Archive for August, 2001

Musimy wyjść z dołka

Thursday, August 30th, 2001

Przemysław Urbaniak w ubiegłym sezonie był triumfatorem naszej klasyfikacji „Złote Buty” na najlepszego pierwszoligowego łódzkiego piłkarza. W trwających obecnie rozgrywkach także nie zawodzi, choć defensywa Widzewa, podobnie jak cały zespół, spisuje się znacznie słabiej niż w jesiennej rundzie.

- Od początku sezonu Widzew gra słabo. Dlaczego tak jest?

- Rzeczywiście oczekiwania były znacznie większe. Cztery porażki i tylko jedno zwycięstwo, to bardzo skromny dorobek. Trudno powiedzieć dlaczego tak się dzieje?

- Widzew traci dużo bramek.

- To fakt, również nie mogę zaprzeczyć. Tracimy gole i prezentujemy bardzo słabą skuteczność, to są nasze największe bolączki. Jesienią graliśmy znacznie lepiej w defensywie. Musimy się skoncentrować, każdy musi przemyśleć swoją dotychczasową grę, błędy, które popełnił i je wyeliminować. Gorzej to już być nie może.

- Na razie napastnicy nie strzelają goli. Wyręczają ich obrońcy i pomocnicy.

- Gra w nowoczesną piłkę polega na atakowaniu i bronieniu własnej bramki całym zespołem. Mniej ważne jest kto strzela te bramki, ważne by zdobywać punkty i wygrywać. Wiadomo, że od napastników oczekuje się zdobywania goli, a u nas na razie tak się nie dzieje. Miejmy nadzieję, że przez dwa tygodnie przerwy w ligowych rozgrywkach poprawimy naszą skuteczność. Nastawiamy się na wykonanie dużej pracy na zgrupowaniu w Spale, zrobimy wszystko żebyśmy grali lepiej, bo na dzień dzisiejszy jest tragicznie.

- W obronie zmienił się tylko jeden człowiek, odszedł Szymczyk, a defensywa przestała być monolitem?

- Przyszło jednak dużo nowych zawodników i trzeba czasu, by dobrze się ze sobą zgrać. Mimo wszystko nie powinniśmy tak często przegrywać, bo w niektórych meczach mieliśmy także znakomite sytuacje bramkowe, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać.

- Czy w obecnym składzie Widzew jest w stanie utrzymać miejsce w ekstraklasie, czy też musi się wzmocnić, by osiągnąć ten cel?

- Myślę, że Widzew w tym składzie personalnym nie powinien zajmować tak odległej pozycji. Jednak, gdy się nie wykorzystuje sprzyjających okazji do strzelenia bramek, brakuje szczęścia, to trudno wygrywać mecze. O to czy jest potrzeba wzmocnienia drużyny trzeba zapytać kogoś innego, nie do mnie należy odpowiedź na to pytanie.

- Przed wami zgrupowanie w Spale. Lubicie wyjeżdżać na obozy treningowe.

- Jesteśmy pracownikami klubu i musimy realizować wszystkie założenia szkoleniowe. Nie ma znaczenia, czy ktoś lubi wyjeżdżać czy nie. Musimy w Spale wykorzystać na tyle dobrze czas, by zacząć wychodzić z dołka, w którym się znaleźliśmy. Najbliższe spotkanie, które nas czeka to mecz z Polonią Warszawa. Wiadomo, że łatwo w nim o punkty nie będzie i będzie nas kosztowało bardzo dużo wysiłku. Liczymy na zwycięstwo, bo czas już przerwać pasmo niepowodzeń. Wygrana bardzo nas podbuduje psychicznie i pozwoli spokojniej grać w kolejnych meczach.

Zobacz też:
Skarb Kibica – rezultaty, tabele, składy

Autor artykułu: (mm)

„Graliśmy super”

Thursday, August 30th, 2001

Bohaterem wczorajszego meczu ŁKS z Odrą Opole był autor trzech goli Adam Grad.

Oto co supersnajper łodzian powiedział po meczu: -To był dla nas szczególny mecz. Musieliśmy wyjść z kryzysu, co dodawało wagi spotkaniu. Akurat cały zespół zagrał super. Naprawdę super. I dzięki temu, że wszyscy grali dobrze, ja strzeliłem trzy bramki. To jest zasługa moich kolegów.

