Lekarze nie chcą pracować w Pogotowiu Ratunkowym. Nie ma chętnych, chociaż jest 5 wolnych etatów, a po wakacjach będzie jeszcze 15. – Spośród 10 osób, które się zgłosiły, nikt nie podjął pracy – mówi dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego, dr Ryszard Lewandowski.
– Gdy usłyszą, jakie są warunki pracy i płacy, rezygnują. (Lekarz zatrudniony w pełnym wymiarze czasu pracy, czyli 170 godzin miesięcznie zarabia 1020 złotych brutto – dane z urzędu pracy).
Ostatnio na pracę u nas zdecydowali się: lekarz, który nie miał aktualnego prawa wykonywania zawodu oraz lekarka w zaawansowanej ciąży. Zrozumiałe, że nie mogliśmy ich przyjąć. Aby jeździć w karetce, trzeba mieć wiedzę, kondycję, rozsądek i odwagę.
Rezygnują też doświadczeni lekarze z kilkuletnim stażem i drugim stopniem specjalizacji.
- Dyżurowałem w pogotowiu prawie 8 lat – mówi dr Andrzej Bissinger, specjalista chorób wewnętrznych. – Praca jest ciężka i bardzo odpowiedzialna, zwłaszcza w zespołach reanimacyjnych, a płacą tylko 6 zł brutto za godzinę.
Za pięć kilkunastogodzinnych dyżurów, w tym jeden całodobowy, otrzymuje się około 600 zł netto miesięcznie. Przełożnym lekarza jest starszy dyspozytor, który często nie ma wykształcenia medycznego. Trudno się z nim porozumieć oraz skonsultować w kłopotliwych sytuacjach i przypadkach. Mimo to odszedłem z żalem. Praca w pogotowiu pozwala zdobyć doświadczenie, uczy samodzielności i szybkiego podejmowania decyzji. Uważam, że taką praktykę powinien przejść każdy lekarz podczas swojej kariery zawodowej.
W pogotowiu pracuje na etatach około 60 lekarzy. Reszta pełni tylko doraźne dyżury. Są wśród nich interniści, kardiolodzy, chirurdzy, anestezjolodzy, pediatrzy.
Aktualnie w karetkach, w zespołach reanimacyjnych jeżdżą przede wszystkim młodzi lekarze – stażyści, którzy dopiero zdobywają doświadczenie.
Po wakacjach w Pogotowiu Ratunkowym sytuacja jeszcze się pogorszy z powodu rezygnacji 15 osób. Czy będzie ich kim zastąpić?
W łódzkich urzędach pracy zarejestrowanych jest prawie 70 bezrobotnych lekarzy. Chociaż tylko niektórzy pobierają zasiłek, nie garną się do pracy w pogotowiu. Liczą, że uda im się zatrudnić w szpitalu lub przychodni. Żaden nie chce też podjąć pracy poza Łodzią, aby nie stracić kontaktu z placówkami medycznymi. Od dawna w Powiatowym Urzędzie Pracy nr 2 czeka na medyka etat za 2 tys. zł netto i służbowe mieszkanie koło Gorzowa. W pogotowiu mają jednak nadzieję, że mimo kiepskich pensji i kłopotów, nie zabraknie lekarzy w karetkach.
Autor artykułu: EW