Archive for September, 2001

W obu kierunkach już po nowej jezdni

Saturday, September 29th, 2001

Jutro o godz. 7 rano po raz kolejny zmieni się organizacja ruchu na przebudowywanym odcinku ul. Kopcińskiego – ruch samochodowy w obu kierunkach zostanie „przełączony” na zmodernizowaną jezdnię zachodnią i rozpocznie się remont wschodniej.

Od 1 października będzie można skręcać w ul. Jaracza (w lewo i w prawo). Kierowcy jadący ul. Kopcińskiego od strony ronda Waryńskiego będą mogli skręcić także w prawo w ul. Narutowicza. Kolejny prawoskręt będzie otwarty na ul. Narutowicza (po stronie zachodniej).

Na skrzyżowaniu Kopcińskiego-Narutowicza będzie działać sygnalizacja świetlna. Ma ona umożliwić przejechanie tramwajom linii 7, 9, 12, 13 i 15, które w poniedziałek wracają na swoje trasy. Wracają też autobusy linii 70, 96 i 155. Za to zlikwidowana będzie zastępcza komunikacja autobusowa Z-1.

Linie autobusowe 58 i 158 pozostaną na dotychczasowej trasie objazdu.

Ponieważ ruch będzie odbywał się teraz po jezdni zachodniej, MPK wprowadza następujące zmiany:

- zlikwidowany zostanie tymczasowy przystanek autobusowy dla linii 85 Strykowska-Źródłowa

- przywrócony przystanek Kopcińskiego-Uniwersytecka w kierunku południowym

- zawieszony przystanek Kopcińskiego-Pomorska w kierunku północnym

- uruchomiony tymczasowy przystanek Kopcińskiego-Pomorska (w kierunku północnym)

- tymczasowy przystanek Kopcińskiego-Narutowicza w kierunku północnym przesunięty zostanie za skrzyżowanie z ul. Narutowicza i znajdzie się na wysokości szpitala im. Barlickiego.

Autor artykułu: (SiM)

Chora dla pośredniaka, zdrowa dla ZUS

Saturday, September 29th, 2001

47-letnia Małgorzata Śliwińska nie jedząc i nie pijąc potrafiła od rana do południa przybrać kilkanaście centymetrów w pasie. Rano kupowała spodnie, a wieczorem już w nie się nie mieściła.

Trzy lata na antybiotykach

- Koszmar zaczął się cztery lata temu – wspomina pani Małgorzata, z zawodu pielęgniarka. – Lekarze podejrzewali u mnie najróżniejsze schorzenia. Badanie USG sugerowało najgorszą postać nowotworu.

Dopiero na stole operacyjnym okazało się, że jest to promienica typu brzusznego, czyli uporczywe, trudne do leczenia zakażenie. Lekarze musieli usunąć pacjentce narządy kobiece i część jelita. Potem przez 40 dni była przykuta do łóżka.

- Przypadki promienicy typu brzusznego w literaturze medycznej spotyka się bardzo rzadko – przyznaje dr Andrzej Bergiel, zajmujący się chorobami zakaźnymi. – Ja sam nigdy się z tą chorobą nie spotkałem.

Po rozpoznaniu promienicy pani Małgorzata przez 3 lata musiała przyjmować antybiotyk. Wyjałowiony i osłabiony organizm nie miał siły, aby walczyć z kolejnymi infekcjami. Pojawiły się kłopoty z sercem, ciśnieniem i tarczycą.

- Pacjentka ma chorobę wieńcową (przerost lewej komory i zaburzenia w jej funkcjonowaniu), wysokie nadciśnienie i tarczycę – twierdzi dr Urszula Kowalska-Koprek, kierownik Kliniki Patologii Ciąży Instytutu Ginekologii i Położnictwa AM w Łodzi, która opiekuje się kobietą. – Tak chory człowiek powinien mieć rentę, a tymczasem pacjentka jest bez środków do życia. Sytuacja, w jakiej się znalazła, powoduje, że nasilają się objawy nerwicy.

Dwa lata w zawieszeniu

Stan zdrowia ciągle się pogarszał, więc dwa lata temu pani Małgorzata złożyła dokumenty na rentę. Wkrótce po tym orzecznik ZUS uznał, że jest zdolna do pracy.

