Archive for May, 2001

Przegrani i wykartkowani

Monday, May 21st, 2001

Czerwona kartka: Napierała (75). Żółte kartki: Sobczyński (KSZO), Julcimar (ŁKS). Sędzia: (Kraków). Widzów. 6 tys.

NOTY W RANKINGU SREBRNE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”

ŁKS: Kikowski -2 – Krysiński -2, Julcimar -1 (62, Żuberek -1), Smoliński -3, Napierała -0 – Golański -4, Łabędzki -5, Kucz -2 (72, Białas -1), Rodrigo -2 – Grad -2 (82, Klepczarek -0), Błażejewski -3.

KSZO Ostrowiec: Piątek – Lasocki, Kowalski, Nocoń – Cichoń (86, Wróbel), Sobczyński, Więzik (59, Krawiec), Toborek (82, Skarwelis) – Grębowski, Małocha. Wiadomo było, że dla zespołu ŁKS mecz w Ostrowcu Świętokrzyskim z kandydatem do wywalczenia awansu do ekstraklasy, będzie bardzo trudny.

Trener Mirosław Dawidowski nie wystawił do gry Robarta Sieranta i Adama Buchowicza, którzy mają na koncie po trzy żółte kartki i kolejna, wyeliminuje ich z gry w następnym meczu. Mimo podobnego ryzyka na boisko wybiegli Julcimar i Adam Kucz. Brazylijczykowi nie udało się uniknąć czwartej kartki i nie zagra w środowym, bardzo ważnym dla ŁKS pojedynku z Zagłębiem Sosnowiec. Nie zobaczymy chyba w nim również Adriana Napierały, który otrzymał czerwony kartonik za faul na Krawcu.

Kalkulacje wzięły więc w łeb. Życie jeszcze raz udowodniło, że ma swój scenariusz i nie bierze pod uwagę ludzkich wyliczanek.

Mecz rozpoczął się od ataków gospodarzy. Nic z nich jednak nie wynikało, poza ogromnym zamieszaniem na polu karnym łódzkiej drużyny. W 10 min. Smoliński zablokował strzał Małochy, a trzy minuty później po uderzeniu głową byłego widzewiaka piłkę z bramki wybił Golański.

Zawodnicy KSZO wprawdzie częściej byli przy piłce, ale łódzcy zawodnicy wyprowadzali bardzo dobre kontry. W 12 min. po podaniu Michała Łabędzkiego przed szansą stanął Rodrigo, ale strzelił niecelnie. W 23 min. spotkania najlepszą sytuację meczu zmarnował Adam Grad. Nie była to stu, ale kilkusetprocentowa okazja.

Michał Łabędzki idealnie posłał prostopadle piłkę do Adama Grada, wychodzącego na czystą pozycję na wprost bramki KSZO. Doświadczony napastnik ŁKS zachował się jak początkujący junior. Nieatakowany przez nikogo niezbyt mocnym uderzeniem trafił piłką w nogę bramkarza gospodarzy.

Trzy minuty później mocno strzelał Artur Błażejewski, ale broniący bramki Ostrowca Piątek odbił piłkę. W 29 min. spotkania znów Adam Grad zmarnował dobrą akcję łodzian.

Zamiast podawać do Błażejewskiego, dochodzącego do pozycji sam na sam z bramkarzem KSZO, wdał się w drybling z obrońcą, oddał w końcu strzeł, ale nie mógł nim zaskoczyć Piątka.

Po tych „ostrzeżeniach” ze strony ŁKS ostrowieccy piłkarze ostrzej ruszyli do natarcia. Bramki nadal jednak nie było. Gdy wydawało się, że do przerwy będzie 0:0 Toborek z prawej strony boiska przerzucił piłkę na przeciwległą stronę do wchodzącego w pole karne niepilnowanego Lasockiego, który strzałem z powietrza pokonał Jacka Kikowskiego.

