Archive for November, 2001

Zaśpiewają z „Ich Troje”

Thursday, November 29th, 2001

Napływają dary dla domu dziecka w Grotnikach. Dzieci z Domu Dziecka w Grotnikach zaśpiewają z zespołem „Ich Troje”. Koncert, zaplanowany w ramach ogólnopolskiej telewizyjnej akcji charytatywnej „I Ty możesz zostać świętym Mikołajem”, odbędzie się w sobotę po południu w Szczecinie, a transmitować będzie go na żywo telewizyjna „Dwójka”.

- Michał Wiśniewski, solista zespołu „Ich Troje”, to nasz wychowanek. Zespół chciał, by to właśnie nasz dom wziął udział w akcji i koncercie – tłumaczy Wiesława Czajkowska, dyrektor Domu Dziecka w Grotnikach.

30 wychowanków, którzy pojadą na koszt telewizji do Szczecina, od kilku dni pilnie ćwiczy piosenkę „Powiedz” z repertuaru zespołu. Telewizyjna akcja mikołajkowa, prowadzona od kilku lat przez „Dwójkę”, ma na celu zebranie darów dla domów dziecka. Pracownicy grotnickiej placówki przygotowali już listę najpilniejszych potrzeb. Dzięki krótkiemu filmikowi, nakręconemu przez „Dwójkę” w Domu Dziecka i emitowanemu od kilku dni w telewizji, w grotnickiej placówce urywają się telefony z propozycjami pomocy od sponsorów z całej Polski.

- Otrzymaliśmy już buty, ciepłe kurtki, soki, 10 tysięcy złotych od PZU, skarpety i dwa komplety mebli. Obiecane już mamy płytki na wyłożenie toalet i korytarzy, oświetlenie, sprzęt sportowy. Nigdy byśmy tego sami nie kupili, bo nie mamy tyle pieniędzy. Mam cichą nadzieję, że podczas koncertu uda się zebrać pieniądze na salę komputerową do naszego domu – mówi Wiesława Czajkowska.

Autor artykułu: (kbs)

Uzbrojenie dozorcy

Thursday, November 29th, 2001

Miotła, szufla, skuwaczka do lodu… Niech sobie tylko ktoś nie pomyśli, że jedynym orężem gospodarza domu (dawniej dozorcy) w zmaganiach z zimą jest drewniana łopata, wierzbowa miotła i skuwaczka do lodu. W administracji osiedla przy ul. Ozorkowskiej zaprzęgli do roboty konie mechaniczne.

Administratorka Barbara Chmielewska (na zdjęciu poniżej) rządzi załogą sprzątającą w 22 blokach zamieszkanych przez 1800 rodzin.

- Mamy 15 gospodarzy domów – mówi. – 9 kobiet i 6 mężczyzn. Mamy też konserwatora zieleni.

- Ten konserwator bardzo się musi nudzić zimą?

- Ależ skąd! To jest nasz najlepszy nabytek. Adam Gajda był leśnikiem, a teraz ma pełne ręce roboty o każdej porze roku.
Adam Gajda obsługuje sprzęt mechaniczny, który jest dumą osiedlowych zarządców. Bezcenny jest ciągnik, a do niego przyczepa i pług. Tydzień temu do garażu trafił nowiuteńki rozsiewacz do piasku.

- Dawniej była taczka i łopata, potem do ciągnika zaprzęgaliśmy przyczepkę – wspomina Adam Gajda. – Cała kufa załadowana była piaskiem, z tyłu siedział człowiek, który rzucał za siebie piasek.

Miotły nie poszły jednak do lamusa. Przydają się tam, gdzie konie mechaniczne nie dotrą.

Szanujące siebie i ludzi administracje – bo nie wszystkie! – zaopatrują swoich dozorców nie tylko w narzędzia pracy. Administracja przy Ozorkowskiej uczciwie wyposaża swoich. Dostają rękawice ochronne i ocieplane, kufajki, buty filcowo – gumowe (jakie zobaczyć można na archiwalnych, rosyjskich filmach), kalosze, a na lato trzewiki. Dla panów – beret i czapka ocieplanaą. Dla pań – chustki i fartuchy.

Autor artykułu: (gz)

Błąd posła Pęczaka

Thursday, November 29th, 2001

Oświadczenie majątkowe do poprawki? Opublikowane ostatnio poselskie oświadczenia majątkowe budzą już sporo wątpliwości. Jedno z takich oświadczeń złożył poseł Andrzej Pęczak, szef wojewódzkich struktur SLD i przewodniczący sejmowej Komisji do Spraw Kontroli Państwowej. Pisząc o dochodach żony (zarobiła w ubiegłym roku 201 tysięcy złotych) dodał, że otrzymała także zasiłek wychowawczy w kwocie 10,6 tys. złotych.