- O moim stanie zdrowia decydowała jednoosobowa komisja na garnuszku ZUS-u, która traktuje każdego jak potencjalnego oszusta – mówi rozgoryczona kobieta. – Pikanterii sprawie dodaje fakt, że biegły orzecznik pytał mnie o objawy promienicy. Przyznał, że nigdy wcześniej się z nią nie zetknął i niewiele o niej wie.

- Dla ZUS-u nie jest istotne czy petent jest chory, tylko czy jest zdolny do pracy zgodnie ze swoim wykształceniem – tłumaczy biegły sądowy. – Można więc sobie na przykład wyobrazić taką sytuację, że o rentę zabiega jubiler, który stracił nogi. Renty na pewno nie dostanie.

Pani Małgorzata zrobiła wszystko na co pozwalały jej przepisy. Zaskarżyła decyzję ZUS do sądu ubezpieczeń społecznych. Gdy została bez środków do życia, postanowiła mimo choroby podjąć jakąkolwiek pracę. Poszła więc zarejestrować się do urzędu pracy, ale odesłali ją z kwitkiem. Dla ZUS sprawa jest jasna. Kobieta w dniu badania była zdrowa i mogła iść do pracy.

Innymi przepisami kieruje się urząd pracy. Dla niego kobieta jest chora, dopóki sąd zajmuje się jej odwołaniem od decyzji ZUS.

W sądzie sprawa tkwi już dwa lata. Panią Małgorzatę badał już biegły endokrynolog, onkolog, kardiolog i ginekolog.

- Ostatnie badanie miałam w maju – dodaje kobieta. – Kiedy będzie kolejne, jeszcze nikt nie wie. Czas płynie, a ja jestem bez środków do życia.

*****

Do końca czerwca do Wydziału Ubezpieczeń Społecznych wpłynęło 4.500 spraw, z których większość dotyczy nieprzyznania lub zabrania renty. W ubiegłym roku takich spraw wniesiono 5.214, a z poprzedniego roku zostało 2.527. Wydano 2762 wyroki. 924 osobom ZUS będzie musiał wypłacić rentę. Oddalono 1.838 spraw.

Autor artykułu: LB

Jeszcze niedawno się kochali…

Saturday, September 29th, 2001

Najstarsi rozwodzący się właśnie łodzianie mają po 85 lat. Na odzyskaniu wolności zależy jemu, bo … zakochał się w innej kobiecie. Wśród rozwodników jest także para, która pozew do sądu przyniosła w poweselny poniedziałek.

Wódka i bieda

W ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Łodzi orzekł 2500 rozwodów. Powodem 1500 z nich był alkohol, bezrobocie i bieda.

- Takie przyczyny podaje aż 60 procent rozwodzących się par – mówi sędzia Alicja Myszkowska, przewodnicząca XII Wydziału Spraw Rodzinnych Sądu Okręgowego w Łodzi.
Na drugim miejscu są konflikty związane z pracą i pogonią za sukcesem życiowym.

- Kiedyś fakt, że oboje małżonkowie mieli dobre zawody scalał ich, a teraz dzieli. Oboje próbują zrobić karierę, popadają w pracoholizm, odkładają decyzję o dziecku i oddalają się od siebie – podsumowuje sędzia. – Sukces jest tak istotny, że na tradycyjne małżeństwo brakuje czasu.

Żyje się szybciej, a związki między mężem i żoną są płytsze. Łatwiej też podejmuje się decyzję o rozwodzie, czasami kilka razy w życiu. Łódzki rekordzista rozwodził się pięć razy, a rekordzistka trzy.

- Kiedy osiągnęliśmy już świetną pozycję zawodową, kupiliśmy dom i stać nas było na różne zachcianki stwierdziliśmy, że oprócz majątku nic nas nie łączy – opowiada 30-letnia właścicielka biura podróży.

Niewielki procent łódzkich rozwodów spowodowany jest zmianą wyznania, najczęściej przez żonę i matkę. Gdy kobieta zostaje np. świadkiem Jehowy w natłoku pracy kaznodziejskiej często zaniedbuje dom, wychowanie dzieci, zmienia styl życia rodziny. Mało który mąż takie zmiany akceptuje.