W drugiej połowie gospodarze mieli już zdecydowaną przewagę. W 60 min. Cichoń wyprzedził Kucza, podał do Krawca, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku, a ten strzałem po ziemi w długi róg łódzkiej bramki podwyższa wynik na 2:0.

W 77 min. spotkania Adrian Napierała, który notował niezły występ, stracił piłkę w środku pola. Próbował naprawić błąd i ambitnie gonił znajdującego się już tylko przed Kikowskim Krawca. Wykonał wślizg, po którym napastnik KSZO się wywrócił. Sędzia ukarał łódzkiego obrońcę czerwoną kartką.

Napierała twierdził, że nie podciął zawodnika KSZO. Ukarał łodzian także To-borek, który zdobył po pięknym bezpośrednim strzale z rzutu wolnego w „okienko” trzeciego gola.

Minutę później wynik spotkania ustalił Lasocki, który po rzucie rożnym egzekwowanym przez Toborka ubiegł obrońców i skierował piłkę do bramki.

Okazję na strzelenie honorowego gola miał jeszcze Dzidosław Żuberek, ale trafił w wybiegającego z bramki bramkarza.

Autor artykułu: mm

Zdaniem piłkarzy

Monday, May 21st, 2001

Rafał Pawlak (zawodnik Widzewa): – Spotkanie z Polonią było bardzo trudnym pojedynkiem. Stołeczni piłkarze nastawili się na grę z kontry, czym nam znacznie utrudniali zadanie.

- Czy podłamani jesteście remisem?

-Punkt z mistrzem Polski nikomu ujmy nie przynosi. Nie ma już co rozpamiętywać, bo tego się nie odwróci. Musimy walczyć dalej. Chcieliśmy odnieść zwycięstwo, ale nie udało się.

- Teraz mecz ze Stomilem…

- Myślę, że ten mecz może być kluczowy dla barażu o pozostanie w ekstraklasie. Myślę, że Widzew stać na sukces w Olsztynie. Ja nie zagram przeciwko Stomilowi, ponieważ złapałem czwartą żółtą kartkę.

Sławomir Gula (piłkarz Widzewa): – Mecz z Polonią to historia. Teraz czeka nas walka w Olsztynie. Na pewno nie możemy tam przegrać. Postaramy się zagrać, tak aby wywalczyć trzy punkty. Z Polonią staraliśmy się bardzo, ale widać, że na stołeczną drużynę było to zbyt mało. Zabrakło tej kropki nad i, bo sytuacje do zdobycia gola były. Mam nadzieję, że to wystarczy na Stomil.

Autor artykułu: hof

Kąpiel na własne ryzyko

Friday, May 18th, 2001

Wymioty, biegunki, wykwity na skórze, a także zakażenie salmonellą i wirusem żółtaczki pokarmowej – to wszystko może przydarzyć się śmiałkom, zażywającym kąpieli w akwenach woj. łódzkiego. Zdaniem wojewódzkiego inspektora sanitarnego żadne z kąpielisk nie spełnia warunków bezpieczeństwa sanitarnego. Z kąpielą trzeba będzie poczekać do czerwca.

- Nasze babcie mówiły, że do wody można wchodzić dopiero po św. Janie i było w tym wiele racji – twierdzi dr Barbara Kąkołowicz – Laskowska, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej. – W tej chwili podstawową przyczyną zakazu kąpieli jest niekorzystna sytuacja hydrologiczna. Po deszczach i powodziach zbiorniki wodne są brudne – spłynęły do nich wszystkie zanieczyszczenia.

Pierwsze badania wody służby sanitarne zaczęły w kwietniu. Co prawda sezon kąpieli rozpoczyna się w czerwcu, jednak słoneczna, niemal letnia pogoda sprawia, że dorośli i dzieci wskakują do wody, zarówno w mniejszych, miejskich kąpieliskach, jak i nad dużymi zbiornikami w Sulejowie czy Jeziorsku. Tym samym narażają się na kontakt z bakteriami, wirusami i substancjami chemicznymi groźnymi przede wszystkim dla układu pokarmowego i skóry.