Tymczasem, przy tak wysokich dochodach zasiłek ten żonie posła absolutnie nie przysługiwał.

Co więcej, nie dostałaby go nawet wtedy, gdyby była bezrobotna – zbyt wysokie były także dochody męża. Poseł – jak sam przyznał – zarobił bowiem w 2000 r. aż 186.000 zł. Żona posła z tytułu wykonywania wolnego zawodu tłumacza zarobiła 40.000 zł (przy przychodach – 162.000 zł). Z tytułu pracy tłumacza w biurze Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych i innych zajęć wykonywanych w niepełnym wymiarze godzin otrzymała 69.000 zł. Posady w Radzie Nadzorczej KKB Północ Łódź i ZF Polfa-Łódź przyniosły jej dochód w wysokości 90.900 złotych.

- Nie wypłacaliśmy pani Dagmarze żadnego zasiłku wychowawczego – zapewniała Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych w Warszawie. Również ZUS nie płacił zasiłku wychowawczego żonie posła, tym bardziej że maksymalną kwotą tego zasiłku w 2000 roku było 5169,60 zł. Do tego trzeba było być matką samotnie wychowująca dziecko lub mężatką z trojgiem dzieci. Mężatka z jednym dzieckiem dostałaby za cały rok maksymalnie 3250,80 zł. Kto więc i jakim cudem wypłacił żonie posła tak astronomiczny zasiłek?

Próbowaliśmy o to spytać samego Andrzeja Pęczaka. Był jednak nieuchwytny.

Halina Bernat, rzecznik Rady Wojewódzkiej SLD powiedziała nam wpierw, że rozmawiała z Andrzejem Pęczakiem i poseł potwierdza wszystkie dane, które zawarte zostały w oświadczeniu majątkowym. Potem sama uznała, że… zawsze istnieje możliwość pomyłki. W kolejnej rozmowie, w imieniu posła Andrzeja Pęczaka przyznała już, że pomyłka faktycznie zaistniała.

- To nie był zasiłek wychowawczy, lecz macierzyński, wyrównujący matce utracone dochody na czas po urodzeniu dziecka – stwierdziła Halina Bernat. – Stąd taka kwota. Ale zależy ona tylko od wysokości poprzednich dochodów.

- Zdarzało się, że posłowie już poprawiali swe oświadczenia – przyznał w rozmowie z Expressem Stanisław Kostrzewa, dyrektor Biura Informacyjnego Sejmu. – Było to jednak jeszcze przed wprowadzeniem tych danych na stronę internetową Sejmu.

No, ale w końcu nawet PIT-y można korygować. Mylić się jest przecież rzeczą ludzką…

Przypadkiem posła, którego oświadczenie okazałoby się nieprawdziwe albo niepełne (grozi za to kara pozbawienia wolności), zająć się powinna sejmowa Komisja Etyki Poselskiej. Tyle tylko, że komisja owa jeszcze nie powstała…

Autor artykułu: (kow.)

Uff, jak gorąco…

Tuesday, November 27th, 2001

30 stopni Celsjusza na Widzewie. Powiało mrozem, posypało na biało. Dla kontrastu znaleźliśmy jedno z najbardziej gorących miejsc w Łodzi: odlewnię aluminium widzewskiej „Wifamy”.

W ogromnych kotłach bulgoce wrząca masa aluminiowa. Przypomina zupę truskawkową zaprawioną śmietaną, opalizującą na różowo. Temperatura w kotłach przekracza 700 stopni. Jednak mężczyźni krzątają się przy nich spokojnie, a pot nie perli się na ich czołach.

- Nie każdy może tu wytrzymać, to jasne – stwierdza brygadzista Krzysztof Sułat, który pracuje w odlewni od 26 lat. – Gdy zaczynałem były tylko dwie maszyny. Jedna przydaje się do dzisiaj. Jak poradzić sobie z tym gorącem? Zwyczajnie. Dużo, dużo pić. Mamy „Nałęczowianki”, ile dusza zapragnie.

Podczas mrozów temperatura przy kotłach dochodzi do 30 stopni. Ale kiedy panują upały klimat w odlewni rzeczywiście robi się tropikalny.

