Archive for April, 2001

Recepty dla… nieboszczyków

Saturday, April 28th, 2001

Policja zatrzymała 46-letniego lekarza wojskowego. Jest podejrzewany o wyłudzanie lekarstw na dużą skalę.

- Sprawdzamy czy faktycznie lekarz dopuścił się wyłudzenia lekarstw wielotysięcznej wartości – poinformował płk Robert Malanowski, wojskowy prokurator garnizonowy w Łodzi.

Lekarz liczy 46 lat, jest w stopniu kapitana i ma specjalizację internistyczną. Służy w szpitalu wojskowym w Warszawie. Podejrzewa się, że od listopada do czerwca 1997 r. wystawił kilkaset bezpłatnych recept, m.in. na leki psychotropowe. Tylko w jednej aptece w Łodzi znaleziono 670 podpisanych przez niego recept (wystawiał je m. in. na osoby zmarłe). Straty jakie z tego tytułu poniosła Branżowa Kasa Chorych szacuje się na około 45 tys. zł.

Autor artykułu: em

Strażnicy w tramwajach

Saturday, April 28th, 2001

Prezydent Łodzi i wojewoda łódzki zajęli się sprawami bezpieczeństwa. Prezydent zapowiedział, że strażnicy miejscy mają na miejsce swych popołudniowych i nocnych patroli dojeżdżać tramwajami i autobusami.

W zamyśle ich obecność choć po części powinna zabezpieczyć pasażerów przed kieszonkowcami i terrorem bandytów. Do końca roku każdy motorniczy i kierowca powinien też mieć krótkofalówkę by o zagrożeniach szybko powiadomić swego dyspozytora, a ten – policję.

Wojewoda uważa, iż wprowadzany program walki z przestępczością już daje rezultaty. Mniej (w porównaniu z początkiem ubiegłego roku) o 1 procent jest przestępstw kryminalnych, o 13 procent spadła liczba kradzieży aut, niemal o 6 procent – kradzieży z włamaniem. Mniej też odnotowali policjanci wypadków drogowych, kradzieży, rozbojów i wymuszeń a nawet bójek. Przyznaje jednak, że rośnie liczba przestępstw narkotykowych. Bezpieczniej jest za to (przynajmniej w statystyce) podczas imprez masowych.

Autor artykułu: kow.

BB wróg, czy przyjaciel?

Friday, April 27th, 2001

Dzisiaj i jutro przed dwoma łódzkimi hipermarketami Jumbo i Leclerc zaparkuje specjalny wóz Wielkiego Brata, czyli pokój zwierzeń na kółkach. Konfensjonał (jak nazywają go mieszkańcy domu BB) ukryty jest w przyczepie z hasłem „Sam wiesz co masz myśleć. Wyraź to!”. To dokładna kopia pokoju zwierzeń w sękocińskim domu Big Brother.

Pokoik o wymiarach 3,6 m x 2,5 m x 2,4 m cały wyłożony jest czerwonym suknem.

W środku stoi jedynie wygodny (oczywiście czerwony) fotel z drewnianymi poręczami. Pojazd zatrzymuje się przed centrami handlowymi, gdzie zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy programu mogą zasiąść w wygodnym fotelu i powiedzieć co myślą o programie. Oko kamery ukryte za weneckim lustrem filmuje wszystkich, a najciekawsze opinie są prezentowane w niedzielnym programie „Big Brother. Ring”.

Piątkowo – sobotni happening pod hasłem „Sam wiesz co masz myśleć. Wyraź to!” to nie tylko gratka dla wielbicieli mieszkańców domu w Sękocinie. To również przygoda dla amatorów motoryzacji. Auto, które ciągnie pokój zwierzeń to unikatowy hummer, czyli amerykański wóz bojowy biorący udział w operacji „Pustynna Burza”. Czarny, przypominający chrabąszcza wóz błyskawicznie skupia na sobie uwagę gapiów.

Jaki jest Wielki Brat?