Zgodnie z najnowszym zarządzeniem ministra zdrowia, tegoroczne badania wody w kąpieliskach będą prowadzone według zaostrzonych kryteriów. Sanepid sprawdzi m.in. obecność bakterii coli, paciorkowców kałowych i salmonelli.

Dyskwalifikujące są także te czynniki, które da się zaobserwować gołym okiem: kwitnące sinice, pływające oleje i przedmioty zanieczyszczające wodę i brzegi zbiorników. Na razie najbardziej niepokojący jest stan wody w kąpieliskach nad Pilicą, w okolicach dotkniętych niedawną powodzią.

- Amatorzy kąpieli muszą uzbroić się w cierpliwość – mówi dr Kąkołowicz – Laskowska. – Jeśli będzie ładna, sucha pogoda, znikną wody opadowe i powodziowe. Jakość wody powinna się poprawić. Jednak wszystko zależy od wyników badań bakteriologicznych i fizykochemicznych, a te są bezlitosne. Zdarzały się już przecież takie lata, gdy kąpieliska były zamknięte przez cały sezon.

Autor artykułu: ag

Uhonorujemy odważnych sąsiadów

Friday, May 18th, 2001

Dwoje odważnych sąsiadów z ulicy Rajdowej – Jadwiga Osieja i Janusz Matusiak (na fot.) zostanie w poniedziałek, 21 maja uhonorowanch dyplomem Człowieka Miesiąca, a także wezmie udział w kolacji wydanej na ich cześć.

Akcję „Człowiek Miesiąca” organizują trzy łódzkie media: „Express Ilustrowany”, TV „Toya” i Radio „Eska-Łódź”. Uroczystą kolację dla naszych gości co miesiąc przygotowuje król łódzkich restauratorów Grzegorz Zieliński.
Jadwiga Osieja od rana ze swojego okna obserwowała dwie kobiety, które przygotowywały napad na listonosza.

Przestępczynie zwróciły jej uwagę swoim nietypowym zachowaniem. Koło południa kobiety napadły na swą ofiarę uderzając ją w głowę kamieniem i usiłując wyrwać torbę z korespondencją i pieniędzmi. Listonosz cudem nie stracił przytomności, tylko przygniótł jedną ze złodziejek swoim ciałem i zaczął wzywać pomocy. Przechodzący obok mężczyzna minął go bez słowa. Zareagował natomiast Janusz Matusiak, który akurat wychodził z domu. Nasz bohater co prawda z początku nie wiedział co się dzieje, jednak dokładnie poinstruowany z okna przez swą sąsiadkę – złapał drugą złodziejkę.

W ten sposób nasi „zwyczajni-niezwyczajni” przerwali wszechobecną znieczulicę i pokazali, że los drugiego człowieka w dobie rosnącej przestępczości nie jest im obcy.

Uroczystość uhonorowania ich odbędzie się w restauracji „Grzegorski” przy ul. Piotrkowskiej 97, znanej też jako „Piotrkowska Klub” o godzinie 18.00. W kolacji udział weźmie również napadnięty listonosz.

Autor artykułu: MGr

Tragiczna wachta

Friday, May 18th, 2001

Prokurator wciąż szuka winnych śmierci 7 żeglarzy w katastrofie jachtu „Bieszczady”, który zatonął na Morzu Północnym po zderzeniu z gazowcem „ Lady Elena”pływającym pod banderą Hong-Kongu. Ocalała tylko Małgorzata K. z Łodzi. Do tej pory o swojej tragedii opowiedziała tylko psychologowi. Po 8 miesiącach milczenia zdecydowała się na rozmowę z reporterem „Expressu Ilustrowanego”.