- Mnie to gorąco wcale nie rusza – Krzysztof Sułat wzrusza ramionami. – Żadne poty. Jestem przyzwyczajony i zahartowany.

- Nie wszyscy potrafią pracować w takich warunkach – kierownik odlewni, inż. Włodzimierz Klupś wolałby opowiedzieć o nowoczesnej maszynie sterowanej komputerowo, ale przyznaje, że prawdziwy odlewnik musi być twardy. – Niektórzy nie wytrzymywali i odchodzili. Ale prawdą też jest, że mamy wentylację i piece coraz lepiej izolowane. Latem chłopaki nie garną się do pracy przy kotłach. Za to zimą, to nawet chętnie przy nich pracują.

Czy trzy najbliższe sercu dziewczyny Krzysztofa Sułata (żona Bogumiła oraz córki: Sylwia i Magda) litują się, że w tak trudnych warunkach pracuje?

- Ależ skąd. Cieszą się, że mam pracę.

Autor artykułu: (gz)

Szansa dla zawałowców

Tuesday, November 27th, 2001

Łódź jest jednym z niewielu ośrodków, w którym pełnione są 24-godzinne dyżury kardiologiczne. Od 1 czerwca br. dwie łódzkie kliniki kardiologiczne przyjęły ponad 500 chorych z zawałem serca. Większość z nich zawdzięcza życie szybkiemu udrożnieniu zamkniętego naczynia metodą angioplastyki.

- Najskuteczniejszą metodą leczenia świeżego zawału jest angioplastyka wieńcowa, polegająca na szybkim, bezpośrednim udrożnieniu i poszerzeniu naczynia przez wprowadzenie do miejsca zmiany specjalnego cewnika z balonikiem – mówi prof. Maria Krzemińska – Pakuła, konsultant wojewódzki ds. kardiologii. – Balonik pompuje się do 15-20 atmosfer, ponieważ tak wysokie ciśnienie potrzebne jest do rozbicia zakrzepu i blaszki miażdżycowej. Często dla udrożnienia naczynia i uzyskania pełnego przepływu konieczne jest zastosowanie tzw. stentu czyli metalowej sprężynki, wpasowanej w ścianę tętnicy, której zadaniem jest zapobieganie ponownym zakrzepom. W tym celu podaje się również bardzo kosztowne leki przeciwdziałające agregacji płytek krwi.

Program leczenia świeżych zawałów, wdrożony przez Łódzką Regionalną Kasę Chorych kosztował do tej pory 5 mln zł (szacunkowy koszt jednego zabiegu angioplastyki to ok. 7300 zł). Mimo że dyrektor ŁRKCh dr Włodzimierz Stelmach już wie, że w przyszłorocznym budżecie zabraknie mu ok. 100 mln zł, obiecuje nadal finansować program. Jest to bowiem inwestycja, która ratuje życie ludzkie i „zwraca się” również z punktu widzenia ekonomicznego. Zawałowcy leczeni tymi metodami krócej przebywają w szpitalu i szybciej (w ciągu 14-21 dni) dochodzą do zdrowia. Najważniejsze zaś jest to, że szybka interwencja kardiologiczna zmniejsza śmiertelność pacjentów do 3 proc. (przy leczeniu innymi metodami sięga nawet 90 proc.!).

Program opiera się na ścisłej współpracy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego z Kliniką Kardiologii Instytutu Kardiologii AM w szpitalu im. Sterlinga oraz z Kliniką Kardiologii Instytutu Medycyny Wewnętrznej AM w szpitalu im. Biegańskiego. Zadaniem pogotowia jest jak najszybszy transport pacjenta do jednej z klinik. W każdej z nich przez całą dobę dyżurują specjaliści gotowi do wykonania angioplastyki. Idealną sytuacją jest udzielenie choremu pomocy w ciągu tzw. złotej godziny od momentu wystąpienia objawów zawału. Udaje się to jednak tylko w 10-20 proc. przypadków. Najważniejsze, by chory dotarł do szpitala nie później niż w ciągu 6 godzin, jeszcze lepiej – 3 godzin. To zależy nie tylko od lekarzy i pogotowia, ale również od samego pacjenta, który nie powinien bagatelizować żadnych objawów.

- Nawet łagodny ból za mostkiem może zwiastować zawał – twierdzi prof. Krzemińska-Pakuła. – Nie lekceważmy tego. Lepiej niepotrzebnie wezwać pogotowie niż ryzykować życie i zdrowie.