Wysoki, postawny mężczyzna z kilkudniowym zarostem, w czapce bejsbolówce naciągniętej głęboko na oczy. Do tego kurtka i dżinsowe spodnie, z papierosem w dłoni – to rysopis, który pasuje do niejednego polskiego mężczyzny po trzydziestce. Z tą jednak różnicą, że głos tego konkretnego zna prawie cała Polska. Wielki Brat jest obecnie najbardziej tajemniczą postacią telewizji. Po kraju jeździ pokój zwierzeń by każdy mógł powiedzieć co o nim myśli. Sam jednak nigdy się nie ujawnia. Tylko w wyjątkowych sytuacjach zgadza się na rozmowę i krótki wywiad. Oto co powiedział reporterce „EI”:

- Kim jesteś, gdy przestajesz być Wielkim Bratem?

- Zwykłym człowiekiem. Tylko wąskie grono moich współpracowników wie, że to jestem ja. Dla pozostałych, nawet moich znajomych jest to tajemnica. Zresztą nie wyróżniam się niczym szczególnym więc nawet jak się kręcę po studio nikt spoza ekipy nie orientuje się, że patrzą na Wielkiego Brata.

- Jak traktujesz swoich podopiecznych. Czy nie wydają ci się dziwni przez to, że zgodzili się żyć w takiej izolacji?

- Nie mogę i nie chcę ich oceniać. Gdybym to zaczął robić straciłbym obiektywizm. Poza tym ja jestem ich partnerem, a nie wrogiem. Nasze wzajemne stosunki określa po prostu regulamin domu Big Brother.

- To znaczy, że nikogo z nich nie polubiłeś, nikt cię jakoś szczególnie nie denerwuje? Nie wydaje się dziwny ich ekshibicjonizm lub niektóre reakcje?

- Gdyby tak było to musiałbym zrezygnować z tej roli. To prawda, że jest to specyficzna przestrzeń i nie typowa sytuacja, ale obie strony zaakceptowały tę okoliczność godząc się na udział w programie. Poza tym jeżeli się kogoś nie ocenia, nie wartościuje jego zachowań to pojęcie dziwności nie istnieje. A ja tego nie robię.

- Mieszkańcy domu BB próbują naciągać regulamin, stawiają żądania, łzami i przymilaniem się próbują wymusić np.: dodatkowe piwo, czy muzykę. Co ty na to?

- Czasem zaskakuje mnie to jak się do mnie zwracają: raz traktują mnie jak przyjaciela, raz jak wroga. Próbują mnie podejść i wciągnąć do gry słownej. Traktuję to po prostu jak element wzajemnego dialogu. Czasem ustępstwa są możliwe, bo przecież oto chodzi gdy się rozmawia. Muszę jednak zachować przytomność umysłu i szczególną uwagę, żeby nie dać się czymś zaskoczyć. Staram się tylko być otwartym na nich. Kimś kto widzi ich łzy i komu można się zwierzyć.

- Co jest najtrudniejsze w twojej roli?

- Słuchanie, bo to najtrudniejsza ze sztuk. Przez cały czas pracuję nad umiejętnością słuchania, wychwytywanie tego co mieszkańcy chcą ukryć lub powiedzieć między wierszami.

Drugi problem to jasne i klarowne formułowanie komunikatów. Każdy szczegół zdania jest ważny, więc to co mówię musi być proste i nieskomplikowane. Wypowiedziane głośno i wyraźnie. Mój głos nie może zdradzać żadnych emocji, dlatego muszę być wyjątkowo opanowany nawet, gdy śmiech ściska mi gardło.

*****

Zapraszamy do udziału w happeningu Sprite w piątek od godziny 14.00 do 17.00 w hipermarkecie Jumbo, od godziny 18.00 do 20.00 w hipermarkecie Leclerc, a w sobotę od godziny 11.00 do 15.00 przed Leclerc, od godziny 16.00 do 19.00 przed Jumbo. Patronat nad imprezą objął „Express Ilustrowany” i radio „Eska”.

Dodatkowo dla wielbicieli programu „Big Brother” mamy niespodziankę. Dwie wejściówki na plan programu w studio w Sękocinie. Wystarczy wypełnić czytelnie kupon i wrzucić go do skrzynki umieszczonej w redakcji „Expressu Ilustrowanego” przy ul. ks. Skorupki 17/19. Na zgłoszenia czekamy przez tydzień. Nazwiska zwycięzców podamy w poniedziałek 7 maja.