Nic nie mogliśmy zrobić

- Siedziałam za żaglem, nie widziałam nic przed sobą i wykonywałam polecenia kapitana. Miałam trzymać kurs na światła statku, który płynął przed nami, a uderzył w nas zupełnie inny, którego wcześniej nawet nie dostrzegaliśmy. Ja go nie widziałam, Rafał go nie widział i kapitan też go nie widział. Kiedy pojawił się jak spod ziemi, był ogromny i skręcał prosto na nas. Nic już nie mogliśmy zrobić.

Przysięgam, że nie byłam nawet w stanie się poruszyć. A teraz wciąż widzę oczami wyobraźni moich nieżyjących kolegów i łzy rozpaczy ich najbliższych. W katastrofie zginął także mój chłopak Rafał – zwierza się Małgorzata K. .

Dramat zaczął się w niedzielę 10 września ubiegłego roku około godz. 5 rano na Morzu Północnym, niedaleko zachodnich wybrzeży Danii. Czternastometrowy drewniany jacht „Bieszczady” płynął rejsem szkoleniowym, który zaczął się 4 września i miał trwać dwa tygodnie.

Godzinę przed katastrofą Małgosia objęła wachtę.

Oprócz niej na pokładzie był 59-letni kapitan Leszek Ł. i jej chłopak 25-letni Rafał M. z Łodzi. Reszta załogi spała w kajutach.

- To była bardzo dobra pogoda na żeglowanie: wysoka fala, silny wiatr, a na niebie pełno gwiazd – opowiada żeglarka.
Dziewczyna trzymała ster, a chłopak miał jej pomagać.
Kapitan obserwował morze i kierował statkiem. Na horyzoncie panowała jeszcze noc, ale widoczność była doskonała. W bezpiecznej odległości migały światła innych statków.

Marynarze twierdzą, że czasem zdarza się, iż duże jednostki oszczędzają prąd, nie zapalają świateł i włączają je dopiero, gdy w pobliżu pojawia się inny statek.
Jacht „Bieszczady” zderzył się z chińskim gazowcem „Lady Elena” około 5. rano.

- Nie pamiętam przebiegu katastrofy, tyle razy próbowałam to sobie przypomnieć i nic… – mówi Małgosia przez łzy.- Sądzę, że działo się bardzo dużo, ale dla mnie tamten moment nie istnieje. To tak jakby ktoś wziął gumkę i wymazał mi go z pamięci.

Z oględzin wraku statku wynika, że zanim doszło do zderzenia, Rafał M. zdążył wbiec pod pokład, żeby obudzić pozostałą załogę. Jego ciało i dwóch innych żeglarzy znaleziono w środku wraku. Zwłoki kapitana i kolejnego żeglarza wyłowiono z morza wkrótce po katastrofie. Dwa miesiące później odnaleziono jeszcze jednego martwego załoganta. Ciała ostatniej ofiary, Tomasza M., morze nie oddało do dziś.

Gdybym wiedziała…

- Ocknęłam się dopiero w wodzie – opowiada żeglarka – Miałam wrażenie, że jakaś siła wypycha mnie do góry i usłyszałam śrubę napędową „Lady Eleny”. W wyobraźni widziałam, jak tnie mnie na kawałki.

Dziewczyna nie miała na sobie kamizelki ratunkowej. Była bardzo grubo ubrana i każdy ruch sprawiał jej ogromną trudność.

- Kiedy zobaczyłam małe białe światło, sądziłam, że to rufa naszego jachtu i zaczęłam do niego płynąć – wspomina Małgosia – Niestety, to była tylko świetlna pławka z koła ratunkowego. Pomyślałam, że to koniec.

Na szczęście w tym momencie dostrzegła tratwę ratunkową jachtu. Myślała, że inni żeglarze „Bieszczadów” są już na niej. Krzyczała, żeby jej pomogli.

