się to zrobić pod warunkiem, że B. przeprosi mnie za wyzwiska. Nie przeprosił, ale i tak przed kolegium nie stanął. Na radnego G., który notorycznie parkował w niedozwolonych miejscach poszła nawet skarga do byłego przewodniczącego Rady Miejskiej, Grzegorza Matuszaka. Pewnego razu kolega nerwowo nie wytrzymał, kiedy usłyszał: „Ty pacanie, nie sapaj jak stara ciota, ty dupku, skończony tłumoku”. Radnemu G. włos z głowy nie spadł, a strażnik został przeniesiony do pilnowania Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
Tak przyprawiony „pasztet” związki zaniosły do prokuratury, ale w październiku ubiegłego roku śledztwo zostało umorzone. Jednak po przegraniu pierwszego starcia z komendantem Seligą przez nokaut techniczny, związkowcy nie powiesili rękawic na kołku. Zwrócili się o interwencję do Komendy Głównej Policji. Na jej zlecenie KW Policji w Łodzi przyjrzała się sprawie, wytknęła Straży Miejskiej sporo uchybień i powiadomiła o nich prezydenta miasta.
A NIK robił swoje…
Równolegle dobiegała końca pierwsza kontrola NIK, nadzorowana przez jej wrocławską delegaturę. Korupcji w łódzkiej SM inspektorzy nie wykryli, za to potwierdzili niektóre zarzuty związkowców i dołożyli nowe.
W raporcie pokontrolnym udostępnionym przez Lecha Buchmana, inspektora łódzkiej delegatury NIK, stoi czarno na białym, że w komendzie Straży Miejskiej w Łodzi nie przestrzegano zasad przy ewidencjonowaniu mandatów karnych i notatek służbowych, na których podstawie sporządza się wnioski do kolegiów (od 17 października br. wnioski te rozpatrują sądy grodzkie). Stwierdzono też, że z roku na rok łódzka komenda SM robiła sią coraz bardziej głucha na prośby o interwencje. Kiedy inspektorzy losowo wybrali trzy miesiące z trzech ostatnich lat, okazało się, że liczba odmów podjęcia interwencji wzrosła ze 177 w 1998 r do 216 w 2000 r.
Nie w setkach, lecz w tysiącach rewizorzy NIK policzyli bezprawnie wlepione mandaty. Łącznie w latach 1998 – 2000 strażnicy miejscy bezpodstawnie ukarali 5 tys. 450 osób za wykroczenie polegające na prowadzeniu działalności gospodarczej (czytaj: handlowaniu) bez zezwolenia. Tymczasem wykroczenie to nie figuruje w rozporządzeniu MSWiA jako kwalifikujące się do ukarania mandatem przez strażnika miejskiego.
NIK zajrzał również do segregatorów z wnioskami do kolegiów i stwierdził, że na 1800 postępowań w sprawach o wykroczenia, przeprowadzonych od 12 lutego 1999 do 23 września 2000 r. aż 47 wniosków nie zostało skierowanych do kolegium.
- Według mojej wiedzy tę liczbę można pomnożyć co najmniej przez pięć – komentuje sarkastycznie wynik dociekań NIK Bogusław Pogodziński. Mówi, że między innymi za wykrycie „przekrętów” z wnioskami do kolegium został wylany z pracy w straży.
Doniósł
najgorszy
Komendant Sławomir Seliga nie ma wątpliwości, że jedną z przyczyn pierwszej od 10 lat kontroli straży gminnych przez NIK, było doniesienie z Łodzi.
- Powiem więcej, ja wiem, kto doniósł – oświadcza.
- Wyrzuciłem go w tym roku z pracy, bo był najgorszym strażnikiem. Nazwisko „Pogodziński” nie pada, ale trudno przypuszczać, by miał kogo innego na myśli.
Komendant dysponuje kolejnymi, nie mniej ciekawymi informacjami. Mówi, że poza raportem NIK opublikowanym w internecie istnieje drugi, złożony u prezydenta Łodzi.
- Traktuję go jako pochwałę mojej działalności – ocenia prezydencki dokument. – Miłe słowa usłyszałem także na ostatnim spotkaniu Krajowej Rady Komendantów od dyrektora wrocławskiej delegatury NIK, która nadzorowała kontrolę. Było mi przyjemnie usłyszeć, że w przeliczeniu na jednego strażnika Łódź podejmuje najwięcej interwencji – średnio 2,8 w ciągu ośmiogodzinnej zmiany. Moi ludzie przodują też w kraju w ilości pouczeń, upomnień, mandatów, wniosków do kolegium i nakazów administracyjnych. Nakazów tych jest tyle, że nie ma dyrektora administracji nieruchomości, który by nas lubił – żartuje.
Do raportu NIK komendant nie ma nabożnego stosunku.