Autor artykułu: A. Jedlińska

ŁKS utrzyma się w II lidze

Thursday, April 26th, 2001

W dobrej dyspozycji znajduje się obecnie ostatni obrońca zespołu ŁKS Conceicao De Sousa Julcimar. Brazylijczyk w ostatnim ligowym spotkaniu łódzkiego zespołu z Lechem w Poznaniu był wyróżniającym się zawodnikiem. Skutecznymi interwencjami nie dopuszczał do zagrożenia bramki Jacka Kikowskiego.

- Zbierasz wysokie noty po ostatnich spotkaniach, czy sam też wysoko oceniasz swoją grę?

Julcimar (ŁKS) – Zadowolony jestem ze swojej dyspozycji. Cieszę się również, że zbieram wysokie oceny od sportowych dziennikarzy. Mocno trenuję i myślę, że dlatego gram coraz lepiej. Zawsze było moim marzeniem, żeby grać dobrze w piłkę i być cenionym przez fachowców.

- Czy drużyna ŁKS utrzyma się w II lidze?

- Taki jest oczywiście nasz cel. Po ostatnich rozegranych przez nas spotkaniach wydaje się, że będzie dobrze. Nasza drużyna ostatnio nie przegrywa i postaramy się, by tak było dalej. Wszystko będzie dobrze i zostaniemy w II lidze.

- Czekamy na cieplejszą i słoneczną pogodę. Ty chyba jeszcze bardziej.

- Długo utrzymuje się zimowa pogoda, ale trudno. Muszę grać i trenować w takich warunkach jakie są. Jestem w Polsce już cztery lata i przyzwyczaiłem się do takiej pogody.

- Przyjechałeś do Polski w wieku 19 lat, a kiedy rozpocząłeś piłkarską karierę?

- W wieku 7 lat zacząłem grać w Belo Horizonte, w którym trenowałem do czasu wyjazdu do Polski. Tutaj gram w ŁKS i jestem z tego zadowolony.

- Grałeś też w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki…

- Tak, ale wolę grać w ŁKS, bo mam tutaj wielu kolegów i znajomych.

- Czy masz również koleżanki?

- Jeżeli chodzi o moją dziewczynę, to na imię ma Juliana i mieszka w Brazylii.

- Zarówno Brazylijki jak i Polki słyną w świecie z urody. Które są twoim zdaniem ładniejsze?

- Dla mnie najładniejsze są jednak brazylijskie dziewczyny.

Autor artykułu: mm

Po dyskotece…

Wednesday, April 25th, 2001

W październikowy ranek, po dyskotece w Wiśniowej Górze, dwaj młodzi mężczyźni zaatakowali Łukasza S., który stał na przystanku autobusowym. Najpierw go pobili, a potem skopali do utraty przytomności.

Pokrzywdzonemu uratowano życie w klinice intensywnej terapii. Wystąpiły bowiem objawy obrzęku mózgu i zaburzenia rytmu serca.

Sprawcami pobicia byli: 20-letni Maciej W. z Wiśniowej Góry i młodszy o rok Patryk W. z Łodzi. Obydwaj wpadli w ręce policji, gdy popełnili kolejne przestępstwo.

W grudniową noc oskarżeni jechali „Toyotą Busem” należącą do ojca Macieja W. Na ul. Kolumny auto stanęło, bo zabrakło benzyny. Na poboczu zatrzymała się „Tawria”. Kierowca miał jakieś kłopoty z ponownym uruchomieniem silnika. Wpadli wówczas na pomysł, by ukraść jego auto. Kiedy przerażony właściciel zablokował drzwi., Maciej W. wdarł się do środka przez wybitą szybę. W ręce miał nóż i walił na oślep.

Kierowca ratował się ucieczką. Dobiegł do najbliższego domu. Stamtąd wezwano karetkę pogotowia, która przewiozła rannego do szpitala im. Kopernika. U pacjenta stwierdzono dwie rany na głowie, ranę ciętą na czole i powierzchowne skaleczenia na klatce piersiowej (od poważniejszych obrażeń uchroniła go gruba odzież).