- Miałam wrażenie, że tratwa jest coraz dalej i rozpaczliwie ją goniłam. Opadałam z sił, a sekundy zamieniały się w długie godziny – opowiada. – Ratowałam się nie dla siebie, lecz dla mamy. Coś we mnie krzyczało, że nie mogę się poddać, że jeśli utonę, to ją to zabije.

Najtrudniejsze okazało się wchodzenie na tratwę. Jej ściany mają około pół metra wysokości.

- Nie miałam siły wdrapać się na nią, ale tam były race, a ja wiedziałam, że muszę ratować Rafała, pozostałych żeglarzy i wezwać pomoc. – Gdybym wtedy wiedziała, że wszyscy zginęli, nie robiłabym nic aby ratować siebie.
Gdy już była na tratwie, wystrzeliła trzy rakiety i dwie flary.

- Wkrótce zobaczyłam kuter. Wydawało mi się, że płynie bardzo szybko i za chwilę mnie zmiażdży – wspomina.
Na ratunek przyszedł duński kuter „Brian Kent”. Stamtąd zabrał ją helikopter.

To był błąd człowieka

W katastrofie zginęli: kapitan Leszek Ł., Rafał M., Paweł R., Tomasz B., Arkadiusz J., Artur B, Tomasz M.,
- To była świetnie przeszkolona załoga – mówi Małgosia. – Kapitan miał patent kapitana jachtowej żeglugi wielkiej, nie wyglądał na swój wiek i zachowywał się bardzo przyjaźnie. Był prawnikiem z wykształcenia i zawsze był pewny tego, co mówi, ale liczył się też ze zdaniem innych. Być może dlatego uległ namowom chłopaków, żeby zaliczyć jak najwięcej godzin pływania i żeglować nocami. Tej nocy, wiedząc że będziemy płynąć w miejscu, gdzie nie ma wyznaczonych torów wodnych dla statków, wyszedł z nami na pokład, choć wcale nie musiał. My byliśmy dobrze wyszkoleni i każdy z nas był pewny swoich umiejętności. Przy sztormie, złej pogodzie i w każdych innych warunkach bez trudu dalibyśmy sobie radę, ale gdy taranowała nas „Lady Elena” byliśmy bezsilni.

Jacht „Bieszczady” poszedł na dno w kilka sekund.
- Ta katastrofa to był błąd człowieka albo na naszym, albo na tamtym statku – mówi żeglarka. – Nie chcę nikogo obwiniać. Nie mogę powiedzieć, że kapitan się pomylił, bo tego nie wiem. Ja nie czuję się winna. Gdybym miała choć cień wątpliwości i poczucie, że zrobiłam jakiś błąd, to dla mnie byłoby to nie do przeżycia.

Śledztwo w sprawie zatonięcia jachtu Bieszczady trwa od 11 września.

- Ciągle czekamy na wyniki badań wraku „ Bieszczadów”, które mają nam przysłać z Danii – wyjaśnia Witold Hazuka, naczelnik wydziału śledczego Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku. – Dopóki nie zbierzemy wszystkich dokumentów, nic nie będziemy komentować i nie ujawnimy żadnych szczegółów dochodzenia.

Małgorzata K. została przesłuchana przez prokuratora 29 września ubiegłego roku.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że wykonana przez Izbę Morską w Gdyni symulacja komputerowa katastrofy „ Bieszczadów” potwierdza wersję dziewczyny.

Małgosia jest na pierwszym roku studiów. Rok temu wybrała ten sam kierunek, który ukończył jej tragicznie zmarły w katastrofie jachtu chłopak. Jest sympatyczna, otwarta i ufna. Ma opinię inteligentnej, rozsądnej, opanowanej i poważnej.

- W ubiegłym roku o tej porze zdawałam maturę, a Rafał podtrzymywał mnie na duchu – wspomina Małgosia. – Był moim najlepszym przyjacielem i ukochaną osobą. Nigdy nie przypuszczałam, że człowiek może odnaleźć w sobie dość siły, by po takiej tragedii i stracie kogoś bliskiego móc jeszcze żyć.