- Klasyczny hat-trick to wyjątkowe wydarzenie. Po raz który w karierze strzelił pan trzy gole?

- Przyznam szczerze, że nieczęsto byłem tak skuteczny. Po raz drugi w karierze uzyskałem hat-trick.

- Po takim efektownym zwycięstwie zespół powinien uwierzyć w siebie?

- Jak już wcześniej mówiłem, potrzebny był nam krótki odpoczynek, by złapać trochę świeżości. Zwłaszcza mnie odpoczynek – jak mówił trener – był niezbędny. W meczu z Odrą widać było, że motorycznie do gry przygotowani byliśmy na sto procent. Kryzys musiał się kiedyś skończyć. I stało się tak w meczu z Odrą. Oczywiście zespół wierzy w siebie po tak wysokim zwycięstwie.

- Kolejne spotkanie już w niedzielę. Czy znów zabraknie świeżości?

- Na pewno nie. Jutro będziemy mieli odnowę, w piątek rozruch, w sobotę odpoczniemy. Może lepiej jest grać co trzy dni mecz, niż cały tydzień trenować monotonnie i walczyć z rywalem tylko w weekendy. Może to nam wyjdzie na dobre.

- Każda pańska bramka padała inaczej…

- Jak się strzeli jedną bramkę, gra się później inaczej, luźniej. Kibice przychylniej patrzą na zawodnika. Po drugiej bramce złapałem duży „luz”, a trzecią już strzeliłem tak, jak chciałem.

- Obrońcy Odry nie sprawiali wam wielu kłopotów. Jak pan to ocenia?

- Myślę, że na naszym tle Odra dlatego wypadła tak słabo, bo my zagraliśmy tak dobrze.

- Jak pan ocenia postawę debiutanta – Rafała Dopierały?

- Był dużym wzmocnieniem. Bo jego doświadczenie i mądrość boiskowa dawała nam wszystkim dużo spokoju. Przy nim Adam Kucz lepiej sobie radził. Wymieniali się w prowadzeniu gry. Raz jeden brał na siebie odpowiedzialność, raz drugi. To dawało duży efekt. Było także dużo odbiorów w środku pola. Tak padały bramki. Tak się powinno grać.

- Byliście też chyba bardziej spokojni o bramkarza?

- Gdyby w meczu z Odrą w bramce stał Piotrek Rossowski, też by gola nie wpuścił, bo nie było dużego zagrożenia pod naszą bramką.

Zobacz też:
Skarb Kibica – rezultaty, tabele, składy

Autor artykułu: (dk)

Zagrali zgodnie z planem

Thursday, August 30th, 2001

Piłkarze Radomska jechali do Ruchu Chorzów z zamiarem wywiezienia przynajmniej remisu. Swój cel osiągnęli, choć po meczu był mały niedosyt. Okazało się, że Ruch nie był w tym dniu zbyt groźnym przeciwnikiem.

Przy bardziej agresywnej grze i bardziej atakującym nastawieniu można było się pokusić o zwycięstwo w Chorzowie. Remis na boisku rywala można jednak uznać za korzystny wynik, mając w perspektywie rewanż 2 października na boisku w Radomsku.

W pierwszej połowie meczu radomszczanie bardzo szanowali piłkę. Długo rozgrywali akcje przesuwając grę w stronę pola rywali. Nie dali zawodnikom Ruchu stworzyć sytuacji strzeleckich, ale także sami nie mieli dogodnych okazji, by objąć prowadzenie.

Po zmianie stron nadal gra toczyła się głównie w środku pola. Podopieczni trenera Piotra Mandrysza skutecznie się bronili i szukali okazji do kontrataków. Najlepszą okazję do strzelenia zwycięskiego gola miał w 85 min. spotkania Radosław Kowalczyk. Będąc kilka metrów przed bramkarzem Ruchu, zbyt długo się zastanawiał i w efekcie obrońca „niebieskich” zdołali zablokować jego strzał. Piłka wyszła na rzut rożny.

Czwarta runda Pucharu Ligi:

Ruch Chorzów – RKS Fameg Radomsko 0:0.
Żółte kartki: Marek Wleciałowski, Maciej Terlecki (Ruch). Widzów 879.

RKS Radomsko: Borkowski – Myśliński, Julcimar, Prokop, Wódkiewicz – Jóźwiak (75, Markiewicz), Kalita, Leszczyński, Dziuba (67, Jelonkowski) – Trzeciak, Kowalczyk.