Prokurator z Górnej oskarżył obydwu o pobicie skutkujące poważnym uszczerbkiem zdrowia, o rozbój, a dodatkowo Macieja W. o usiłowanie zabójstwa.

Akt oskarżenia w tej sprawie jest już w Sądzie Okręgowym w Łodzi. Obydwaj oczekują na proces w areszcie.

Autor artykułu: st

Chciał zabić?

Wednesday, April 25th, 2001

Kary 15 lat więzienia zażądał wczoraj prokurator dla 21-letniego Marka B., oskarżonego o usiłowanie zabójstwa. Obrońca wnosił o łagodniejsze potraktowanie swojego klienta. Wyrok zapadnie w piątek, 27 bm.

Do tragedii doszło 10 maja zeszłego roku na ul. Jutrzenki. Oskarżony stał przed blokiem i przyglądał się mężczyźnie, który mył auto. W pewnej chwili wbił nóż w jego plecy.

Ranny sam go wyciągnął i przez jakiś czas okładał napastnika szczotką, którą trzymał w ręce. Potem upadł. W szpitalu stwierdzono, że ostrze uszkodziło płuco, przeponę i wątrobę.

Oskarżony przyznał się do winy. – Nie chciałem nikogo zabić – zapewniał sąd. Lekarze psychiatrzy stwierdzili u Marka M. objawy zespołu uzależnienia od alkoholu. Tragicznego dnia też był pijany.

Autor artykułu: st

Powiedzieli po meczu

Monday, April 23rd, 2001

Grzegorz Krysiak – Dzisiaj zagrałem tylko 10 minut, ale czuję się coraz lepiej i mam nadzieję, że w kolejnych meczach wystąpię już od pierwszej minuty spotkania.

Przede wszystkim marzę o pierwszym występie w rundzie wiosennej przed własną publicznością, bo stęskniłem się za atmosferą panującą podczas meczów na naszym stadionie.

Adam Kucz – Jesteśmy zadowoleni z wywiezienia punktu. Myślałem, że kibice poznańscy przywitają mnie i Krzysia Smolińskiego znacznie gorzej. Na szczęście skończyło się na jednym esemesie przysłanym do Krzyśka. W sumie dobrze mi się grało na stadionie Lecha.

Dzidosław Żuberek – Zabrakło trochę precyzji przy moich dwóch strzałach z linii pola karnego, podobnie jak przy uderzeniu głową po dośrodkowaniu Adama. Nad grą głową ciągle pracuję, bo nie jest to silna moja strona. Można było mecz z Lechem wygrać, ale jesteśmy zadowoleni z wywalczonego punktu. Nie wracamy z Poznania bez niczego i to nas bardzo cieszy, choć to my mieliśmy dogodniejsze sytuacje bramkowe. Przez cały mecz byłem faulowany przez pilnującego mnie obrońcę, a nie wszystkie jego przewinienia kończyły się dla nas rzutem wolnym. Przez ostatni tydzień miałem kłopoty z kolanem, nie trenowałem i dlatego w końcówce spotkania opadłem nieco z sił.

Michał Buchowicz – Szkoda, że piłka po moim strzale nie znalazła drogi do bramki. Byłoby 1:0 i na pewno byśmy wygrali. Gra mi się coraz lepiej, złapałem właściwy rytm i mam nadzieję, że w kolejnych meczach będziemy wygrywać.

Michał Łabędzki – Dużo musieliśmy się dzisiaj nabiegać rozbijając ataki Lecha. Teraz jadę na spotkanie „młodzieżówki” ze Szkocją i gdy dostanę szansę gry, postaram się pokazać z jak najlepszej strony.

Autor artykułu: mm

Cenny remis

Monday, April 23rd, 2001

Lech Poznań – ŁKS 0:0
Żółte kartki: Bekas (Lech), Napierała, Białas (ŁKS). Sędzia: Ryszard Rębilas (Kraków). Widzów. 3 tys.

NOTY W RANKINGU SREBRNE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”

ŁKS: Kikowski -5 – Krysiński -4, Julcimar -6, Napierała -5, Smoliński -4 – Golański -3 (60, Białas -1), Łabędzki -6, Kucz -3 (68, Sierant -1), Buchowicz -6 (81, Krysiak -1) – Grad -4, Żuberek -6.