Coraz więcej związków rozpada się również z powodu narkotyków.

- Dotyczy to głównie młodszych małżeństw, które razem się narkotyzowały – mówi sędzia. – Najczęściej o rozwód występuje ten z małżonków, który pierwszy uporał się z nałogiem.

- Rzadziej wywleka się w sądzie fakt, że współmałżonek woli kontakty z przedstawicielami własnej płci lub ma nietypowe upodobania seksualne – wtrąca łódzki adwokat. – Ostatnio rozwodzi się para 40-latków. Mąż swoje odmienne upodobania odkrył dopiero po 10 latach małżeństwa.

Przed sądem nie mówi się w ogóle o nieudanym seksie, choć adwokaci wiedzą, że niejedna para rozstaje się właśnie z tego powodu. Wiedzą też, że nierzadko mąż lub żona mają siebie dość, bo jedno z nich przeszło na wegetarianizm i wyrzuca mięso do kosza, drugie nie spuszcza wody w klozecie lub chrapie. Najłatwiej wrzucić wszystko do worka z napisem „niezgodność charakterów”.

Nigdy nie jest za późno?

Z propozycją rozwodu znacznie częściej występują mężowie. Wystarczy przelotna znajomość z inną kobietą, aby 40-latek pobiegł do sądu z pozwem. Kobiety są ostrożniejsze. Nim zdecydują się na taki krok muszą mieć pewność, że kolejny związek będzie trwały. Wiek małżonków nie gra tu roli.

- Starsi ludzie decydują się na małżeństwo z reguły po krótkiej, sanatoryjnej znajomości – mówi łódzki adwokat. – Mają dużo dobrej woli, ale nie potrafią tolerować uciążliwych nawyków nowej partnerki lub partnera.

Statystyczny łodzianin rozwodzi się najczęściej po 10-15 latach, choć zdarza się, że małżonkowie mają siebie dość po miodowym miesiącu. Ci, którzy przeżyją z sobą 30 lat na taki krok decydują się niezwykle rzadko.

- To kwestia emocji i wrażliwości – mówi sędzia Myszkowska. – Czasami do rozwodu wystarczy fakt, że żona nie chce rzucić palenia.

I będzie płacił aż do śmierci

Najdłużej rozwodzący się łodzianie absorbują sąd już 9 rok.
- Żyją procesem i mam wrażenie, że nie chcą się rozstać – spekuluje sędzia.

Kolejna bezdzietna para, spędziła z sobą 5 lat, ale rozwodzi się od siedmiu.

- Kiedyś sprawy były proste – mówi mecenas Bożena Ostojska. – Teraz do podziału są akcje, obligacje, działki. Często małżonkom nie zależy na ustaleniu winy jeśli tylko strona pokrzywdzona dostanie więcej w wyniku podziału.

Już w trakcie sprawy rozwodowej przychodzi czas na alimenty. Nikt nie protestuje przeciwko płaceniu na dzieci. Jednak alimenty na współmałżonka wciąż budzą ogromne emocje.

- Takie jest u nas prawo alimentacyjne, że niewierny mąż może nawet do końca życia utrzymywać byłą żonę – tłumaczy sędzia. – Wystarczy, że rozwód zostanie orzeczony z jego winy. Będzie płacił również w pozostałych wypadkach. Jeśli pogorszyła się sytuacja życiowa partnerki to przez 5 lat będzie łożył na jej utrzymanie.

- W przeciwnym razie kobieta, która przez lata koncentrowała się na roli żony i matki, mogłaby zostać bez środków do życia – mówi sędzia.

- Współmałżonek musi dalej żyć na takim poziomie jak przed rozpadem związku – dodaje mecenas Bożena Ostojska. – Jeśli żona mieszkała w willi, miała dobry samochód i jeździła na Karaiby, to po rozwodzie mąż musi jej zapewnić życie na poziomie do jakiego przywykła.

Alimenty na współmałżonka łożą wyłącznie panowie (najbogatsi łodzianie nawet do 5 tys. zł). Nie ma jednak reguł bez wyjątku. Wysokie alimenty płaci byłemu mężowi zamożna łodzianka, która zostawiła go dla innego mężczyzny.