Zobacz też:
Skarb Kibica – rezultaty, tabele, składy

Autor artykułu: (mm)

Piwa nie było

Wednesday, August 29th, 2001

- Ciężko wam przyszło pokonanie Orkanu Sochaczew w premierze ligi rugby?

Grający trener Budowlanych – Mirosław Szczepański: Liga się spłaszcza. Coraz mniej jest zespołów, z którymi można wygrywać bez większego trudu. Orkan był wymagającym przeciwnikiem, ale to my zeszliśmy z placu jako zwycięzcy!

- Słyszałem, że szczyt formy szykujecie za miesiąc na ligową konfrontację z zespołami z Wybrzeża?

- Jesteśmy tuż po obozie, gdzie wykonaliśmy ogromną pracę, która będzie procentować. Nie jest to szczytowa forma. I dobrze, bo najważniejsze mecze dopiero przed nami. Nie możemy odpuszczać. Musimy nadal ciężko pracować na treningach.

- A co, są z tym kłopoty?

- Nie, przeciwnie. Uważam, że samoświadomość chłopaków rośnie. Ku zadowoleniu trenerów po meczu nikt nie sięgnął po tradycyjne piwko. Przy takim wydatku energetycznym picie piwa było niezbyt wskazane.

- Jak to się stało, że stał się pan bohaterem meczu? Wszedł pan na plac z ławki rezerwowych i w dwóch udanych akacjach zdobył 10 punktów.

- Widać jestem w niezłej formie. Trenowałem w Spale nie mniej od pozostałych kolegów. Lata doświadczeń odegrały też swoją rolę. Znalazłem się we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Uważam jednak, że moje punkty to była zasługa całej drużyny. Ja tylko wykończyłem udane akcje.

Autor artykułu: (pas)

Pomniki papieża

Wednesday, August 29th, 2001

Niewielu łodzian wie, że w Łodzi mamy dwa pomniki papieża. Jeden, odsłonięty w ubiegłym roku stoi przed łódzką katedrą, a drugi – wcześniej postawiony – przed kościołem garnizonowym św. Jerzego przy ul. Jerzego.

Tymczasem powstaje też pomnik, który ma stanąć w październiku przed sanktuarium pw. św. Maksymiliana Kolbego w Pabianicach.

Jego twórcy pokazali makietę swego dzieła krakowskim artystom. Wszyscy ocenili zgodnie, że będzie to najpiękniejszy pomnik Ojca Świętego w kraju – poinformował nas proboszcz sanktuarium ks. prałat Ryszard Olszewski.

Twórcy to Krystyna i Bogusław Solscy (łódzcy artyści, ci sami, którzy zaprojektowali pomnik stojący przed katedrą).
Pabianicki Ojciec Święty ma mieć 2,5 m wysokości i będzie stał na 2-metrowym, granitowym postumencie.

Odsłonięcie pomnika wyznaczone jest na 7 października. Po uroczystej mszy św. o godz. 11.00 poświęcenia dokona nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk.

Autor artykułu: (MGr)

Spóźnione rachunki

Wednesday, August 29th, 2001

W tym miesiącu część łódzkich abonentów Telekomunikacji Polskiej S.A. otrzymała rachunki za telefon z kilkudniowym opóźnieniem. Ludzie obawiają się, że pod koniec tygodnia, kiedy mija termin płatności, do kas ustawią się jeszcze dłuższe kolejki niż zwykle.

- Od lipca faktury są drukowane w międzyregionalnym centrum wydruku i kopertowania telekomunikacji w Katowicach. W tym miesiącu zostały przygotowane do wysyłki w piątek 17 sierpnia, ale na pocztę dotarły po weekendzie. Stąd to opóźnienie – tłumaczy Iza Bogus, rzecznik łódzkiej telekomunikacji.

W dyrekcji poczty zapewniono, że listonosze już donieśli rachunki do wszystkich abonentów.

Aby uniknąć długich kolejek do 31 sierpnia w każdy dzień kasy w punktach obsługi klienta będą czynne do godz. 17, a jeśli jeszcze zjawią się klienci to nawet dłużej. Do końca miesiąca rachunki mogą zapłacić także abonenci „nieparzyści”.