Autor artykułu: Marzena Maciejczyk

Losowanie numerów

Tuesday, May 15th, 2001

Wczorajszy dzień finalistki konkursu „Najpiękniejsza Mama i Córka 2001” spędziły w ogrodach Pałacu Poznańskich. Najpierw losowały numery, z którymi wystąpią na scenie. I tak 21 maja jako pierwsza zaprezentuje się publiczności Ewa Majzer z Pabianic z córką Joanną. Numer 13 przypadł zaś mamie Magdalenie Jóźwiak i jej córce Indze.

Po losowaniu panie prezentowały się przed kamerami TVP 3. Każda para przedstawiała się, opowiadała o swojej pracy i zainteresowaniach. Nad całością czuwał red. Leszek Bonar. Nagrania zostaną zaprezentowane publiczności podczas koncertu w pałacu, a kilka dni później, 26 maja, we wszystkich programach regionalnych TVP.

Przypominamy, że główną nagrodą dla laureatek tegorocznego konkursu „Expressu Ilustrowanego” jest ufundowane przez naszą redakcję czerwone seicento young. Panie, które zdobędą tytuły drugiej i trzeciej pary otrzymają, może mniej wartościowe, ale bardzo praktyczne urządzenia – duże, domowe lodówki.

Bilety na koncert (21 maja, godz. 20) są już w sprzedaży. Można je kupować w Łódzkiej Agencji Artystycznej (ul. Piotrkowska 182), Centrum Usług Turystycznych (pl. Wolności 12), Orbisie (ul. Piotrkowska 68), Centrum Informacji Kulturalnej (ul. Zamenhofa 1) i w Pałacu Poznańskich (ul. Ogrodowa 15).

Autor artykułu: L

Pierwsze wyniki pisemnych matur

Tuesday, May 15th, 2001

Tylko nieliczne szkoły zdążyły już ogłosić wyniki pisemnych egzaminów dojrzałości. Wczoraj poznali swoje oceny np. maturzyści z XXXI LO i Zespołu Szkół Gastronomicznych. Pod tablicami wyników w XXXI LO radość była powszechna. W Zespole Szkół Gastronomicznych niektórzy abiturienci mieli nawet w oczach łzy szczęścia, ale radość przyćmiła informacja, że jedna osoba napisała matematykę na jedynkę i musi powtórzyć egzamin.

XXXI LO od lat należy do najlepszych łódzkich liceów. Tu średnia ocen z matematyki wyniosła 5,07. Na 96 osób, które wybrały „królową nauk” aż 41 napisało celująco, czyli na szóstkę. Było też 26 ocen bardzo dobrych, 20 dobrych i kilka dostatecznych. Świetnie wypadł angielski, z którego średnia wyniosła 5,18. Było 9 celujących, 22 bardzo dobre i 3 dobre.

Słabiej wypadła historia (średnia 3,82) i język polski (średnia 3,91), ale i tych przedmiotów nie oblał nikt. Z języka polskiego na 172 piszących były 3 celujące, 37 bardzo dobrych, 78 dobrych, 49 dostatecznych i 5 dopuszczających. Szóstki z historii nie dostał nikt. Były 4 oceny bardzo dobre, 3 dostateczne i 2 dopuszczające. Tematy z polskiego nie dla wszystkich okazały się więc takie łatwe, jak się zdawało. Na ocenach z historii na pewno zaważyło to, że aż 2 tematy były współczesne, a temat źródłowy – w ocenie nauczycieli – był bardziej literacki niż historyczny. Nie zmienia to faktu, że w XXXI LO wielu uczniów będzie zwolnionych z ustnego egzaminu.

W Zespole Szkół Gastronomicznych tablicę z wynikami wniesiono na I piętro tuż przed godziną 13. Jednak młodzież już od rana kręciła się po korytarzach, usiłując wcześniej zasięgnąć języka. Fama głosiła, że ogólnie jest dobrze.