Autor artykułu: (ag)

Premier w redakcji „Expressu”

Tuesday, November 27th, 2001

Kiedy w Polsce ludziom będzie żyło się lepiej? Kiedy w naszym województwie ruszy budowa autostrad? Czy wreszcie poczujemy się bezpiecznie we własnych domach? Te i ponad sto innych pytań nadesłali Czytelnicy, którzy wzięli udział w naszej akcji „Zapytaj premiera”. Wczoraj Leszek Miller odwiedził redakcję „Expressu Ilustrowanego” i odpowiedział na niektóre z nich.Wczoraj Leszek Miller odwiedził redakcję „Expressu Ilustrowanego” i odpowiedział na pytania naszych czytelników w ramach akcji „Zapytaj premiera”.

- Sytuacja może się poprawić dopiero w 2003 roku – stwierdził. – Najbliższe 12 miesięcy, a może nawet więcej, to będzie trudny okres. Po czterech latach rządów naszych poprzedników brakuje 20 miliardów dolarów. Część tej kwoty zostanie zamieniona na deficyt budżetowy, część musi być wyeliminowana przez cięcia wydatków, a te niestety odczują wszyscy. Staramy się tylko o to, by nie dotknęły najniżej uposażonych.

Oszczędności nie oznaczają, iż gospodarka i państwo przestaną normalnie funkcjonować. Przygotowania do budowy autostrady już trwają, wykupywane są grunty. Znajdą się też pieniądze na dalszą budowę Centrum Kliniczno – Dydaktycznego Akademii Medycznej.

A w jaki sposób pan premier zamierza wpłynąć na poprawę naszego bezpieczeństwa?

- Wiem, że największym problemem jest tzw. drobna przestępczość – powiedział Leszek Miller. – Widzę tylko jeden sposób na jego rozwiązanie. Na ulicach musi być więcej patroli. Policjantów trzeba też zwolnić z zajmującej im mnóstwo czasu papierkowej roboty. Do tego potrzebne są rozwiązania systemowe, prawne. Pani minister Barbara Piwnik już je przygotowuje.

Premier poruszył też problemy bezrobocia, ocenił działalność władz Łodzi, przedstawił swój pogląd na sprawę wejścia Polski do Unii Europejskiej.

Obszerny wywiad z Leszkiem Millerem ukaże się w piątek, w wydaniu magazynowym „Expressu Ilustrowanego”.
Premier zwiedził także drukarnię, gdzie otrzymał przygotowane na gorąco specjalne wydanie naszej gazety. Wręczyliśmy mu też na pamiątkę pierwszy numer „Expressu” z 1923 roku. Przekazaliśmy również teczkę, w której były wszystkie pytania naszych czytelników.

- To pouczająca lektura – stwierdził Leszek Miller. Zapowiedział również, iż pytania czytelników nie pozostaną bez odpowiedzi.

Podczas wizyty w Łodzi premier spotkał się także z uczniami trzecich i czwartych klas XXVI Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Wileńskiej. Wziął też udział w konferencji prasowej, na której powiedział m.in., iż szanse województwa łódzkiego na to, by Toyota, Peugeot i Citroen ulokowały u nas swą fabrykę samochodów małolitrażowych są niewielkie. Czesi i Węgrzy mają do zaoferowania znacznie lepsze warunki. Także z powodu lepszego ustawodawstwa.
Co prawda po to, by dorównać tym krajom, do Sejmu trafić ma wkrótce projekt ustawy o wspieraniu inwestycji, ale pewnie nim zostanie uchwalona, z taśm tej fabryki zjadą już pierwsze auta.

A czy w tej sytuacji finansowej kraju znajdzie się 150 milionów złotych, m.in. na oświatę i pomoc społeczną, jakie budżet winien jest Łodzi?

- Trudno mi powiedzieć, czy znajdą się wszystkie środki. W tej chwili prowadzimy analizy. W ubiegłych latach Łódź była przez rząd dyskryminowana – zauważył premier. – Na pewno skończymy z dyskryminacją.

Zobacz galerię z wizyty Leszka Millera w redakcji “Expressu Ilustrowanego”

Autor artykułu: (kow), Elżbieta Włodarczyk

Sposób na dłużników

Saturday, November 24th, 2001

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ma zamiar rozpocząć walkę z tymi, którzy mają w domu telewizory, a nie płacą abonamentu rtv. Tworzony jest właśnie projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji z 1997 r.