Autor artykułu: (MR)

Kwadrans i „po meczu”

Monday, August 27th, 2001

Orlen Płock – ŁKS 4:0 (3:0)

1:0 – Geworian (1), 2:0 – Ihenacho (6), 3:0 – Romuzga (15), 4:0 – Grzelak (65).

Żółte kartki: Mandic i Błażejewski (ŁKS). Sędziował Tomasz Cwalina (Gdańsk). Widzów 1500.

Orlen: Krupski – Soczewka, Wojnecki, Romuzga, Pastuszka – Łobodziński (51, Grzelak), Sobolewski, Budka (70, Avaa), Maćkiewicz – Romuzga, Ihenacho.

NOTY W RANKINGU SREBRNE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”

ŁKS: Rossowski 1 (31, Skrzypiec 2) – Jakubczak 5, Mandic 2, Napierała 2, Smoliński 3 – Błażejewski 4, Łabędzki 3, Sierant 2 (46, Stankiewicz 2), Kucz 3, Buchowicz 4 – Grad 2 (71, Czpak 1).

Trudne dni przeżywają kibice drugoligowej piłkarskiej drużyny ŁKS. Łodzianie przegrali trzeci mecz z rzędu i zajmują ostatnie miejsce w tabeli. W sobotę ełkaesiacy w kompromitującym stylu przegrali 0:4 z Orlenem.

Jak powiedział po meczu jeden z najwierniejszych fanów ŁKS, jest w tej całej sytuacji jeden pocieszający fakt: – Gorzej już nie można grać. Ale czy kibice doczekają się szybkiej poprawy postawy ełkaesiaków, tego nikt nie potrafił zagwarantować.Spotkanie w Płocku zostało praktycznie rozstrzygnięte po kwadransie gry. Orlen w piętnaście minut zdobył trzy gole. Od razu trzeba powiedzieć, że nie był to wynik doskonałej postawy gospodarzy. Niestety, kolejny raz ełkaesiacy sami zapracowali na to, że piłkarze Orlenu posyłali piłkę do siatki niczym na treningu strzeleckim.

Wydaje się, że kompletnym nieporozumieniem jest obecność w drużynie chorwackiego zawodnika Slavko Mandica. Wolny, mało zwrotny i zupełnie nie potrafiący wypełniać zadań stopera jest piątą kolumną w drużynie. Również mistrz Europy Adrian Napierała nagle zapomniał jak się gra w piłkę nożną. Może dobrze by się stało, aby temu młodemu piłkarzowi zaordynować tygodniowy rozbrat z futbolem. Wyraźnie widać, że zawodnik ŁKS ma wstręt do futbolu. Na pewno w chwili obecnej stawienie w jego miejsce innego, mniej utytułowanego zawodnika nie przyniesie szkody drużynie.

Wiele do życzenia pozostawia postawa bramkarza Piotra Rossowskiego. Nie wątpię, że jest to bardzo uzdolniony zawodnik, ale musi jeszcze wiele pracować nad sobą, aby mieć prawo bronienia w drugoligowych meczach. Chyba że w ludziom w ŁKS zależy jedynie na promocji zawodników, a nie na wyniku sportowym.

Wróćmy jednak do spotkania. Już pierwsza akcja gospodarzy przyniosła im prowadzenie. Stracony gol był konsekwencją seryjnych błędów łódzkiej denefensywy. Najpierw Mandic nie zorientował się, że lewą stroną ucieka mu pomocnik rywala. Kiedy już zobaczył, że robi się gorąco ruszył w pościg.

Jednak jego bieg przypomniał galop żółwia, toteż piłkarz Orlenu bez najmniejszego problemu zdołał dośrodkować. Piłkę próbował wybić Napierała, jednak nie trafił w futbolówkę, która dostała się pod nogi, stojącego na szóstym metrze Wahana Geworgjana. Ten przy biernej postawie Rossowskiego posłał piłkę do siatki.

Także drugi gol był konsekwencją nonszalancji w łódzkiej denfensywie. Orlen wykonywał rzut rożny. Ełkaesiacy zapomnieli zaopiekować się stojącym na szóstym metrze Ihenacho, który strzałem głową zdobył dla płocczan drugiego gola. W piętnastej minucie było już po meczu. Rzut wolny z dwudziestu metrów wykonywał Dariusz Romuzga. Jego silny strzał odbił się jeszcze po drodze o łódzkich zawodników i wylądował w siatce ełkaesiaków.