Nastrój powszechnej radości – a nawet łzy szczęścia – zmąciła informacja, że jest jedynka z „matmy” i jedna osoba musi powtórzyć egzamin. W „Gastronomiku” są trzy szkoły: Technikum Gastronomiczne, Liceum Techniczne i Liceum Zawodowe. Matematyka wypadła najlepiej w Liceum Technicznym, najsłabiej w Liceum Zawodowym. Klasa IVa z Technikum Gastronomicznego osiągnęła najwyższe średnie w szkole – z matematyki było to 3,6, z polskiego 3,94, z historii 3,6. Egzamin zdawały 153 osoby (w tym troje abiturientów z poprzednich lat) a jedyna praca na szóstkę była z matematyki. Za rozwiązanie zadań wystawiono 13 ocen bardzo dobrych, 48 dobrych, 62 dostateczne, 11 dopuszczających i jedną niedostateczną.

Z polskiego było 17 bardzo dobrych, 49 dobrych, 66 dostatecznych i 21 dopuszczających. Obydwie osoby piszące angielski napisały na oceny dobre i bardzo sobie chwaliły to, że można było korzystać ze słowników we wszystkich częściach egzaminu.

Słowniki do dyspozycji każdego ucznia – zamiast jak dotychczas pod kontrolą komisji – sprawiły, że oceny z języków obcych wszędzie będą wyższe niż w poprzednich latach.

Satysfakcjonujące maturzystów i nauczycieli oceny z dwu szkół nie dają rzecz jasna pełnego obrazu egzaminów dojrzałości. Dzisiaj, jutro, także w czwartek ogłaszane będą oceny z pisemnych w bardzo dużej liczbie szkół. „Fama” głosi, że jeśli tematy są łatwe, to wyniki muszą być dobre. Wygląda na to, że tegoroczna matura w Łódzkiem przejdzie do historii, jako jedna z najłatwiejszych.

Autor artykułu: HC

Jak nie dać się KSZO Ostrowiec?

Tuesday, May 15th, 2001

W najbliższą sobotę, o godz.17, na boisku w Ostrowcu Świętokrzyskim spotkają się drużyny, które walczyć będą o odmienne cele: Z jednej strony miejscowe KSZO ma duże szanse, po trzech sezonach nieobecności, powrócić do piłkarskiej ekstraklasy, z drugiej ŁKS broni się, jak wiadomo, przed spadkiem do III ligi. (more…)

Z Górnikiem trzeba zagrać lepiej!

Friday, May 11th, 2001

Dobrze się stało, że piłkarze ŁKS uratowali chociaż jeden punkt w pojedynku z GKS Bełchatów. Mogło być gorzej. Po przerwie więcej okazji do strzelenia bramek mieli goście. Zdobycie jednego punktu to w przypadku ełkaesiaków mała pociecha.

I tak zepchnięci zostali w bezpośrednią strefę zagrożoną spadkiem do III ligi. W tej kalkulacji należy wziąć jednak pod uwagę fakt, że drużyna z al. Unii ma do rozegrania (23 maja) zaległy mecz u siebie z Zagłębiem Sosnowiec.

Zanim dojdzie do tego spotkania łodzian czeka jutro (sobota), o godz.16.30 bardzo trudna konfrontacja z Górnikiem Łęczna. Wiosną ŁKS pechowo zremisował w Łęcznej 1:1, chociaż był bliższy osiągnięcia zwycięstwa od gospodarzy. Na przeszkodzie do sukcesu łodzian stanął wówczas stronniczo prowadzący te zawody arbiter główny.

Od tamtego czasu zmienił się nie tylko skład osobowy Górnika, a i nastąpiła zmiana na stanowisku trenerra.