Lech: Tyrajski – Michalski, Najewski, Przerada – Jabłoński (64, Bekas), Twardygrosz (78, Dondoo), Jacek, Matlak – Przysiuda, Tyszkiewicz (54, Trzebny), Ślusarski.

Mecz pomiędzy piłkarzami Lecha i ŁKS otrzymał oprawę godną pojedynku tych znanych piłkarskich firm. Deszcz przeszkodził organizatorom w zrealizowaniu wszystkich planów. Nie odbył się pokaz ogni sztucznych. Aż strach pomyśleć, by jedna z tych drużyn znalazła się w trzeciej lidze.

A jednak obu zespołom jeszcze degradacja grozi. W zdecydowanie lepszej sytuacji znajdują się po remisie w Poznaniu gracze ŁKS, którzy zajmują 15 miejsce w tabeli. Lechici są na przedostatniej pozycji.

Od początku meczu do ataku ruszyli poznaniacy. Nie mieli jednak pomysłu jak sforsować dobrze grającą łódzką defensywę. Ich zdobyczą były tylko rzuty rożne, bite mocno przez Matlaka, po których Jacek Kikowski miał kłopoty z piąstkowaniem piłki. Łodzianie ograniczali się początkowo do obrony własnej bramki, ale po przetrwaniu pierwszego naporu rywali sami przeprowadzili kilka groźnych akcji.

W 8 min. meczu indywidualną akcją popisał się Dzidosław Żuberek. W prawym narożniku pola karnego Lecha minął dwóch przeciwników, strzelił kąśliwie w krótki róg bramki Tyrajskiego, ale piłka trafiła w boczną siatkę.

Dwie minuty później po rzucie wolnym egzekwowanym przez Adama Kucza z lewej strony boiska znów Dzidosław Żuberek mógł zdobyć prowadzenie dla ŁKS. Wyskoczył ładnie do piłki, uderzył ją mocno głową, ale nie trafił do poznańskiej bramki.

W 21 min. meczu o szczęściu mogli mówić ełkaesiacy. Tyszkiewicz po rzucie rożnym Matlaka dosięgnął głową piłkę, ale trafiła ona w poprzeczkę i wyszła na aut. W podobnej sytuacji siedem minut później nad poprzeczką posłał piłkę głową Michalski.

W 38 min. gry znów pokazał się Dzidosław Żuberek. Ponownie uwolnił się spod opieki Michalskiego, ale znów piłka po jego strzale w niewielkiej odległości minęła bramkę Lecha. Próbował pokonać Tyrajskiego także Michał Buchowicz, który w Poznaniu zaliczył kolejny udany występ. Po akcji z Adamem Gradem uderzył z linii pola karnego, ale bramkarz Lecha, choć z wielkim trudem zdołał wybić piłkę na rzut rożny.

Po przerwie gospodarze zdobyli dużą przewagę. Nadal jednak nie stwarzali stuprocentowych sytuacji. Największym zagrożeniem dla Jacka Kikowskiego były rzuty wolne egzekwowane przez Matlaka. Śliska murawa i mokra piłka utrudniały bardzo interwencje. Po jednym z nich piłka uciekła pod brzuchem łódzkiemu bramkarzowi, ale na szczęście dla zespołu ŁKS zmieniła kierunek i nie trafiła do bramki, a wyszła na rzut rożny.

W 78 min. meczu blisko strzelenia gola był bardzo aktywny Michał Buchowicz. Otrzymał piłkę po prawej stronie boiska od Marcina Krysińskiego. Podprowadził ją pod pole karne i potężnie przymierzył w stronę bramki Lecha. Strzał był przedniej klasy, jednak skończyło się na postraszeniu Tyrajskiego i kibiców Lecha, bo piłka o kilka centymetrów minęła lewy słupek poznańskiej „świątyni”.

Jeszcze raz ełkaesiacy mieli szansę na zdobycie gola. 8 minut przed końcowym gwizdkiem sędziego Adam Grad po kiksie Na-jewskiego otrzymał w prezencie piłkę. Zamiast lobować bramkarza Lecha, który stał daleko przed swoją bramką, wdał się niepotrzebnie w drybling i nie wykorzystał okazji.
Tak więc mecz zakończył się remisem, który z większym zadowoleniem przyjęli gracze ŁKS.