Po rozwodzie na kolejne małżeństwo nie wszyscy się decydują. Najczęściej nowe pary żyją w związkach nieformalnych, a na ślub decydują się dopiero gdy pojawi się dziecko. Bywa, że gdy po rozwodzie odpoczną od współmałżonka, wracają do niego i żyją w konkubinacie.

Rozwody w dużych miastach w Polsce za rok 1999

(dane Głównego Urzędu Statystycznego)

kraj - 24.872 (16,96 na 10 tys. ludności)
w tym:

Warszawa - 2.694 (16,84 na 10 tys. )
Katowice - 668 (16,93 na 10 tys.)
Kraków - 1.147 (16,07 na 10 tys.)
Łódź - 1.651 (20,75 na 10 tys.)
Poznań - 1.014 (18,07 na 10 tys.)
Wrocław – 1.188 (19,07 na 10 tys.).

Autor artykułu: Liliana Bogusiak, Marzena Maciejczyk

Nie zasłużyli na porażkę

Thursday, September 27th, 2001

Tłoki Gorzyce – ŁKS 1:0 (1:0)

1:0 – Pacuła (27). Sędziował Janusz Oparcik (Radom). Żółte kartki: Kusiak, Pacuła (Tłoki), Smoliński, Napierała, Czpak, Krysiński (ŁKS). Widzów tysiąc.

Tłoki: Rachowski – Kusiak, Złotek, Syguła – Konopelski (72, Dziewulski), Wojciechowski, Kołaczyk, Szafran (76, Tułacz), Pałkus (59, Pacanowski) – Bański, Pacuła.

NOTY W RANKINGU SREBRNE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”

ŁKS: Skrzypiec 5 – Jakubczak 4, Golański 5, Smoliński 3 (59, Krysiński 2) – Buchowicz 4, Sierant 4, Kucz 5, Napierała 4, Klepczarek 3 (71, Dopierała 1) – Matusiak 6, Mandić 2 (64, Czpak 1).

Wczoraj w zaległym meczu II ligi piłkarze ŁKS przegrali 0:1 z Tłokami w Gorzycach. Był to ostatni z trzech kolejnych wyjazdowych meczów łodzian. W dwóch poprzednich – z Hutnikiem w Krakowie i Arką w Gdyni – udało się wywalczyć remisy.

Pierwszą niespodzianką wczorajszego meczu było ustawienie drużyny ŁKS. Chorwat Slavko Mandić zagrał w ataku. Piłkarz ten po przyjściu do ŁKS zaczął grać w obronie, następnie występował w linii pomocy, a wczoraj zadebiutował w napadzie. Zmarnował najlepszą okazję do strzelenia gola w pierwszej połowie. Mandić wytrzymał na boisku do 64 minuty. Ale po kolei…

Po kilku minutach meczu inicjatywę przejęli gospodarze. Lepiej czuli się na grząskim boisku. Po ostatnich opadach deszczu jeszcze kilka godzin przed meczem murawa przykryta była 10-centymetrową warstwą wody. Już w 6 min. z rogu pola karnego uderzył Szafran, ale Skrzypiec obronił. Bramkarz ŁKS dużym kunsztem wykazał się także w 11 min., kiedy to złapał piłkę po strzale głową Pacuły.

Nie potwierdziły się przewidywania przedstawicieli klubu z Gorzyc, którzy zapowiadali, że mecz z ŁKS nie jest dla Tłoków najważniejszy. Wszystko ponoć miało być podporządkowane następnemu meczowi z Arką Gdynia, na który mieli przyjechać Amerykanie i Niemcy – inwestorzy miejscowej fabryki tłoków samochodowych z Gorzyc. Wtedy drugoligowi piłkarze mieli zaprezentować się z jak najlepszej strony.

Wczoraj Amerykanów na meczu nie było, ale i tak gospodarze grali bardzo agresywnie. W 16 min. po akcji Buchowicza strzelał napastnik Mandić, ale piłkę obrońcy wybili na róg. Trzy minuty później Bański ograł z prawej strony Golańskiego i wycofał na środek pola karnego. Nadbiegający Szafran uderzył ponad bramką ŁKS!