- Owszem, nie jesteśmy święci, było kilka uchybień, na przykład związanych ze sposobem prowadzenia ewidencji mandatów, ale po naszych wyjaśnieniach uwaga ta przestała istnieć.
Najpoważniejszy zarzut dotyczący 5 tys. 450 grzywien bezpodstawnie wymierzonych osobom handlującym bez zezwolenia Seliga tłumaczy błędem przy wystawianiu mandatów.
- Strażnicy wpisywali tylko „brak wpisu do ewidencji”, ale jeśli karany jest obcokrajowcem, a na dodatek handluje w miejscu do tego niewyznaczonym, to popełnia kilka wykroczeń jednocześnie i, oczywiście, rąbiemy mu mandat. Tego dopatrzyła się NIK. Dałem więc jej kontrolerom wszystkie takie mandaty do sprawdzenia i przyznali, że karaliśmy nimi za dwa-trzy wykroczenia jednocześnie. We wnioskach pokontrolnych nie ma już na ten temat ani słowa.
- Nie można wniosków z raportu NIK uznać za niebyłe i rozgrzeszać bez sprawdzenia, czy zostały zrealizowane – odpowiada na to inspektor NIK Lech Buchman. – Nieprawidłowości były faktem i zostały wytknięte.
Brało dwóch
Seliga zapewnia, że najbardziej przejął się zarzutem dotyczącym odmowy interwencji.
- Niestety, zawsze będzie tak, że oficer dyżurny wyśle strażników do bomby w szkole lub pożaru, a nie do babci handlującej przed sklepem pietruszką. Mimo wszysko, te 2 czy 3 proc. odmów uznaję za porażkę – ubolewa.
Komendant burzy się też przeciwko dość powszechnej opinii, że straż miejska dobrze pilnuje jedynie peugeota prezydenta. Poza tym nic innego nie robi, tylko dorywa źle zaparkowane samochody, ściga przysłowiową babcię z pietruszką, a niejeden strażnik brudzi sobie ręce braniem łapówek.
- Jak można wymyślać nam od łapówkarzy, skoro w ciągu dziesięciu lat wykryto tylko dwa takie przypadki! – protestuje. – Kto ma lepkie ręce, u mnie nie pożyje, ale jeśli będą to tylko oszczerstwa, nie spocznę w obronie swoich ludzi. Tak było, gdy doniesiono na strażnika z patrolu konnego. Informator zaklinał się, że widział go, jak brał na rynku łapówkę, a ten człowiek odbywał w tym czasie służbę w Łagiewnikach.
Po co komu taka straż?
NIK zarzucił też komendzie SM w Łodzi, że w kontrolowanym okresie kiepsko sobie radziła ze ściąganiem pieniędzy za kredytowe mandaty. Zaległości te wzrosły z 447 tys. do prawie 1 mln 40 tys. zł. Ale w jednym łódzka komenda należy do najostrzejszych w kraju.
- W 2000 r. wystawiliśmy 53 tys. 599 mandatów, co dało nam trzecie miejsce w kraju – chwali się komendant Seliga.
Do 30 września tego roku strażnicy wlepili 24 tys. 237 mandatów, w tym 12 tys. za wykroczenia przciwko porządkowi i spokojowi publicznemu i 9 tys. 589 za złe parkowanie i podobne grzechy komunikacyjne. Słusznie czy nie, ale właśnie za to łodzianie nie kochają strażników.
- Łapówkarze, łapówkarze i jeszcze raz łapówkarze – grzmi mężczyzna prowadzący na rynku stoisko z książkami. – Mandaty wystawiają po 10 zł, a każą sobie płacić po 100. Żeby chociaż pomogli w potrzebie. Gdy ostatnio pijaczki rozrabiali, to zamiast ich popędzić, kazali nam dzwonić po policję.
Rynkowy handlarz papierosami też nie zostawia na strażnikach suchej nitki. – Po co zwykłemu człowiekowi taka straż? Przecież oni są tylko kasjerami prezydenta, który może nawet nie wie, że do miejskiej kasy oddają pieniądze ściągnięte z najbiedniejszych handlarzy, a forsę od kapiących od złota Ormian czy innych trutni z zagranicy chowają do własnej kieszeni.
- Minusem strażników jest ich mała skuteczność, a plusem, że w ogóle ich widać – łagodniej ocenia strażników 45-latek handlujący w stoisku ze sprzętem gospodarczym. Z kolei mężczyzna , który z okna widzi posesję przy al. Kościuszki 30 twierdzi, że widać ich aż za bardzo. – Dwóch strażników całymi dniami podpiera tam ścianę. Spytałem nawet jednego, dlaczego tu sterczą, a on na, że wcale nie sterczą tylko się ruszają.
Dostaje się też komendantowi Selidze. – Straż jest niepotrzebna, a jej komendant jest mało kompetentny – mówi Jacek Frontczak, też handlarz z rynku. – Ciągle narzeka w mediach, że nic nie może zrobić. Jeśli nie może, to niech zrezygnuje ze stanowiska i idzie tam, gdzie może!