Wysokie prowadzenie Orlenu sprawiło, że gospodarze stracili już motywację do dynamicznych ataków. Wykorzystał to ŁKS, starając się przez pewien czas zmniejszyć rozmiary porażki. Najbliższy tego był w 22 minucie Napierała. Łodzianin mógł jednak mówić o pechu, bowiem jego silny strzał z dystansu trafił w słupek i skończyło się na strachu dla Orlenu.

Siedem minut później przed szansą zdobycia gola stanął Michał Buchowicz. Jednak źle przyjął piłkę, co znacznie ułatwiło interwencję bramkarzowi gospodarzy.

Wynik spotkania ustalony został w 65 minucie. Po kolejnym błędzie Mandica przy piłce znalazł się Sobolewski. Natychmiast zagrał do Bartłomieja Grzelaka, który z bliska nie dał szans rezerwowemu bramkarzowi w ŁKS Jakubowi Skrzypcowi (w 31 min. zmienił Rossowskiego).

Pod koniec meczu goście mieli szansę na honorowego gola, ale Michał Łabędzki zachował się w polu karnym niczym nowicjusz i gospodarze zdążyli zażegnać niebezpieczeństwo.
W ŁKS na słowa uznania zasłużył jedynie debiutujący w drugiej lidze Rafał Jakubczak. Na tle pozostałych kolegów wypadł bardzo dobrze. Imponował ambicją i nieustępliwością. Wydaje się, że warto w niego inwestować.

Przykro było patrzeć na poczynania ełkaesiaków w sobotnim meczu. Ich bezradność były przerażająca. Jeśli nie znajdzie się sposób na szybką poprawę gry łodzian, to runda jesienna może być najgorsza w historii klubu.

Autor artykułu: hof

Widzew nie spadnie?!

Monday, August 27th, 2001

Po meczu z KSZO menadżer Widzewa Andrzej Grajewski był mocno wzburzony i niezbyt skory do rozmów z dziennikarzami. Przestrzegł też piłkarzy przd udzielaniem wywiadów.

– Panowie, nie ma co na gorąco mówić o wydarzeniach na boisku i przyszłości Widzewa – tłumaczył żurnalistom. Jutro (niedziela – przyp. red.), o godz. 10 trener zarządził trening dla I – ligowej kadry. Wcześniej zarząd z nimi po męsku porozmawia, a potem możemy, na spokojnie, spotkać się z dziennikarzami.

Rzeczywiście, na spokojnie mogliśmy wczoraj porozmawić z grupą odpowiedzialnych za rozwój piłki nożnej w Widzewie. Udział w tej rozmowie wzięli: szef Widzewa, występujący „tylko” w roli menadżera, Andrzej Grajewski, prezes Andrzej Wojciechowski, wiceprezes Jacek Dzieniakowski i kierownik drużyny Tadeusz Gapiński.

– Mogę zapewnić kibiców Widzewa za pośrednictwem „Expressu Ilustrowanego”, że Widzew z I ligi nie spadnie – zagaił na wstępie Andrzej Grajewski. To byłby nie tylko blamaż w pięknej historii Widzewa, ale i bardzo duża strata finansowa.

Autor artykułu: m. st.

Powrót Guli?

Monday, August 27th, 2001

Pojawił się w siedzibie Widzewa Sławomir Gula, który miał zamiar występować w jednej z I – ligowych drużyn chińskich. Rozmowę przeprowadzili z nim prezes Andrzej Wojciechowski i wiceprezes Jacek Dzieniakowski.

– Czy pozostanie pan w Widzewie? – pytamy Gulę.

– Jeszcze nie podjąłem ostatecznej decydzji, ale nie jest wykluczone, że do końca sezonu grać będę w Widzewie – odpowiada piłkarz. W styczniu 2002 r., jak ustaliłem z chińskimi działaczami, byłbym do ich dyspozycji. Teraz nie mogłem u nich grać, ponieważ mają już u siebie trzech cudzoziemskich piłkarzy.

– A jak się panu w Chinach podobało?

– Kraj egzotyczny, bardzo interesujący, ludzie życzliwi. Miałbym tam również znacznie korzystniejsze warunki finansowe, aniżeli w Polsce. Mankamenty: bariera językowa, inne obyczaje i mentalność ludzka, a także bardzo specyficzne, jak na moje gusta, jedzenie.

Autor artykułu: m. st.

Czy Widzew będzie miał piłkarzy?