W 27 min. łodzianie stracili gola. Zagubił się prawy obrońca ŁKS Jakubczak. Nie zablokował strzelającego z lewego rogu pola karnego Bańskiego. Piłkę zdołał jednak odbić Skrzypiec, ale piłka znów trafiła do piłkarza gospodarzy, tym razem najlepszego strzelca Tłoków – Pacuły. Zawodnik ten po raz drugi z tego samego miejsca strzelił na bramkę ŁKS, piłka trafiła jeszcze w piętę Jakubczaka i wpadła w długi róg bramki ŁKS.

Od tego momentu przewagę osiągnęli łodzianie. W 30 min. kapitalnym uderzeniem popisał się Matusiak, ale bramkarz gospodarzy wybił piłkę nad poprzeczkę. Niedługo potem po akcji dobrze grającego Matusiaka z ostrego kąta strzelał Klepczarek, ale znów golkiper Tłoków był lepszy i wybił piłkę nogami.

W ostatnich sekundach pierwszej połowy Mandić zmarnował najlepszą okazję do zdobycia gola. Matusiak odważnie wszedł w pole karne, minął bramkarza i wycofał piłkę na piąty metr przed bramkę. Tam był Mandić, ale nie trafił do pustej bramki, posyłając futbolówkę półtora metra obok słupka.

W 58 min. po błędzie obrony gospodarzy w dobrej sytuacji znalazł się aktywny Matusiak, ale Konopelski wybił mu w ostatniej chwili piłkę spod nóg. Dwie minuty później mieliśmy dowód na fatalny stan murawy w Gorzycach. Z 16 metrów strzelał Pacuła, piłka odbiła się od nierówności boiska tuż przed szykującym się do interwencji Skrzypcem, trafiła go w głowę i wyszła na róg.

Łodzianie grali odważniej, częściej byli przy piłce, ale zbyt rzadko dochodzili do strzeleckich sytuacji. Czas upływał, o czym świadczyły także zapadające nad stadionem ciemności, ale wyrównania nie było. Brakowało dokładności, jak choćby w 78 min., kiedy to Sierant z rogu pola karnego podawał do Dopierały, ale b. gracz Radomska nie sięgnął podanej piłki. Prowincjonalne boisko w Gorzycach po raz drugi okazało się pechowe dla łodzian. Na małym placu gry doskonale czują się gospodarze.

Tylko z jednej strony boiska są tutaj trybuny, a z trzech pozostałych stadion otaczają: ogród i prywatny dom, ogródek jordanowski i główna ulica miasteczka, na którą – po mocniejszych kopnięciach – wypadają piłki.

Wiosną ŁKS przegrał tutaj po błędzie sędziego. Wczoraj uległ już bez niczyjej pomocy. Szkoda, bo wcale na porażkę nie zasłużył. Brakowało Błażejewskiego, który wyjechał na mecz kadry młodzieżowej. Sytuacja w tabeli łódzkiej drużyny nadal jest trudna.

Autor artykułu: (dk)

„Myślę – nie, mówię – nie”

Thursday, September 27th, 2001

Do 8 łódzkich gimnazjów wchodzi nowy program edukacyjny „Myślę -nie, mówię – nie”, który ma nauczyć dzieci stanowczego, skutecznego i odważnego zachowania w trudnych sytuacjach.

Mówienia „nie” np. wtedy, gdy proponuje się im narkotyk, papierosa lub dokuczenie koledze. Program realizowany jest na zajęciach warsztatowych w grupie, np. w formie praktycznych ćwiczeń i filmu prowokującego dyskusję. Jest też broszura adresowana do rodziców gimnazjalistów, ponieważ skuteczność programu zależy również od ich postawy.

Łódzkie Gimnazja nr 14, 3 (niepubliczne), 45, 42, 22, 23, 2, 40 są w grupie 117 polskich gimnazjów, które zdecydowały się na skorzystanie z programu. Został on w zeszłym roku przetestowany w 12 gimnazjach dawnego województwa szczecińskiego i stołecznego. Wzbudził uznanie u 71 proc. uczniów. Zdobył przychylne opinie MEN. Patronat honorowy sprawuje sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, Barbara Labuda.