KRRiT chce wprowadzić zasadę, że każda rodzina ma sprawny odbiornik telewizyjny, za który musi płacić. Zwolniony z opłat miałby być tylko ten, kto „pod rygorem składania nieprawdziwych zeznań” złoży oświadczenie, że telewizora nie ma albo posiada uprawnienia do zwolnienia z obowiązku wnoszenia opłat.- Człowiek będzie miał opory przed złożeniem fałszywego oświadczenia, jeśli używa odbiornika – uważa Joanna Stempień-Rogalińska, rzecznik Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. – Poza tym, gdyby wyszło na jaw, że ma w domu telewizor, byłby dowód, iż podpisał się pod kłamstwem.

Co to oznacza w praktyce? Odwrócenie do góry nogami stosowanych obowiązujących zasad. Teraz bowiem abonentami są tylko ci, którzy po zakupie telewizora sami pofatygują się do urzędu pocztowego, by zgłosić ten fakt. Aby wyrejestrować odbiornik nie trzeba natomiast nic podpisywać. Po prostu idzie się na pocztę i prosi o skreślenie z listy abonentów. Nie ma też praktycznie żadnego sposobu, by stwierdzić, czy ktoś rzeczywiście wyrzucił na śmietnik odbiornik, czy też nie ma ochoty płacić „podatku” od posiadania szklanego ekranu.

Funkcjonują co prawda kontrolerzy, ale nie bardzo się sprawdzają, gdyż nie mają prawa wejść do żadnego mieszkania, jeśli lokator nie wyrazi na to zgody. Nie mówiąc już o przeszukiwaniu pokoi.

- Zresztą kontrolerów właściwie nie ma, bo można ich niemal na palcach policzyć – dodaje Joanna Stempień-Rogalińska.
Z tym KRRiT też ma zamiar sobie poradzić. Wpływy z tytułu opłat abonamentowych z roku na rok są coraz niższe.

Członkowie Rady winią za to m.in. Pocztę Polską, która jako jedyna instytucja ma uprawnienia do zbierania pieniędzy od abonentów. Rada nie jest zadowolona ze współpracy z pocztowcami, którym płaci niemałe pieniądze za usługę, którą wykonuje nie tak, jak by tego chciała Rada. Dlatego instytucje zbierające abonament miałyby być wyłaniane na zasadach przetargu. Pomysłem żywo zainteresowały się już banki, które obiecują np., że mogłyby zatrudniać większą liczbę kontrolerów.

Poczta Polska na razie nie chce się wypowiadać na temat ewentualnego pozbawienia jej stałego źródła niezłych dochodów. W warszawskim zarządzie usłyszeliśmy jedynie, że na razie nie ma się czym martwić, bo są to jedynie projekty.
Czy pomysły KRRiT zostaną wprowadzone w życie, a Poczta straci potężnego klienta? O tym będzie musiał zadecydować rząd.

Autor artykułu: (iwo)

Za kwaśna śmietana

Saturday, November 24th, 2001

Przetwory mleczne nadal są złej jakości – tak Inspekcja Handlowa podsumowała ostatnią kontrolę w dyskontach spożywczych, sklepach firmowych i ogólnospożywczych w Łodzi.

Śmietana była skwaśniała, twaróg lekko ziarnisty i suchy, sprzedawano go jako towar pierwszej klasy, a zaliczał się do drugiej. Śmietanka dodana do serka wiejskiego miała gorzkawy smak, a wyrób nie był już pierwszej świeżości.

W dyskoncie spożywczym na Widzewie inspektorzy znaleźli za kwaśną śmietankę oraz przeterminowany jogurt pitny z owocami leśnymi. Jego termin przydatności do spożycia upłynął dwa dni wcześniej. Dyskont należący do tej samej sieci oferował biojogurt naturalny, do którego dodano 0,2 procent za mało tłuszczu. Z kolei śmietanka homogenizowana zamiast kremowej miała grudkowatą konsystencję. Po otwarciu kubeczka jeszcze zmieniła się z lekko zawiesistej na gęstą, stojącą, jak po ubiciu. Gumowaty ser gouda sprzedawano jako wyrób pierwszej klasy podczas gdy inspektorzy zakwalifikowali go do drugiej.

Wpadkę miał nawet sklep firmowy podłódzkiej spółdzielni mleczarskiej – masło śmietankowe oferował do sprzedaży po jednym dniu po upływie daty minimalnej trwałości.

Autor artykułu: (MR)

Wicewojewodowie od poniedziałku

Saturday, November 24th, 2001

Wczoraj rano dwaj łódzcy wicewojewodowie odebrali wreszcie w Warszawie oficjalne nominacje na swe stanowiska. Wręczył im je (w obecności wojewody Krzysztofa Makowskiego) Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Krzysztof Janik.