Ilu siedzi ilu chodzi?
Straż Miejska w Łodzi zatrudnia 236 osób, w tym 220 umundurowanych strażników pracujących w terenie – informuje komendant SM Sławomir Seliga.
Inny obraz struktury SM przedstawił w piśmie do Zespołu Inspekcji UM Łodzi Bogusław Pogodziński, członek Prezydium Krajowej Komisji Wykonawczej ZZ Funkcjonariuszy oraz Pracowników Straży Miejskich i Gminnych. Czytamy w nim m.in.: „(…) 100 osób nie jest zaangażowanych w pracę w terenie. Są to w większości strażnicy miejscy wykonujący prace biurowe oraz kontrolne”.

Za co mandat i jaki:
Straż Miejska może nałożyć mandat w wysokości od 10 zł do 500 zł za pojedyńcze wykroczenie. Jeśli jednak ktoś popełni równocześnie więcej wykroczeń to maksymalny mandat wynosi 1000 zł.

Strażnik może nas ukarać:
- 20 do 100 zł – za niedozwolony handel
- 50 do 100 zł – za nieprawidłowe parkowanie

- do 500 zł – za zły stan sanitarny.

Straż może nałożyć mandat, gdy:
- drażnimy zwierzęta lub mamy psa, który ujada w nocy
- publicznie używamy słów nieprzyzwoitych
- niszczymy rośliny

- rozsypujemy substancje drażniące węch lub wzrok
- na budynku brakuje tablic z numerami ulicy lub posesji
- numery porządkowe posesji są nieoświetlone
- ustawiamy na parapecie zewnętrznym ciężkie słoje lub donice bez odpowiedniego zabezpieczenia
- przechodzimy na czerwonym świetle
- sprzedajemy owoce, warzywa lub runo leśne z kosza lub skrzynki ustawionych bezpośrednio na ziemi
- sprzedawca pakuje w sklepie masło i ser w folię zamiast w pergamin lub gdy nie zabezpieczy papierem lub folią produktów spożywczych wyłożonych na ladzie.

Czy łódzka Straż Miejska dba o nasze bezpieczeństwo i porządek w mieście?

Czekamy na Państwa opinie.

Autor artykułu: Bohdan Dmochowski, Liliana Bogusiak