Prof. Marek Naruszewicz (pomysłodawca) oraz dr Katarzyna Korpolewska (merytoryczne przygotowanie programu) są zdania, że dzieciom trzeba i można pomóc w praktycznej nauce wyrażania swoich emocji, rozpoznawania zagrożeń, oddzielania własnych poglądów, postaw i potrzeb od nacisków (presji), sugestii i wpływów zewnętrznych. Jeśli im nie pomożemy – stwierdzono podczas wczorajszej konferencji prasowej – nie możemy oczekiwać, że kilkunastoletni uczniowie sami znajdą odpowiednie wzorce postępowania.

Autor artykułu: (hal)

Karty do wymiany

Thursday, September 27th, 2001

TP S.A. wycofuje telefoniczne karty magnetyczne na 50 i 100 impulsów. Trzeba je wykorzystać do końca września, potem automaty publiczne ich nie przyjmą.

- Spośród wszystkich kart magnetycznych klienci najchętniej kupowali te na 25 impulsów. I one pozostaną w sprzedaży. Inne okazały się mało popularne, natomiast fałszerzom opłacało się je podrabiać – informuje Iza Bogus, rzecznik łódzkiej telekomunikacji.

Nadal będzie można kupić karty o liczbie jednostek 50 i 100, ale wyłącznie chipowe.

Niewykorzystane stare karty będą przyjmować biura obsługi klienta i wymieniać (impuls za impuls). Przykładowo, jeśli na karcie zostanie 45 impulsów, to klient albo otrzyma kartę chipową z taką liczbą jednostek bądź dopłaci różnicę i weźmie nową kartę na 50 impulsów. Telekomunikacja nie zwraca pieniędzy.

Autor artykułu: (MR)

Tramwajem w słup

Tuesday, September 25th, 2001

Wczoraj o godz. 15.30 na skrzyżowaniu ul. Północnej i Zachodniej tramwaj niemalże ściął słup trakcyjny. Pasażerom nic się nie stało – jeśli nie liczyć strachu, jakiego z pewnością się najedli.

Tramwaj linii 5 jechał objazdem – skręcał z ul. Zachodniej w Północną, i pod koniec tego manewru uderzył w pierwszy stojący za skrętem słup linii trakcyjnej, „położył” również kilka słupków i siatkę odgradzającą oba tory.

- Jak to możliwe, że tramwaj praktycznie zjechał z toru i uderzył w słup z taką siłą? – spytaliśmy w centrali MPK.

- Odpowiedź przyniesie dopiero ekspertyza, która to wyjaśni – padło w odpowiedzi.

Zdaniem jednego z członków ekipy naprawiającej szkody na miejscu zdarzenia, motorniczy musiał jechać z bardzo dużą szybkością. W innym przypadku trudno byłoby uderzyć w słup z taką siłą.

Skutki wypadku były opłakane dla podróżnych korzystających z usług MPK. Trzeba było zatrzymać ruch na ul. Zachodniej (w obu kierunkach) oraz ul. Północnej. Niektóre tramwaje pojechały objazdami, część pasażerów zabrała się autobusami komunikacji zastępczej. Aby wznowić ruch w okolicach pechowego skrzyżowania trzeba było postawić nowy słup trakcyjny.

Autor artykułu: (ag)

Psy czekają…

Tuesday, September 25th, 2001

W łódzkim Schronisku dla Zwierząt przebywa obecnie 430 psów i około 100 kotów. Tylko podczas minionego weekendu przybyło na Marmurowej ponad 20 zwierząt.

- Na szczęście już wrzesień, teraz powinna ruszyć sprzedaż, więc może uda się rozluźnić to zagęszczenie – mówi Małgorzata Włodarczyk ze schroniska. – Kiedy kończą się wakacje, ludzie zawsze chętniej myślą o przygarnięciu do domu zwierzaka. Ruch zaczyna się właśnie we wrześniu i trwa zazwyczaj aż do grudnia. Już w październiku planujemy pierwszą po lecie „otwartą niedzielę”, żeby nawet osoby pracujące mogły w dzieś wolny od pracy odwiedzić schronisko i kupić sobie pieska.