Pierwszym wicewojewodą został Mirosław Marcisz z SLD, drugim – kandydat PSL Sławomir Juszczyk. Obaj urzędowanie rozpoczynają od poniedziałku.

Nominacja pierwszego wicewojewody datowana jest na 19 listopada, drugiego – na 20 listopada. Mimo to, jeszcze w czwartek (22 listopada) służby informacyjne rządu utrzymywały, że nie wiadomo kto obejmie te funkcje.

Sławomir Gola, naczelnik wydziału prasowego MSWiA twierdził, że „trwają jeszcze prace nad powołaniem wicewojewodów”. Krzysztof Gacek – wicedyrektor Centrum Informacyjnego Rządu, mimo konsultacji z rzecznikiem prasowym rządu, też nie podał nazwisk wicewojewodów.

Autor artykułu: (kow.)

Cieszę się z powrotu – Marcin Morawski

Thursday, November 22nd, 2001

- Powrót do Widzewa zaakcentował pan czerwoną kartką. Nie był on zatem udany?

- Nie sądzę, aby ta kartka miała na to wpływ. Można mówić, że mój powrót nie był udany, bo nie pokonaliśmy RKS Radomsko.

- A co z usunięciem z boiska?

- Z tego co się zdążyłem zorientować, nikt do mnie nie ma pretensji za czerwoną kartkę. Nie będę ukrywał, że chciałem mocno wywalczyć rzut karny. W ferworze walki rzuciłem się na murawę, ale sędzia nie dał się nabrać i zobaczyłem drugą żółtą kartkę.

- Doszedł pan do wniosku, że nie warto następnym razem próbować podobnych sztuczek?

- Należy pamiętać, że była to dziewięćdziesiąta minuta. Gdyby sędzia podyktował rzut karny, wszyscy byliby zadowoleni. Przecież również wielcy piłkarze toczą cały czas na boisku swoistą grę z arbitrem. Czasami to oni są górą. Chciałem też spróbować.

- Jak się grało w Widzewie po dłuższej przerwie?

- Nie było łatwo. Przed meczem wydawało się, że to my powinniśmy dyktować warunki. Jak w istocie było, wszyscy widzieli. Po prostu wypadliśmy znacznie gorzej, niż kilka dni wcześniej w Cottbus.

- Skąd takie wahania dyspozycji?

- Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć.

- Może zbyt często gracie?

- Ja w Widzewie jestem zaledwie dziewięć dni i trudno mi to oceniać.

- W rundzie jesiennej grał pan w czwartej lidze. Czy był sens zmieniać otoczenie i klub?

- To jest już historia nie ma się nad czym rozwodzić. Tak się stało.

- Dlaczego zatem odszedł pan z Widzewa?

- W czerwcu nie mogłem się dogadać z łódzkim klubem. Teraz dostałem ofertę od pana Andrzeja Grajewskiego i wróciłem do Widzewa. Może i szkoda tego czasu. Najważniejsze jest to, że znów gram w ekstraklasie. Cieszę się z powrotu do Łodzi.

- Na jak długo podpisał pan umowę z Widzewem?

- Z łódzkim klubem związany będę przynajmniej do końca maja przyszłego roku.

- Co potem?

- Do tego momentu jest jeszcze sześć miesięcy. Nie wykluczam jednak przedłużenia kontraktu z Widzewem.

- A jak spadniecie do drugiej ligi?

-Nie dopuszczam takiej ewentualności. Myślę, że w wiosennych spotkaniach pokażemy, że grać w piłkę potrafimy.

- Jak się panu współpracuje w Patrykiem Rachwałem?

- Mieliśmy okazję dwukrotnie występować razem na boisku. Po raz pierwszy było to w meczu z Energie. W sobotę walczyliśmy przeciwko RKS. Na tę chwilę jesteśmy najmłodszą i najniższą parą pomocników w pierwszej lidze, ale współpracuje się z nim bardzo dobrze.

- Czy wasz wzrost nie przeszkadza w podjęciu skutecznej walki w środkowej linii?

- Może nie jesteśmy najwyżsi, ale za to bardzo skoczni. Mówiąc już poważnie, to walczymy przez cały czas. Nie czujemy żadnego respektu przed rywalami.

- Przed wami mecz w Lubinie…

- W drużynie pełna mobilizacja i myślę, że możemy postarać się o niespodziankę.

Autor artykułu: (hof)