Obecnie zespół z Łęcznej zajmuje wysoką, piątą, pozycję w tabeli II ligi. W minionej kolejce zespół z Łęcznej pokonał u siebie całkowicie zasłużenie Ceramikę Opoczno. Do najlepszych graczy w szeregach Górnika należeli b. piłkarze Ceramiki: Marcin Majewski (zdobywca jedynej bramki), Artur Wilk i Zbigniew Czerbniak.

Piłkarze stają więc w sobotę przed kolejnym, bardzo trudnym wyzwaniem. Muszą ten pojedynek rozstrzygnąć na swą korzyść, aby stworzyć bardziej realne przesłanki na utrzymanie się w II lidze. Nie będzie to bynajmniej zadanie łatwe do wykonania. Istnieje więc pilna potrzeba postawienia na nogi, odczuwającego bóle w nodze, Marcina Krysińskiego. Powróci do drużyny Paweł Golański, który pauzował jeden mecz za żółte kartki i w normalnej dyspozycji może być sporym wzmocnieniem drużyny.

Ełkaesiaków stać na to, aby zagrać na lepszym poziomie aniżeli w meczu z GKS Bełchatów. Udowodnili to w kilku poprzednich spotkaniach na własnym boisku. Jeżeli łodzianie zdołają w konfrontacji z Górnikiem Łęczna wznieść się na wyżyny swych możliwości to nie są bez szans na odniesienie zwycięstwa. Przede wszystkim trzeba wykazać ogromne zaangażowanie, a ambicją, jak wykazuje praktyka, można zdziałać wiele.

Piłkarze liczą znów na doping swych wiernych kibiców. Należy oczekiwać, że w tym tak bardzo dla ŁKS ważnym spotkaniu zjawi się ich na stadionie przy al. Unii kilka tysięcy, aby zagrzewać swych pupilów do walki.

Lider tabeli RKS Radomsko wyjedża do stosunkowo słabego Dolcanu Ząbki i nie powinien mieć kłopotów z wywalczeniem kompletu punktów. O wiele trudniejszą przeprawę będzie miał GKS Bełchatów, który podejmuje KSZO Ostrowiec. Większych problemów z uzyskaniem zwycięstwa nie powinna też mieć Ceramika Opoczno w wyjazdowym meczu z Lechią Gdańsk.

Pozostałe spotkania II ligi: Tłoki – Górnik Polkowice, Hetman – Polar, Lech – Włókniarz, Odra – Polonia, Stal – Myszków i Zagłębie – Świt.

Autor artykułu: m. st.

Koszykówka na Piotrkowskiej

Friday, May 11th, 2001

Największa koszykarska impreza roku odbędzie się 3 czerwca br. na ul. Piotrkowskiej (między ulicami Nawrot i Tuwima). Przez cały dzień (w godz. 9.00 – 20.00) odbywać się będą rozgrywki Turnieju Koszykówki Ulicznej Basketmania 2001 (streetbasket – drużyny trzyosobowe + rezerwowy) i Koszaleństwo 2001 (gra na dwa kosze w zespołach czteroosobowych).

Odbędzie się także Mecz Gwiazd Basketmania 2001. Wszystkie te imprezy planowane są jako spójny wielki festyn sportowy.

W imprezie weźmie udział ok. 200 drużyn z całej Polski (ok. 1000 zawodniczek i zawodników). Na najlepszych czekają nagrody wartości ponad 20 tys. złotych.

Oprócz meczów koszykówki odbędą się występy cheerleaders z zespołu Aero Dance, konkursy, koncerty i inne atrakcje.
Organizatorzy przyjmują już zgłoszenia drużyn w siedzibie AZS Organizacja Środowiskowa w Łodzi przy al. Kościuszki 85, tel./fax 0-42 637-69-98. Tam też można zasięgnąć wszelkich informacji. Sponsorami imprezy są: AIG Amplico, Reebok, UMŁ i Urząd Marszałkowski.

Autor artykułu: mm