Czworonożnego przyjaciela można wziąć ze schroniska już za 25 złotych. Tyle kosztuje w schronisku kot lub szczenię. Dorosłe psy są sprzedawane w cenie od 35 do 110 złotych.

Wszystkie są odrobaczone, zaszczepione przeciw wściekliźnie i zaopatrzone w psie książeczki zdrowia. Każdy pies opuszczający przybytek przy ul. Marmurowej ma ponadto wszczepiony czip ułatwiający identyfikację zwierzęcia (np. na wypadek zaginięcia). Zdarza się jednak, że aby stać się właścicielem psa ze schroniska, trzeba stanąć do licytacji.

- Bywa, że najbardziej atrakcyjnymi, rasowymi, psami interesuje się kilka osób. Żeby każdej z nich dać szansę kupienia upatrzonego pieska umawiamy wszystkich na jeden termin i na miejscu organizujemy szybką aukcję. Tak było ostatnio w przypadku ładnej sznaucerki – opowiada Włodarczyk.

Autor artykułu: (pij)

Nie płacili czynszu za „Spatif”

Tuesday, September 25th, 2001

Dwaj znani biznesmeni Andrzej P. i Ismat K., współwłaściciele spółki „Spatif” staną przed Sądem Okręgowym w Łodzi za niepłacenie czynszu za lokal o tej samej nazwie.

Chodzi o 35 tysięcy złotych długu wobec administracji, w imieniu której wystąpiła do sądu gmina Łódź (do tej kwoty dochodzą odsetki).

Na początku 1998 roku syndyk masy upadłościowej spółki „Cin-Cin-Lin” wynajął od miasta lokal w al. Kościuszki 33/35, podnajmując go później spółce „Spatif”.

Powód twierdzi, że jej szefowie nie płacili czynszu w terminie i dług wobec Administracji Nieruchomościami Łódź Śródmieście „Centrum I” przekroczył 75 tysięcy złotych.
Wierzyciel dogadał się z dłużnikami i wszystko było na dobrej drodze. Ugoda trwała jednak krótko. Biznesmeni wpłacili do kasy 40 tysięcy złotych (ostatnia rata wpłynęła w grudniu 1999 roku) i na tym koniec.

Wezwanie do zapłaty wysłane w czerwcu nie spowodowało uregulowania długu, który wyniósł 35 tysięcy złotych, plus prawie tyle samo odsetek. Stąd droga sądowa.

Autor artykułu: (st)

Miliardy na akademiki

Monday, September 24th, 2001

Półtora miliona złotych wydała Politechnika Łódzka na remonty domów studenckich. Ekipy malarzy, hydraulików, monterów odwiedziły podczas wakacji każdy z dziewięciu akademików tej uczelni.

Przykładowo w IV i VI DS przy al. Politechniki oraz IX DS przy ul. Piotrkowskiej wymieniono np. wszystkie drewniane okna na plastikowe. Na trzech kondygnacjach VIII Domu Studenta przy ul. Radwańskiej pojawiły się nowe wykładziny podłogowe, a w akademiku nr 4 przy al. Politechniki wymieniono nawet dwie windy.

W akademikach przeprowadzano również malowanie i odnawianie pionów sanitarnych. Sama wymiana okien kosztowała 300 tys. zł, 150 tys. wykładziny, 100 tys. zł malowanie, a kolejne 300 tys. dźwigi.

Wśród studentów, którzy mieli szczęście dostać miejsce w akademikach Uniwersytetu Łódzkiego dodatkowe powody do radości mają mieszkańcy VIII Domu Studenta.

Jest to bowiem jedyny akademik UŁ na osiedlu studenckim „Lumumbowo”, który odnowiono przed rozpoczęciem nowego roku akademickiego. Uczelnia przyjmuje zasadę, że co roku skupia się na jednym akademiku, ale za to przeprowadza w nim remont kapitalny. (Dwa lata temu kapitalny remont przeszedł VII DS, a w ubiegłym roku „piątka”).

W „ósemce” wymieniono wszystkie instalacje, stolarkę drzwi i okien, wykładziny oraz wyposażenie pokoi. Będzie też estetyczniej – pomalowano ściany w pokojach i elewację zewnętrzną.

Autor artykułu: (Iwo)