Friday, August 24th, 2001

W sobotę Widzew gra w Ostrowcu Świętokrzyskim. Po emocjach związanych z występami polskich zespołów piłkarskich w rozgrywkach pucharowych wracamy na krajowe boiska. Piłkarze ekstraklasy rozegrają szóstą kolejkę spotkań, w sobotę i niedzielę odbędą się po cztery mecze.

Widzew grać będzie w sobotę o godz. 16 w Ostrowcu Świętokrzyskim z miejscowym KSZO. Nie ma co ukrywać, że obydwa zespoły nie należą do ligowych potęg. Łodzianie i ich rywale zamykają tabelę grupy A. Obydwa zespoły mają po jednym meczu zaległym.

Beniaminek ekstraklasy jest jedynym zespołem w pierwszoligowej stawce, który nie wygrał jeszcze meczu w tym sezonie. Piłkarze KSZO dopiero w poprzedniej kolejce zdobyli pierwszą bramkę w tych rozgrywkach. Inna sprawa, że drużynie z Ostrowca należały się słowa uznania za postawę w pojedynku z GKS. Choć katowiczanie prowadzili do przerwy 2:0, to podopieczni trenera Krzysztof Tochela nie załamali się i w drugiej części zdołali doprowadzić do remisu. Gole zdobyli: Przemysław Cichoń (52), Jarosław Popiela (59). Jak widać zespół KSZO nie załamuje się łatwo i warto, aby o tym pamiętali łodzianie.

Drużyna z Ostrowca to ewenement w polskim futbolu. Zespół utrzymywany jest przez głównego inwestora, którym jest urząd miasta. Prezesem klubu jest zatem nie kto inny, jak prezydent miasta.

W zespole KSZO występuje wielu piłkarzy, którzy są bardzo dobrze znani łódzkim kibicom. Przed sezonem do KSZO przeniósł się Zbigniew Wyciszkiewicz. Widzewską przeszłość mają również Wojciech Małocha, Łukasz Gorszkow i Bogdan Pikuta. Z kolei nie tak dawno barw ŁKS bronił Brazylijczyk Sergio Batata.

Widzewiacy ostatnie dni mieli niezwykle pracowite. W sobotę łodzianie walczyli o ligowe punkty z Górnikiem, a już w poniedziałek grali towarzyskie spotkanie z przedstawicielem hiszpańskiej ekstraklasy Las Palmas. Obydwa mecze przegrali i kibice z utęsknieniem czekają na sukces podopiecznych trenera Marka Kusty. Czy jednak po intensywnych dniach łodzianie będą mieli na tyle siły, by podjąć skuteczną walkę z KSZO?

Czekamy na to, że potwierdzi się teoria, iż zagraniczne wojaże sprzyjają mobilizacji widzewiaków. Dwukrotnie po powrocie z zagranicy Widzew ogrywał Wisłę Kraków. Dobrze stałoby się, gdyby i teraz sięgnął po trzy punkty. W wypadku niepowodzenia łódzka drużyna sięgnie ligowego dnia i jej sytuacji będzie nie do pozazdroszczenia.

Z drużyną do Hiszpanii nie wyjechał Rafał Kaczmarczyk, który leczył drobny uraz. Wszystko wskazuje na to, że pomocnik będzie jutro zdolny do gry. Na szczęście kontuzja Daniela Bogusza nie była groźna i także on będzie mógł być brany pod uwagę przy ustalaniu składu na mecz z KSZO.
Inna sprawa, że sytuacja łódzkiego szkoleniowca nie jest do pozazdroszczenia. W poniedziałek PZPN cofnął uprawnienia do gry dziesięciu nowym zawodnikom: Sławomirowi Suchomskiemu, Markowi Szemońskiemu, Arturowi Steśko, Igorowi Steśko, Sergiuszowi Wiechowskiemu, Sławomirowi Rutce, Robertowi Wilkowi, Pawłowi Bocianowi, Patrykowi Rachwałowi i Robertowi Jadczakowi.

Oczywiście powodem takiej decyzji piłkarskiej centrali były długi łódzkiego klubu wobec byłych zawodników i trenera. Wiceprezes Jacek Dzieniakowski ma nadzieję, że do sobotniego spotkania uda się załatwić wszystkie sporne sprawy i trener Kusto będzie mógł wystawić do gry optymalny skład.

Autor artykułu: (hof)