Autor artykułu: mm

Mistrzowie Polski!

Monday, April 23rd, 2001

Po raz pierwszy w powojennej historii RTS Widzew młodzież tego klubu zdobyła tytuł mistrza Polski, wygrywając tradycyjny turniej Nike Premier Cup 2001 (rocznik 1986).

W decydującym meczu o tytule mistrza widzewiacy zasłużenie pokonali Ruch Chorzów 1:0 (0:0). Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Barłomiej Kuśmierczyk.

Mistrzowie Polski grali w składzie: Artur Melon – Adam Szczepaniak, Przemysław Ziółkowski, Jakub Rzeźniczak, Krystian Pajor – Krzysztof Nowakowski, Rafał Kwiatkowski, Michał Wawrzko, Piotr Kuklis – Tomasz Stachowski, Bartłomiej Kuśmierczyk. Ponadto w tym turnieju wystąpili: Tomasz Cytrowski, Piotr Miśkiewicz, Arkadiusz Cybartowicz, Krzysztof Filipczak, Michał Zych. Trener Zbigniew Tąder, kierownik drużyny Jan Warzko.

Za najlepszego piłkarza łódzkiego turnieju uznano Krzysztofa Pajora (Widzew) i za najlepszego bramkarza jego kolegę klubowego Artura Melona. W meczu o 3 miejsce chłopcy z Zawiszy pokonali w dogrywce zespół Maczki 1:0. „Złotą” bramkę zdobył Marcin Krzywiec.

Turniej Nike Premier Cup 2001 miał świetną oprawę, chociaż padający bezustannie deszcz nie sprzyjał normalnej grze. Całe szczęście, że Szkoła Mistrzostwa Sportowego dysponuje boiskiem o sztucznej nawierzchni.

W uroczystości wręczania najlepszym drużynom okazałych pucharów i nagród rzeczowych w postaci sprzętu sportowego produkcji Nike uczestniczył b. piłkarz Widzewa Marek Citko, który był pilnym obserwatorem meczu finałowego. Kibicował, rzecz zrozumiała, widzewiakom.

Trener Widzewa Zbigniew Tąder: Od 1 czerwca weźmiemy udział w mistrzostwach Europy Nike, które odbędą się w Wiedniu. Cztery pierwsze drużyny z tego turnieju wyjadą na mistrzostwa świata do Brazylii. Nie muszę tłumaczyć, że chcielibyśmy znaleźć się w tym gronie.

Młody zespół Widzewa sponsorują: prezes firmy MPP Jerzy Matusiak, Zofia i Ryszard Cytrowscy oraz PKO BP.

Autor artykułu: m.st.

Dar dla Domu Małego Dziecka

Friday, April 20th, 2001

Od firmy Max-Dom
Wczoraj firma Max – Dom zamontowała nowe, plastikowe okna w bawialni w filii Domu Małego Dziecka przy ul. Lnianej.

Okna w bawialni były już bardzo zniszczone, nie wymieniano ich od 40 lat. Te, które wstawił Max – Dom z ul. Pływackiej 2/4 (tel. 640 41 91) mają 10-letnią gwarancję, a jak zapewnia producent wytrzymają kilka razy dłużej. Są szczelne, dobrze izolują przed zimnym i gorącym powietrzem oraz tłumią hałas. Mają atest Państwowego Zakładu Higieny.

- Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za taki gest ze strony Max – Domu – mówi Ewa Seweryńska, pedagog z Domu Małego Dziecka. – Teraz dzieci z tego oddziału będą mogła się bawić w lepszych warunkach.

Przy ul. Lnianej 9 przebywają dzieci w wieku od roku do trzech lat. Obecnie jest tam 46 maluchów. Trafiają tam po postanowieniach sądu zabrane od rodziców ze względu na warunki.

- W tej chwili mamy nowe okna w trzech bawialniach. Do wymiany pozostało jeszcze około 50 o-kien w sypialniach, stołówkach i łazienkach. Mamy nadzieję, że znajdzie się więcej firm, chętnych dopomóc łódzkim Domom Dziecka.

Autor artykułu: (mal)